|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (427) Proza (18) Dziennik (101) Fotografia (127)
Pocztówka poetycka (3) O autorze Znajomi (18) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Wstyd dla nóg!
Mój brzuch jest zawsze dwa kroki przed nimi,
choćby nie wiem jak szybko biegły.
Czasem, w ramach higieny osobistej, wypraszam się z siebie, robiąc miejsce dla gości, którzy potrafią przetwarzać nieobecność.
Po powrocie zastaję zwykle bałagan — stare błędy stoją nie tam, gdzie je zostawiłem, a na ich powierzchni zalega obcy kurz.
Wtedy zmieniam zamki w drzwiach i zabieram się za przywracanie status quo.
Gdy błędy lśnią jak nowe, zwołuję je i liczę — wszak są moim największym bogactwem.
Obieram cebulę ze złudzeń – zupa będzie dziełem przypadku. Walnij się w ten głupi łeb. Nie ma mowy – jest piątek. Kler przemienia indyka w warzywo. Ksiądz F. trafiał kredą prosto w czoło, co utrwaliło moją wiarę w to, że odpowiednia liczba przeposzczonych piątków jest prostą drogą do czyśćca. Dzisiaj jednak bardziej wierzę w pranie i ożywczą siłę grzechów lżejszych – dzięki temu sumienie przestało cierpieć na bezsenność. Czas stał się lekkostrawny. Buzuje szczęście - jak łono natury w gorący, grudniowy poranek.
Poniedziałek. W podświadomości aż huczy od plotek. Świadomość jest załamana – cały tydzień grzebania w śmieciach. Przespać to! Lub zamknąć się w tym (czymś) szczelnym, które nie wpuszcza, ani nie wypuszcza. I sobie przyjemnie nie myśleć, no chyba, że coś smacznego się trafi.
głową
sufitu nie przebijesz
szepnąłem
do ucha swojego wzrostu
skup się na podłodze
