7 stycznia 2013

dziennik

filo
filo

...

Wszyscy jesteśmy dla siebie mistrzami, największymi - nasi wrogowie, od nich możemy nauczyć się najwięcej. Trudno w to uwierzyć, ale żaden przyjaciel nie powie tyle prawdy o nas co nasz przeciwnik i żaden przyjaciel nie nauczy takiej cierpliwości. Można rzec, że to swoisty przyjaciel, słowo „wróg” przestaje mieć rację bytu.

alt art
7 stycznia 2013 o 13:32

w Ci słowach człek urasta..

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 13:54

najwyższy czas ;)

zgłoś

Wieśniak M
7 stycznia 2013 o 14:10

przyjaciele uczą zalet wrogowie wad/ od słońca się nie dowiesz co znaczy śnieg czy grad;))

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 14:22

to zależy czy chcemy oddać, czy jednak zwyciężyć bez poczucia winy i wyrzutów sumienia, że robimy to samo;) Od gradu i śniegu mogę dowiedzieć się co znaczy prawdziwie słońce ;)

zgłoś

Wieśniak M
7 stycznia 2013 o 14:39

Wróg to pojęcie bardzo rozciągliwe i niejednoznaczne moralnie.Czasem sami sobie produkujemy rzesze hasłem kto nie ze mną ten przeciwko mnie:)))

zgłoś

hossa
7 stycznia 2013 o 14:41

hm, pomyślałam podobnie jak Wieś

zgłoś

doremi
7 stycznia 2013 o 14:13

słońce uczy nas pogody/ nie zna gradu i śniegu urody :))

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 14:22

chyba że jest to słonce na pustyni i marzymy o odrobinie chłodu ;)

zgłoś

doremi
7 stycznia 2013 o 14:25

zawsze, marzenia jak ptaki fruwają po niebie :)

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 14:26

i ptaki można oswoić ;)

zgłoś

doremi
7 stycznia 2013 o 14:32

podobno :)

zgłoś

deRuda
7 stycznia 2013 o 14:35

obyśmy zawsze trafiali na prawdomównych wrogów :)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:44

chciałoby się ;)

zgłoś

doremi
7 stycznia 2013 o 14:38

dla mnie przyjaźń to kwint esencja życia :)

zgłoś

doremi
7 stycznia 2013 o 14:42

wróg, w założeniu, nie pragnie naszego dobra, chce coś zmącić i nie dla celów wyższych, a dla własnej zmanierowanej satysfakcji ::)

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 14:51

patrz odpowiedź do duszka :)

zgłoś

Hania
7 stycznia 2013 o 14:45

"Panie chroń mnie od przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę "

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 14:52

;)

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 14:54

bez przyjaciół jednak pusto :)

zgłoś

doremi
7 stycznia 2013 o 14:50

ja mam na myśli szczerą przyjaźń, którą dane mi było cieszyć się :)

zgłoś

ZGODLIWY
7 stycznia 2013 o 14:53

Nie ma wrogów, są ludzie którzy chcą ode mnie tego czego ja nie chcę im tego dać i mam ku temu swoje powody... i vice versa :)

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 14:56

dobre - podoba mi się, więc trzeba nauczyć się jak tego nie dać bez użycia przemocy i dlaczego ja nie chcę tego dać. Ale czasami są i inne powody.

zgłoś

deRuda
7 stycznia 2013 o 15:06

o tak Mariusz - dobre :)

zgłoś

Monika Joanna
8 stycznia 2013 o 09:33

mi też się to podoba - wygląda na to, że straszna ze mnie egoistka, że tak nie chcę nic dawać :)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:45

no tak, ego to problem :D

zgłoś

ZGODLIWY
9 stycznia 2013 o 09:50

Problem jest w pewnej różnicy w postrzeganiu siebie i drugiego człowieka: "On POWINIEN mi to dać" ja "Nie muszę" tego dawać. Gdybyśmy nie uzależniali swojej sympatii od tego jak bardzo ten ktoś spełnia nasze oczekiwania... Monika - znaczy musisz mieć dużo wrogów :)

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 11:00

właśnie...

zgłoś

doremi
7 stycznia 2013 o 15:05

staram się unikać wrogów i uciekam od rozmów, którymi chcą obrazić, nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce, ta jest potrzebna, niezbędna :)

zgłoś

. .
7 stycznia 2013 o 15:22

powierzchowne ujęcie pojęć - wróg i przyjaciel; zgodnie z taką czarno - białą wizją świata, któd, kto pokazuje mi błędy jest moim wrogiem i mogę go jedynie, z dużą dozą ironii, nazwać "przyjacielem inczej"; tekst, który pozoruje odkrycie, w istocie świat zamyka, dzieli, oddala od człowieka

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 15:25

i tak jest jak piszesz

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 15:26

tekst pokazuje stereotypowe postrzeganie świata

zgłoś

. .
7 stycznia 2013 o 15:27

czyli nie jest pisany w twoim imieniu, przez ciebie?

zgłoś

. .
7 stycznia 2013 o 15:29

używasz słowa wróg, co ono oznacza wg ciebie? kogoś, kto się nie zgadza ze mną, na mnie,na mój obraz świata? nzwanie go wrogiem - od razu, na dzień dobry przekreśla szansę na dialog

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 15:30

nie moge swobodnie pisać, heh, żeby nie było, ze podpuszczam - osobiście nie patrzę na świat - wróg przyjaciel, ale chciałam coś powiedzieć i sięgnęłam po stereotyp tworząc tym samym stereotyp. Dlatego wróg jest w cudzysłowie. Dziękuje za uwagę :)

zgłoś

. .
7 stycznia 2013 o 15:30

a z kolei próba przypisania wrogowi, temu realnemu, korzystnego oddziaływania na osobę, którą pragnie zniszczyć, to już cynizm

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 15:32

czyżby? czyli zarówno Jezus jak i Budda byli cyniczni :)

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 15:32

Później napiszę szerzej. teraz nie mogę.

zgłoś

. .
7 stycznia 2013 o 15:23

któd - literówka - ktoś

zgłoś

Veronica chamaedrys L
7 stycznia 2013 o 15:31

...słowa piosenki Czerwonego Tulipana same cisną się na usta...Kardynała Richelieu sekret wam dziś zdradzę/ Od przyjaciół Boże strzeż z wrogami sobie poradzę/... pozdrawiam Filo z Uowym Roku...:)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:45

Pozdrawiam również Veronico :)

zgłoś

. .
7 stycznia 2013 o 15:32

ale ja obcuję z twoim tekstem a nie z tym, co chciałs powiedzieć i ten tekst jest stereotypowy, bardzo irytująco, o swoich oczywiście odczuciach tylko piszę, stereotypowy

zgłoś

. .
7 stycznia 2013 o 15:36

ok, później;) Jeśli już włączać Jezusa i Buddę w te rozważania, to używanie słowa "wróg" z lekka nie pasuje do bajki; )

zgłoś

filo
7 stycznia 2013 o 16:32

Nie mam przy sobie tekstu, więc Dalajlama – tłumaczy właściwie kwestię wroga, o której mówił Budda. Dalajlama chyba coś wie na temat prawdziwych wrogów i wybrał wskazania Buddy do postawy wobec Chin. Dalajlama XIV - " Krzysztof Skowroński: Przejdźmy do następnej kwestii: „Dla praktykującego miłość i współczucie wróg jest jednym z najważniejszych nauczycieli.” Co znaczy to zdanie i w jaki sposób wróg może być nauczycielem? Dalajlama: W medycynie wykorzystuje się trucizny, które w szczególnych wypadkach mogą leczyć. Mogą wyleczyć chorobę, a tak zwany wróg, który sprawia nam ból, który sprawia problemy, pozwala nam ćwiczyć tolerancję, cierpliwość. Jedynie osoba, która będzie sprawiała nam ból, może dać nam podstawę do ćwiczenia tolerancji i przebaczenia. Przecież tolerancji nie da się ćwiczyć, kiedy mamy do czynienia z naszymi rodzicami, czy najlepszymi przyjaciółmi, ponieważ oni nie sprawiają nam bólu, nie wywołują złości czy nienawiści. Cierpliwość, tolerancja jest związana ze złością, przedmiotem czy osobą, która sprawia nam ból, ale dzięki temu możemy rozwijać w sobie tolerancję i cierpliwość. A zatem wróg to jest osoba, która uczy nas ćwiczyć, wyrabiać w sobie cierpliwość. Jest zatem dobrym nauczycielem, nikt nie może nas nauczyć lepiej niż nasz wróg." I inny cytat: "Dla osoby która wysoko sobie ceni współczucie i miłość, praktyka tolerancji ma znaczenie podstawowe, a dla niej wróg jest niezastąpiony. Tak więc powinniśmy czuć wdzięczność do naszych wrogów, ponieważ to właśnie oni mogą nam najbardziej pomóc w rozwinięciu spokojnego umysłu. Ponadto, często zdarza się, zarówno w życiu osobistym jak i publicznym, że wraz ze zmianą okoliczności, wrogowie stają się przyjaciółmi. Tak więc złość i nienawiść są zawsze szkodliwe i jeśli nie będziemy ćwiczyć naszych umysłów i pracować nad zmniejszeniem ich siły, będą one nadal nas niepokoiły i zakłócały nasze próby osiągnięcia spokoju umysłu. Złość i nienawiść są naszymi prawdziwymi wrogami. To właśnie one są siłami, z którymi najbardziej potrzebujemy się zmierzyć i je pokonać, nie zaś chwilowi wrogowie pojawiający się sporadycznie w naszym życiu." Jezus mówił: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". (Łk 23, 34) Ta pierwsza z mów Jezusa jest modlitwą do Boga Ojca o wybaczenie jego oprawcom. W Mt 5, 44 Jezus zachęca uczniów, by kochali swoich wrogów i modlili się za prześladowców. Modlitwa Jezusa na krzyżu jest niejako potwierdzeniem tej nauki. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”. Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie - to wszystko też czegoś uczy, w każdym razie powinno. No koniec tej ewangelizacji czy czegoś tam ;)

zgłoś

gabrysia cabaj
8 stycznia 2013 o 09:48

niesamowity komentarz!

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:53

właściwie - cytaty ;)

zgłoś

..
8 stycznia 2013 o 10:22

gdy jezus objawia się w sercu, cały świat staje się przyjacielem :)

zgłoś

..
8 stycznia 2013 o 10:23

"wróg" to tylko krzywa bania, która tworzy się w głowie...

zgłoś

Jerzy Woliński
7 stycznia 2013 o 21:21

wszystko to prawda, by móc z czasem "wroga" wyprzedzać czy nie dawać sobie szkodzić:)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 06:29

ze strategicznego punktu widzenia nawet konieczne - grasz w szachy? ;)

zgłoś

Jerzy Woliński
8 stycznia 2013 o 10:18

mam szachy zrobione przez tatę stolarza, odkąd go nie ma , brak mi partnera niestety:)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 10:19

co nie zmienia faktu, że szachista się w Tobie odezwał :)

zgłoś

Ania Ostrowska
8 stycznia 2013 o 06:30

ciekawy temat, wrócę wieczorem :)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:41

wróć :)

zgłoś

issa
8 stycznia 2013 o 13:36

też wrócę

zgłoś

gabrysia cabaj
8 stycznia 2013 o 09:21

podpięłam się zamiast komentarza, filo - ładnego dnia:)*

zgłoś

gabrysia cabaj
8 stycznia 2013 o 09:41

w jakimś tekście zwracałam się do wroga: mój wrogu serdeczny - muszę go poszukać, przypomnieć sobie - oj, natychasz mnie, Giocondo;)*

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:41

dziękuję za życzenia i jeszcze bardziej za podpięcie :) Powodzenia Rybko :)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:46

Rybko - cieszę się z tego natychania i późniejszego czytania Ciebie :)) Poszukaj :)

zgłoś

gabrysia cabaj
8 stycznia 2013 o 10:05

Lepiej mieć jednego wroga czy jakoś tak - wrogu mój serdeczny gdziekolwiek byś nie był święć się imię twoje albowiem tylko ty mnie nie zaskoczysz gdyż znam czarną stronę twoją i w razie ataku wykorzystam arsenał środków pierwszego wrażenia gromadzony od chwili narodzin motywujesz ty mnie do rozwoju nie dajesz uschnąć spędzając sen z moich łagodnych powiek nareszcie gotujesz krew w moich żyłach tężeją mięśnie broń się sama repetuje nóż otwiera w kieszeni zmieniasz mnie w panterę wykonuję skok przyczajony aż się śmieją hieny i sępy zlatują na ucztę a więc żyj i miej się kwitnąco bo i ja żyję przy tobie w tobie i z tobą całą moją słodką nienawiścią zaklinam nigdy się nie zmieniaj och moja ty druga połowo pamiętaj gdy zdradzisz mnie lub opuścisz ty taki owaki niech cię szlag język stanie kołkiem zęby spróchnieją i gały wylecą z orbit bo tyś moim chlebem powszednim i światełkiem w tunelu i nadzieją na przyszłość :)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 10:08

no żywo Kargul z Pawlakiem :D w samą dziesiątkę trafiasz :)

zgłoś

gabrysia cabaj
8 stycznia 2013 o 10:13

:)))))*******

zgłoś

An - Anna Awsiukiewicz
8 stycznia 2013 o 09:25

I tu daje do myślenia...ciekawe.

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:42

to chyba dobrze :)

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 21:55

Filo, powtórzę - uogólniasz niemożebnie. Dalajlama, Chrystus, cytaty i już. A to przec nie tak, chyba. Jeśli modlę się za wroga - to w tej intencji miedzy innymi, by przestał byc moim wrogiem albo - w przekonaniu, że wrogiem w istocie nie jest. Modlę się, aby ciemnośc między nami zniknęła albo przynajmniej nabrała takich własciwości, które pozwolą nam jednak się spotkać.

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 21:59

Myslę również, że trochu mieszasz nauki Ojców i naukami Gombrowicza, a to dwie różne optyki i różne problemy. Bo jeśli pójść za Gombrowiczem i powiedzieć - ok, jestem jaka jestem oczami innego, na tyle, na ile pozwalam mu mnie formować, jest już trochę bliżej do twojego myślenia, chociaż nie do końca. Może trop Nałkowskiej - jesteś tym, co o tobie mówią, zwłaszcza gdy nie możesz już zaprzeczyć,wyjasnic, rozjaśnić albo zaciemnić. Jednak i tu nie chodzi o wroga, o obcego - tak, o ewentualnego rywala - tak, ale czy o wroga?

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 22:02

Wróg to ktoś, komu przeszkadzam. Ten, kto jest na mnie wściekły i wykrzykuje mi w oczy "rózne takie" nie musi byc wrogiem. Naprawdę nie znasz sytuacji, kiedynajbardziej gorzkie słowa padają z ust osób bliskich? I diałają jak gorzkie krople, początkowo - nieprzyjemnie bardzo, później - ustępują dolegliwości. Wróg nie powie ci prawdy o tobie, bo nie pragnie, byś coś zmieniła, naprawiła, by tobie i twojemu otoczeniu było lepiej.

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 22:04

Cytowane przez ciebie wypowiedzi zmierzają raczej ku eliminowania pojęcia wroga albo ku dynamizacja świata, w którym nic nie jest do końca, także złe, wrogie. To, co proponujesz, wbrew pozorom, zatrzaskuje świat na głucho, nieco w sekcirskim stylu.

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 22:07

sorry za literówki

zgłoś

jeśli tylko
8 stycznia 2013 o 09:51

o tak, cierpliwości potrafią nauczyć (i nie mam na myśli cierpliwości by się odegrać)

zgłoś

filo
8 stycznia 2013 o 09:54

odegranie nie wchodzi nawet w grę, życie się odegra

zgłoś

issa
8 stycznia 2013 o 21:45

Do myślenia o wrogu ożywił mnie tekst, który został podpięty jako reakcja na Twój Dziennik, filo. Natomiast zawartość tekstu wyjściowego i komentarzy - byłaby dla mnie jednak prędzej źródłem do myślenia o manowcach ze zbytnich skrótów lub o wyborze słów bezgranicznie uzależniającym odbiór od woli czytelnika, zdającym myśl na niego po prostu. M.in. można tu o stereotypizacji, która rozdrażniła oślą. I o tym, jak formułować opis, którego celem ma być refleksja etyczna, by rzeczywiste intencje /które są ważne dla autora/ nie przepadły lub nie zależały, jak niemowlę od piersi, tak naprawdę wyłącznie od czytelnika i/lub od wiedzy o autorze? By mogły egzystować odrębnie również bez przypisów, nienarażone aż tak na całkowitą niezgodność z tym, co wyobrażał sobie dla nich piszący.

zgłoś

issa
8 stycznia 2013 o 22:27

Ożesz, Wie Śniak, triksterze Ty słodki;d Kiedy pisałam koment, był jeden tekst jako podpinka ;d W komencie chodziło o dziennik GLC.

zgłoś

issa
8 stycznia 2013 o 22:29

*tricksterze. ufff [snickłam wrrrreszcie chyba]

zgłoś

Wieśniak M
8 stycznia 2013 o 22:05

"A gdy u drzwi twych stanie wróg/ daj mu siekierę, piłę strug/ rzuć mu to wszystko wprost pod nogi/ i niechaj sam sobie trumnę zrobi";))

zgłoś

byłem...
8 stycznia 2013 o 22:08

Kiedyś byłem swoim największym wrogiem,czyli czyniłem wszystko by było mi źle.Wyszedłem z tego dopiero wtedy kiedy dobrze pojąłem swego wroga.Tekst mi pasuje....

zgłoś

byłem...
8 stycznia 2013 o 22:11

...a wróg został przyjacielem.

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 22:13

a więc to nie wroga zrozumiałeś, tylko przyjaciela:)

zgłoś

deRuda
8 stycznia 2013 o 22:17

mój ulubiony autor Orson Scott Card napisał w jednej ze swoich książek: żeby pokonać wroga, trzeba bardzo dobrze i dokładnie go poznać, zrozumieć, jeżeli go na prawdę zrozumiesz to go pokochasz, a jeśli pokochasz, już nie chcesz z nim walczyć :) cytat nie jest moze dosłowny, ale mam nadzieję, ze dobrze oddałam sens :)

zgłoś

byłem...
8 stycznia 2013 o 22:18

ale gdybym nie znalazł pierwej wroga,nie potrafiłbym siebie zrozumieć...:) Nie,no najpierw zrozumiałem wroga,co mi robi źle...

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 22:24

wroga czy zagubionego przyjaciela, któremu należało pomóc trochu?

zgłoś

. .
8 stycznia 2013 o 22:25

albo w rzekomym wrogu - sensownie gadającego osobnika, niby upierdliwego, ale jednak niegłupiego?

zgłoś

issa
8 stycznia 2013 o 22:59

Skróty bywają jednak zwodnicze. Dlatego zostawię tu jednak jeszcze coś bliżej samego dziennika i Waszej rozmowy. żeby to kochanie nieco utrudnić. Odsłonę z wątpliwości w "Lektorze" Bernharda Schlinka: "Chciałem zrozumieć zbrodnię Hanny, potępiając ją równocześnie. Na to była ona jednak zbyt potworna. Kiedy próbowałem ją zrozumieć, miałem uczucie, że nie potępiam jej w takim stopniu, w jakim należałoby to właściwie zrobić. Kiedy potępiałem ją tak jak należy, nie było już miejsca na zrozumienie. Chciałem także zrozumieć Hannę; niezrozumienie jej oznaczało ponowną zdradę wobec niej. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Chciałem stawić czoło i jednemu, i drugiemu: zrozumieniu i potępieniu. Jednak obie te rzeczy na raz były niemożliwe". [tłum. M. Podlasek-Ziegler]

zgłoś

deRuda
8 stycznia 2013 o 23:02

świetny film i cytat znakomity, trudny moment dla człowieka poradzić sobie i z rozumieniem i z potępianiem jednocześnie...

zgłoś

deRuda
8 stycznia 2013 o 23:03

dodatkowo Hanna nie była mu wrogiem, więc tym trudniej

zgłoś

issa
8 stycznia 2013 o 22:10

W pewnym sensie to ma związek z tym http://truml.com/profiles/87788/diary/132660

zgłoś

issa
8 stycznia 2013 o 22:22

Link prowadzi do jednego z wpisów dziennikowych jeśli tylko. i w nim między in. cytuje się: "autor ma męczyć się tak długo / żeby czytelnik już nie musiał". Tam wprawdzie powiązano cytat z wierszami, ale można go i tutaj odnotować. Bo rzecz, ogólniej, dotyczyłaby strategii w wyborze zadań dla tekstu. Czym on ma być? Czy, 1) bodaj w części, komunikatem o kierunkach świata autora, czy 2) obiektem, którego intencji nie trzeba ani trochę definiować, ponieważ znaczenia są o tyle ważne, o ile stanowią tester stanowisk czytelnika i stworzą przegląd wiadomości/aktualności ze świata. Wydaje się, że w tym drugim wypadku na miejscu tekstu mógłby działać w gruncie rzeczy dowolny obiekt w dowolnym miejscu.

zgłoś

Joha
8 stycznia 2013 o 22:12

I ze mną tak było, ale na szczęście dojrzałam :)

zgłoś

byłem...
8 stycznia 2013 o 22:13

ja to już chyba "przejrzałem"..:)

zgłoś

Joha
8 stycznia 2013 o 22:22

Jarku, rzeczywiście, to odpowiedniejsze słowo. Piszę o sobie i odrzucam cudzysłów :)

zgłoś

Ania Ostrowska
8 stycznia 2013 o 23:24

przepraszam filo, napisałam długi komentarz, który mi "zjadło", wściekłam się, nie mam już dziś siły żeby go odtwarzać

zgłoś

Drwal
8 stycznia 2013 o 23:35

To znaczy ..że nie masz wrogów, czasami ci co kochają, ich udają .

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 07:44

Myślałam, że naturalnym jest odbiór słów „wróg” i „przyjaciel” jako umowne formy nazewnictwa, jako będące w „tu” i „teraz”. Bo naturalnym jest, że zdarza się, iż ten kto był naszym przyjacielem, może stać się naszym wrogiem i odwrotne, ten kto był wrogiem, może stać się przyjacielem. Cóż więc znaczy wróg i przyjaciel? To tak samo jak z dobrem i złem, to co dziś uważamy za złe, może okazać się dla nas błogosławieństwem w przyszłości. To takie proste. Myślałam, że graficzne zaznaczenie słowa „wróg” czy to poprzez kursywę, która chyba jest widoczna w tekście, czy też przez cudzysłów wskaże na tę umowność interpretacyjną. Okazało się, że nie. Myślałam, że wskazując na dwóch głównych przywódców duchowych dwóch głównych religii, którzy mówią to samo o postawie, pokaże, że bez względu na kulturę,szerokość geograficzną, religię i postawę wobec świata w tym wypadku należy zachować się podobnie dla własnego dobra, jakkolwiek pojmowanego. Okazało się, że zostałam posądzona o New Age. Mogłabym wskazać filozofów i przywódców politycznych, którzy mówili to samo, z myślą jednak o strategii walki wobec wroga. Dotknęłabym jednak innej formy walki. Wskazując na przywódców duchowych, mówiłam między innymi to, o czym napisał Jestem, że najczęściej to my sami jesteśmy dla siebie wrogami. Ale to nie ma znaczenia co autor miał na myśli, bo okazuje się, że zbyt trudne, że zbyt skomplikowanie napisane. I tu pojawia się pytanie: po co i dla kogo piszę?. Myślałam, że wiem. Po przeczytaniu komentarzy już nie wiem. Jest tylko zniechęcenie. I nie wiem czy to zniechęcenie to mój wróg czy przyjaciel, jeszcze nie wiem. Wiem tylko, że nie mam w sobie potrzeby pisania. Miłego. I tak Drwalu - jedynych wrogów, których mam - noszę w sobie.

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 09:00

filo, przepraszam, i mimo wszystko spróbuję Cię wołać do mniej emocjonalnych przestrzeni, ponieważ wierzę, że to ma sens. (Co nie znaczy, że chcę Cię zobowiązywać, czy tym bardziej zmuszać, do rozmowy). Stanę sobie tutaj jedynie na chwilę. Jak lustro na drodze. Bo chyba się zdziwiłam i paszcza mi się rozdziawiła, tak że żuchwa łupnęła o panele. "Ale to nie ma znaczenia co autor miał na myśli, bo okazuje się, że zbyt trudne, że zbyt skomplikowanie" napisane". Może prędzej okazuje się, że nie wiadomo, czy napisane, kiedy działa jak pestka wydrylowana z buddyjskiego kontekstu, zachowuje jeszcze złożoność z rodzimego świata, czy staje się bezbronnym ogólnikiem z pozornymi głębiami nieokreśloności, z którym każdy może robić, co mu się tam żywnie podoba. I jako ogólnik doprowadza właśnie do skrajnych pomyłek w interpretacji sensu lub do konstelacji rezonansów, w których sensy czytelnika mogą w spokoju pominąć dociekania, "czego chciał autor". Pozdrawiam najniedźwiedziej ;)

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 09:08

Co Wy z tym przepraszaniem? Nie ma za co przepraszać, skoro to we mnie problem. I jeśli już wydrylowana pestka, to nie z buddyjskiego kontekstu, mogłabym przytoczyć masę cytatów z różnych części geograficznych, myśli religijnych, filozoficznych, strategicznych z wojskowego punktu widzenia. Interpretacje zawsze będą różne przy rzuceniu kilku słów.Ale to mój problem w braku umiejętności posługiwania się językiem. Stąd zniechęcenie.

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 09:08

I oczywiście - również pozdrawiam :)

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 09:24

"I jeśli już wydrylowana pestka, to nie z buddyjskiego kontekstu, mogłabym przytoczyć masę cytatów z różnych części geograficznych, myśli religijnych, filozoficznych, strategicznych z wojskowego punktu widzenia". Aha, to sorry, myślałam, że odwołujesz się do konkretnego systemu duchowego. Wobec tego ten fragment Twoich dzienników może obrazować los Pestki ze Wszystkiego Naraz. O ile taka może w ogóle realnie, nie w życzeniu, istnieć. P.s. Przepraszałam, bo pomimo deklaracji "to mój problem", poczułam się tak, jakbym przyczyniła się do Twojego zniechęcenia. Ponieważ nie odczytałam zgodnie z oczekiwaniami "zbyt trudnego, zbyt skomplikowannie" napisanego" :)

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 09:32

No i zaśmiałam się niemal w głos wprost do szyby i przechodnia za oknem. Miej Ty Wiedźwiedziu litość :D Wszystkiego Naraz - z jakiegoś tam szumu i chaosu ogólnoświatowego, gdzie ktoś coś kiedyś tam brzdąknie podobnie w odniesieniu do. ;) Ok, idę pogadać ze swoim zniechęceniem, może powie mi coś mądrego, a może nie... Albo będzie milczało godnie. Kto go tam wie. A nawet jeśli przyczyniłaś się w jakiejś niewielkiej części do mojego zniechęcenia, to być może Isso, być może to dobrze, kto tam wie. Ja nie wiem. taka mądra to ja nie jestem :)

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 09:38

Okazało się, ze to była szybka rozmowa. Przypomniałam sobie, że zawsze dostawałam z matematyki obnizone oceny. A wszystko przez lenistwo - nie chciało mi się pisać wywodu, obliczenia robiłam w myślach i zapisywałam tylko wynik. To pokutuje do dzisiaj. Tak, jestem leniem.

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 09:45

ufff, wreszcie się śmiejesz. i zapomnij ;d żadnej litości. odziedziczyłam po tatusiu skazę: "nie mam sumienia, mam podroby". Ty piękna kobieta jesteś, i bez mieszania w to litości ;p Dasz radę, nożesz. okej, dość gadania [snickłam :)]

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 10:25

znaczy co? żadnego prowadzenia za rączkę, kiziania za uchem, słodkich słówek - nic? Ożesz ty Wiedźwiedziu :D Podroby - podoba_mnie_się to :D

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 11:25

ani, ani odrobiny miziania za uchem, ale i tarmoszenia ucha też nie ;d za to można porozglądać się po tekście. tak w odcinkach.

zgłoś

Magdala
9 stycznia 2013 o 10:23

"wróg" jest wtedy, gdy nie ma wyboru. przyszły czasy, że wybór zawsze istnieje. :))) przytulam Cię, Filon. buziaki! Ty masz kłopot i... miłość (pewnie, tak sądzę ;D) trochę inaczej :))))) nie Ty jedna :* :*

zgłoś

Magdala
9 stycznia 2013 o 10:24

ale dyskusję wzbudziłaś mistrzowsko :*** czuj duch! bo wróg się czai, Słonko :****

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 10:59

:)) nie miałam netu przez chwilę. Miłość mam pod dachem, pod bokiem, pod, obok itp. Normalnie :) Tak wybory są, takie czy inne, ale są. Buziak Madziu :)

zgłoś

Magdala
9 stycznia 2013 o 11:05

chodziło mi o to, że miłość fatalnie pojęta chodzi obok nas w takiej formie, bo w innej nie potrafi. Miłość normalna, jak ją nazywasz to nasza siła, nasze oparcie, nasze bogactwo. :* zabijano w imię miłości., katowano też w imię miłości. wróg? eetaam jakiś smętny schiz :* :*

zgłoś

Magdala
9 stycznia 2013 o 11:56

nękanie, wrogość to często zemsta za brak. a miłość normalna to miłość wzajemna, spełniona, bo "gwarantuje" bezpieczeństwo i pewność i moc. :) :*

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 12:28

co prawda to prawda :) :*

zgłoś

Magdala
9 stycznia 2013 o 11:09

widzę, że Cię wkurzyłam. nie to było moim zamiarem :* powinnam przeczytać komentarze, ale mi się nie chce, liznęłam jedynie ciut ciut :))) idę na mejla. to nie miejsce na rozmowę. zapraszam, Filonku :*

zgłoś

RENATA
9 stycznia 2013 o 11:15

a co jeśli przyjaciel jest wrogiem?????????

zgłoś

Eva T.
9 stycznia 2013 o 11:18

Wiec sami go sobie wybralismy :))

zgłoś

Eva T.
9 stycznia 2013 o 11:25

Przylazlam tu za Renata...i widze, ze musze miec wiecej czasu, aby zerknac na wypowiedzi. Spontanicznie do Twojego zapisu, powiem, ze czesto stwarzamy sobie sami tego wroga, takie male paranoje :) Wroce...jak nie zapomne :) Serdecznosci Filo :)

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 12:28

tysz prawda

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 11:29

Np. by zacząć od największego, zdaje się, nieporozumienia między intencjami a odczytem. Skąd mogło się wziąć "sekciarstwo" jako zarzut /m.in., rzecz jasna/. I, na wszelki wypadek, jeszcze raz: teraz patrzę tylko na gołytekst, sonduję jego możliwości komunikacyjne bez przypisów, bez znajomości autora itepe, itede.

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 11:41

I wydaje się, że być może z prostej przyczyny: w nim występują tylko wrogowie i przyjaciele. I można by powiedzieć: i co z tego? Są przecież tylko wyciągiem z rzeczywistości, w dobrej wierze powierzonym domyślności czytelnika. Trudność polegałaby jednak na tym, że tekst może zacząć funkcjonować jak guzik w pralce: tak esencjonalnie sformułowany, obrany z wszelkich pozostałych aspektów rzeczywistości, traci zdolność do obrony przed przypuszczeniem, że świat w ogóle składa się tylko z wrogów i przyjaciół.

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 11:46

/cdn, tylko że w jakimś innym sprzyjającym czasie/

zgłoś

RENATA
9 stycznia 2013 o 11:31

przyjaciel to ktoś kto zrozumie przytuli doradzi podpowie są tacy co zwą się przyjaciółmi a za plecami obgadują wysmiewają zawiszczą

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 12:32

i tacy są

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 12:15

Powiedzmy, że w pierwszą z pułapek-przycisków się nie złapię. I też, załóżmy, że nie zareaguję /podobnie automatycznie/ na inną możliwość naturalnego olania rzeczywistych znaczeń tekstu: "o!, a! wróg, przyjaciel! znam! hasła, o których też sam mam coś do powiedzenia!" i nie zacznę o sobie samej, tylko nadal pozostanę przy tekście. Okaże się wtedy, że zaraz pojawi się następna zagwozdka logiczna: oto słowo "wróg" "traci rację bytu". Dlaczego zatem "przyjaciel" ją nadal ma?

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 12:30

a kto powiedział, że ma? Skoro odnosi się to do wroga to implicite i do przyjaciela. Ciągle myślę nad tym "sekciarstwem", bo teraz ja nie rozumiem :)

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 12:35

"a kto powiedział, że ma? Skoro odnosi się to do wroga to implicite i do przyjaciela". Co /w samym tekście, przypominam dźwiedziogrzecznie:) / pozwala mi na wnioskowanie o "implicite i do przyjaciela?

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 12:36

sekciarstwo: patrz: ośla figa, 8 stycznia 2013 o godzinie 22:04: "To, co proponujesz, wbrew pozorom, zatrzaskuje świat na głucho, nieco w sekciarskim stylu".

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 12:39

poza tym, co znaczy dokładniej "implicite do przyjaciela" wobec samego tekstu? że też, podobnie jak "wróg", przestaje mieć rację bytu? coś innego?

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 12:44

że skoro piszę wróg i przyjaciel i ze wróg moze stać się przyjacielem to między wierszami - i przyjaciel może być wrogiem, bo tak jest w świcie ułożone że działa coś w obie strony, jeśli biegun południowy znajdzie się na północy to północny zapewne na południowym, ale nie zawsze co widać obserwując przebiegunowania słońca.

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 12:46

a czy nazwanie kogoś wrogiem z zamiarem zniszczenia, to nie sekciarski styl?

zgłoś

filo
9 stycznia 2013 o 12:50

to znaczy, ze jeśli napiszę zniszcz wroga, kochaj przyjaciela, to nie jest to sekciarski styl, tylko ogólnie rozumiana prawda, a jeśli napiszę kochaj wroga i kochaj przyjaciela to jest to sekciarski styl bo stawiam umowne nazewnictwo postaw (raczej swoich wobec innych) na dwóch biegunach?

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 14:56

"zniszcz wroga, kochaj przyjaciela, to nie jest to sekciarski styl". myślę, że oślej nie o to chodziło:) jednak wolałabym ten wątek zostawić i w dalszym ciągu koncentrować się na tekście :)

zgłoś

issa
9 stycznia 2013 o 15:00

"że skoro piszę wróg i przyjaciel i ze wróg moze stać się przyjacielem to między wierszami - i przyjaciel może być wrogiem". okej, płynność pojęć wynikająca z trwałości przemiany. czemu zatem 'przyjaciel' jest bez cudzysłowu i kursywy?

zgłoś

Ania Ostrowska
9 stycznia 2013 o 19:14

Dzisiaj się zmądrzyłam, żeby pisać nie w okienku, tylko oddzielnie, i proszę dzisiaj mi nie zjadło. Kiedy przeczytałam Twój wpis w dzienniku po raz pierwszy wczoraj rano, z miejsca skojarzył mi się z własnym wpisem dawno dawno temu – o cnotach niemodnych: posłuszeństwie, skromności, pokorze. A skojarzył mi się dlatego, że rozmawiając wówczas z wieloma autorami komentarzy, uświadomiłam sobie jak ryzykowne jest posłużenie się w tego typu refleksjach skrótem, uogólnieniem czy generalizowaniem. Piekielnie zdradzieckie. W tamtym wypadku w pewnym momencie miałam wrażenie że moje własne słowa do mnie się wykrzywiają pokazując język. Tutaj, jak mi się wydaje, powstała podobna sytuacja wskutek użycia słów wielorako nacechowanych. Przyjaźń – toż to prawdziwy wór bez dna. Druga moja myśl poszła po torze: dlaczego oponentem dla „wroga” ma być „przyjaciel”? Bardziej naturalny wydawałby mi się „sojusznik” albo „sprzymierzeniec” - a to już rodzi zupełnie inne skojarzenia. Z drugiego końca, naturalnym dla mnie przeciwieństwem „przyjaciela” jest „nieprzyjaciel” – i znów znaczeniowo może być mu daleko do „wroga” – z konsekwencjami dla postawionej w Twoim zapisie tezy. Trzecie, to przypomnienie wywołane niedawnym końcem roku, uświadomienie, że osiągnięty rozwój (w różnych aspektach) zawdzięczam wpadkom i porażkom, a nie sukcesom - w myśl „co cię nie zabije, to wzmocni” – które jakby zaczęło mi się trochę wpasowywać w domyślne intencje Twojego skrótowca. Nieporządne to wszystko, wiem :( PS. A poprzednio przeprosiłam dlatego, że obiecałam że wrócę, i byłam a ten choler.nik wywalił w diabły prawie godzinę pisania. Pozdrawiam :):)

zgłoś

filo
10 stycznia 2013 o 15:24

Wszystkim czytającym i komentującym dziękuję za wyrażenie swoich zdań, opinii i krytyki. Wszystkich bardzo ciepło i serdecznie pozdrawiam. Wybaczcie, że zbiorczo, ale jestem bardzo zajęta. Miłego Trumle :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się