Zmiana sposobu prezentacji
Pokonała ostatnie stopnie rozpadających się kamiennych schodów, westchnęła ciężko z wyczerpania tym samym ciaśniej owijając się płaszczem .Wiatr ciosał jej śniade policzki, które po nadmiernym wysiłku przybrały kolor sinoniebieski .Weszła na pogrążony w mroku dziedziniec ,pod jej stopami przebiegło kilka szczurów . Odskoczyła w bok wydając z siebie cichy okrzyk kiedy prawie nadepnęła na jednego z nich .Masywne i ciężkie mury chroniły przed wiatrem ,ale grozę budził świst wiatru przemykający się pomiędzy szczelinami.
Blask Księżyca majaczył na chmurnym niebie oświetlając nieco kontury budowli . Skierowała się do bocznego wejścia przy samej ścianie . Kamienne mury porastał mech i pleśń , a powietrze przesiąkło zgnilizną i wilgocią .
Oddychała niespokojnie ,niepewnie stawiając kroki w ciemności .Stanęła chwilę w wykuszu próbując złapać powietrze ,stare okiennice zaskrzypiały pod wpływem powietrza uderzającego w nie . Noga za nogą coraz ciężej i mozolniej szła w kierunku ogromnych drzwi ,kiedyś pięknie rzeźbionych a teraz pokrytych resztkami lakieru ,odrapanych i nadjedzonych przez robactwo. Pchnęła je ,krzywiąc się pod wpływem dźwięku jaki wydały. Granitowa wyszczerbiona podłoga pod jej stopami nosiła ślady krwi ,starej krwi ,ciemnej i przykurzonej . Odwróciła wzrok i szła dalej podpierając się kiedy mogła o grube filary biegnące przez salę .Kolejne pomieszczenie było (...)
--- cały tekst ---
Lubię tu być
Gdzie wszystko zdaje się bezpieczne
Lubię tu być
Gdzie słowa zyskują szczęście
Lubię tu być
Gdzie noc szaleje za dniem
Lubię tu być
Gdzie łzy spijane są jak lek
Lubię tu być
Gdzie trudniej jest kochać
Lubię tu być
W Twoich ramionach nocą zgaszona
Unoszę się na skrzydłach wysoko
Tańczę wśród chmur
Dotykam życia strun
Przez palce przebiega czas
Jestem melodią istotną
Serią dźwięków ulotną
Warto zapamiętać
Każdego dnia
melodia jest lepsza
Zataczasz się
Mdłe wspomnienie o Tobie
dobija resztki nicości do dna
Wyryłaś we mnie ślad
dłutem rzeźbiarza
upojonego sekundą w której tworzy
Ty- uśmiercałeś
Szczyt triumfu
Kiedy malowane lalki
płakały naprawdę
Kiedy liryczna krzywda
mieszała się z realnymi wspomnieniami
I te głuche szepty
- Zabij !
Jesteś obok ,pragnę Cię
Serce szepcze że to ten
I już wszystko jasne jest
Przecież warto wierzyć w sen
A kiedy przyjdzie ten zły czas
Wiem że to nie rozdzieli nas i tak
Nawet jeśli to cisza zamyka za Tobą drzwi
I tak czuję że nie umiem bez Ciebie” być „
Cos we mnie woła
odbija echo pustkę ścian
w myślach przywołuje ust Twych smak
„Jeszcze przyjdą lepsze dni”
-szepczesz „dowidzenia „ mówiąc mi
bez niczyjej pomocy
dotyk dłoni
w pustym pomieszczeniu
czy tak bardzo boli?
Bezczelny czyn
jak rzut kamieniem
oślepia
Tak źle że monotonnie
odrzuca sprawiedliwoś
ć-wróg tych co mają serca
zamyka pudełko ludzkiego szczęścia
*** Czarne śpiące oczy płaczą krwią
Nie potrafią zapobiec słowom czasu...
Już z cienia wyłania mrok
Zgasła świeca
iskierka została gasnąca
pusta Senatopia
jak szary dym
i nic więcej
jest jaskrawą częścią
nieistniejącej
nigdy całości
przyjdź do mnie przed snem
z zapasem papieru
przyjdż lekkością słów wielu
przyjdź nagle nie wiadomo skąd
przyjdź bez błędu
z przecinkami i kropkami
przyjdź we śnie i nad ranem
przyjdź w melodii poranka
przyjdź w rosie na liściach i kwiatach
przyjdź zapukaj w okno
Przyjdź tak strasznie tęsknię
za pomysłem i dobrym wierszem
z chwilą oddechów
pospiesznym zaskoczeniu
pojawiasz się nagle
pytam ,czemu?
w myślach tysiące
razy zaszło słońce
na wspomnienie
o Tobie
a dziś znów stajesz
prze de mną
i brakuje mi słow
na powitanie
A dziś śnię swój sen
piszę bez poklasku
zlożona na laurach
nie liczę na nic co moze mi przynieść życie
zapadam w śpiączke głosy w tle słysze różne
i nic tylko jakbym była poza czasem,chwilą
dla znudzenia tu jestem ,licze na szcześcia drobiazgi
Nie obudzisz mnie mój miły chodź wiem że pragniesz
nie jestem ksieżniczką co pocaunek sprawi że nie zaśnie
