Zmiana sposobu prezentacji
Specyfika wisielców w kontekście gatunków drzew
Nudni ludzie wieszają sie na klonach. Ludzie z wielką wiarą w Boga paradoksalnie wybierają buk, a ci bez - bez. Dewoci zapewne upodobaliby sobie bukszpan, ale ciężko jest się powiesić na krzaku wielkości psa chihuahua.Naprawdę posrani na wieszają się na kasztanie. Rolnicy zaś najczęściej wybierają topole. Politycy w ogóle się nie wieszają, ludziom bez kręgosłupów cieżko jest skręcić sobie kark.
Babcia powiedziała mi kiedyś, że najtrudniejsze jest wyciagniecie ręki nie do tego, kto Cię rani, ale do potwora, który mieszka w Tobie i codziennie, dzień za dniem zadaje ból, który pewnego dnia Cię zabija.
Wiedziała co mówi, olewała swojego przez miesiące, aż w końcu zajął jej wszystkie organy i zjadł od środka.
Każdy ma swoje potwory, jeden czają się w lekko rozchylonych ustach, inne w zaciśniętych pięściach. Jedne zamykają Cię w sobie, inne sprawiają, że wychodzisz z siebie. Lubię swoje potwory. Czają się płytko pod skórą i tak długo wiercą, aż ich nie podrapię. Czasem mam ochotę wydrapać się tak mocno, aż spłyną po mnie swoim pluszowym ciepłem.
Kochałam meżczyzn równie mocno, jak ich nienawidziłam. Fascynowało mnie to, że każdy z nich miał swoje życie małe, głupie życie. Każdy miał w oczach swoją historię a ja mogłam chłonąć doświadczenia i wysysać je tak, że byłam ich równie łapczywa co książek. I każdy mówił mi, że kocha mnie jak jeszcze nikt inny wcześniej.
Ale przychodzi ten moment, że każdy wydaje Ci się taki sam. Nudny i przewidywalny jak truskawkowy jogurt, który kupujesz codziennie na śniadanie. Aż czasami masz nadzieję na jakąś zniłą truskawkę, czy zatopionego robaka.
Przestało się chcieć smakować człowieka. Wysysać go przez chętne usta i metalicznego kutasa. Kiedyś się świetnie (...)
--- cały tekst ---
Dzisiaj będę lampionem
Biorę mały nożyk do ręki
nacinam palce, uda, skronie
Chce wypuścić światło z samej siebie
ale leci tylko krew z małych rurek
zalewa słodko moje stopy
Chce tańczyć słodko w morzu czerwonym
ciągnie się za mna jak smoła
pluję i płaczę na nie
mieszam między stopami
Biję pianę piętami jak białka
Skaczę w moim morzu
łapię fale rzucam się na nie całym ciałem
przypływ, odpływ, przypływ, odpływ.
Zanurzam głowę, otwieram usta
I wraca do mnie moje morze czerwone
połykam dziką różową piankę.
Lampki zażące się przez zamknięte powieki
mrugają do mnie na czerwono
światło, ciemność, światło, ciemność
siedzę w pokoju i patrzę na nią
leży skulona jak pies
Patrzę
jak na zepsutą sygnalizację
jak na bicie krwawiącego serca
bum bum bum bum
Widzę swoje odbicie w drzwiach witrynie
i patrząc na siebie beznamiętnie
dotykam swoich skroni w rymie tego światła
łup łup łup łup
za każdą ciemnościa mam nadzieję
że zobaczę w witrynie inną twarz
że ten pies przyjdzie mnie polizać po skroniach
Cały pokój pulsuje tą czerwienią
Cały pokój krzyczy uważaj, uważaj
Uważaj na psa
Zamknęłam emocje w denkach szklanek
wsadziłam do oczodołów
Czuję jak mieszają się ze sobą
jak szary dym papierosów łączy się z bańkami mydlanymi
pękają, osiadają na szkle
w mgle tych wszystkich rozpaczy
Pukam do nich, mruczą leniwie przysuwając się do moich palców
jak myszki w szklanych akwariach
czuję ich ciepło.
Chłód. Ciepło. Chłód.
Próbuję zamknąć oczy
zaciskam powieki z całych sił
na grubym szkle
Pękają we mnie rozsiewając kawałki po całej podłodze
Depczę je, żeby weszły głębiej w moje bose stopy
Włączam walca.
Tańczę pośród resztek szkła i mydła
na balu.
