Zmiana sposobu prezentacji

10 maja 2017

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Po co śmierć?

PROLOG

Tomek idąc po mokrym chodniku, układał kolejny wers w myślach. Gdy uznał, że jest gotowy, zatrzymał się i dołączając go do reszty, zapisał w komórce. Powietrze miało zapach deszczu, który padał niedawno, a uliczne latarnie rzucały światło na budynki, nad którymi panowała już tylko rozległa ciemność nocy. Młodzieniec szedł dalej, zlepiając w głowie kolejne słowa. Kiedy wpadł na odpowiednią kombinację, znowu przystanął, by zapisać to w telefonie. Potoku jego słów nic nie mogło zatrzymać, a jego wena była uzbrojona w jeden z najlepszych napędów w dziejach twórczości: smutek. Miał wrażenie, że nosił go w sobie tyle, ile blasku emitowała gwiazda, na którą właśnie patrzył.
Po rozstaniu z Martą blask wewnątrz niego zgasł bezpowrotnie, a powstała ciemność przyniosła ból. W tej ciemności wydrążyła się dziura, która siłą żalu wyssała wszelką radość. Niekiedy czuł, jakby jego ciało zjadała implozja i w końcu miało zapaść się w sobie, nie zostawiając niczego.
Przerabiał właśnie końcowe wersy w myślach, szukając odpowiedniego słowa do rymu. Postanowił jednak zostawić ostatnią strofę bez niego.
To nada lepszy ogólny wydźwięk. – pomyślał, po czym pośpiesznie zapisał całość.
Powstały wiersz był swego rodzaju lirycznym zabezpieczeniem. Gwarancją spokoju przez parę dni, podczas których będzie nosił w duszy nowy twór i będzie się (...)

--- cały tekst ---

6 stycznia 2016

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Fragment z mroku

Wiatr lekko poruszał gałęziami drzew, kiedy ciało Szymona leżało wśród mokrych liści. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat. Wokół klęczeli jego rodzice Józef i Judyta, a na ich policzkach łzy mieszały się z deszczem.

Rafał, drugi syn Wrześniów stał dalej. Bił się z myślami, nadal nie mogąc przekuć w fakt tego, co już nim było – śmierci brata.

Nagle powietrze zafalowało, między drzewami pojawiła się czerń. Skręcała się, obracała, niczym w pralce i powstał z niej Pientacz. Wyglądał jak hebanowy płomień, bez rąk, głowy, nóg, po prostu hebanowy płomień. Falował, jakby nadal się tlił.

To na nim Wrześnie skupili swoją uwagę. Nie wiedzieli jak zareagować, nie mieli pojęcia na co patrzą.

- Co…co to jest? Przywidzenie? Wy też to widzicie? – zapytał Józef.
- Tak. – odpowiedziała Judyta. – Może to dusza Szymona, ukazała nam się po jego śmierci.
Nic z tych rzeczy.
Cała trójka rozejrzała się po sobie.
- Słyszeliście to? – spytał Rafał.
Józef przytaknął oniemiały.
- Jakby głos w naszych głowach.
Jestem nim w istocie. Ten niby płomień to moje ciało, moja skóra. Nazywam się Pientacz.

Wrześnie byli w szoku. Wszyscy myśleli to samo: CO DO CHOLERY?

24 listopada 2015

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Rzeczywisty surrealizm, czyli o drodze, śnie i lękach

Sny mogą pokazywać nam czego się obawiamy, czego pragniemy. Możliwe, że sny są mową podświadomości, której czasem nie pamiętamy, czasem nie rozumiemy, lecz ona nadal do nas przemawia.


 
Adam wziął bilet od kierowcy i ruszył przed siebie, rozglądając się za wolnym miejscem, a torba, którą trzymał w ręku, obijała się o fotele w wąskim przejściu. Młodzieniec usiadł za tylnym wejściem, bagaż położył obok nóg, po czym główne światło zgasło, a autobus ruszył. Paliły się jedynie małe lampki przy podłodze, tworząc półmrok w środku. Adam powiódł wzrokiem po fotelach i dostrzegł czubki głów siedzących przed sobą ludzi.
 
Młodzieniec nie mógł doczekać się końca podróży, lecz jednocześnie się go obawiał. Było to sprzeczne połączenie, spowodowane jego niepewnymi odczuciami związanymi z przyszłością.
 
Założył na uszy słuchawki, włączył ścieżkę dźwiękową thrillera science fiction: Mechanizm lęku. Następnie półleżąc w fotelu, skupił się na muzyce. Melodia była wolna, lecz nastrojowa i poważna.
 
Adam oparł głowę o zaparowaną szybę, trwała za nią ciemność wieczoru, która tego dnia była jakaś podstępna, chciwa, niebezpieczna, jakby tylko czekała, kiedy ktoś w niej zbłądzi i w jej mrocznym wnętrzu nie zauważy przepaści..
 
Nagle.. W autobusie został tylko Adam, a karoseria pojazdu z dźwiękiem (...)

--- cały tekst ---

30 maja 2015

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Fantastyka. Starcie.

Niebo było bezgwiezdne, odziane jedynie w księżyc, którego pełnia oświetlała gromadę domów jednorodzinnych, sosnowy zagajnik i kawałek łąki, jej reszta ginęła w mroku nocy. Obok ciągnęła się droga, nad którą górowały uliczne latarnie. Miejsce wiało pustką, w otoczeniu nie było nikogo. Jedynego ruchu dostarczał mizerny wietrzyk, lekko poruszając trawą na polanie.

Stał na niej chłopak. Nieruchomo. Jakby na coś czekał. Grube podeszwy czarnych butów jak forma w ciasto wbijały się w wilgotną ziemię. Wzrok młodzieńca przeszywał ciemność kończąc się gdzieś w oddali. Oddychał równomiernie, chłonąc chłodne powietrze. Był skupiony. Czekał.

Jego koncentrację zburzył warkot samochodu.

– Patrz, Tomek tam stoi. – Stwierdziła dziewczyna siedząca na miejscu pasażera.

– Tomek? Ej, faktycznie. Co on tam robi? – Zapytał kierowca.

– Skąd mam wiedzieć…? Zatrzymaj się.

Samochód stanął na środku jezdni. Wysiadła dziewczyna.

– Tomek! Co ty tam robisz? Tomek! – Zawołała.

Chłopak miał nadzieję, że nie zwrócą na niego uwagi i pojadą dalej, ale kiedy się zatrzymali, zaczął odczuwać niepokój.

– Kinga! Natychmiast wsiadaj do samochodu i spieprzajcie stąd!

Dziewczyna chciała w odpowiedzi rzucić coś niegrzecznego, lecz nagle Tomka przykryła wielka, futrzana stopa…


--- cały tekst ---

25 kwietnia 2014

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Cz.6 /Ost.

- To zobaczymy.

Ania uśmiechnęła się uroczo i pocałowała Hipolita w policzek. Wstała i pospiesznie ruszyła brukowanym chodnikiem.

Młodzieniec odprowadzał ją wzrokiem, nie mógł przestać na nią patrzeć. Miał wrażenie, iż jej włosy, są tak jasne, jakby utkane z promieni słońca, których nie było w otoczeniu, a te wyglądało jak okryte szarą folią. Wszystko było jakieś bezbarwne. Bez wyrazu. Wstrzymane.

Ania w końcu zniknęła Hipolitowi z oczu. Mimo to, nie potrafił przestać o niej myśleć. Mijały chwile. W końcu młodzieniec powrócił do pierwotnego stanu umysłu, a jego myśli skierowały świadomość do wiadomej sytuacji z pamięci. Hipolit od razu spochmurniał.

Zaczął odtwarzać miniony dzień. Żałował.

Już nie narzekałby na zajęcie się nauką u ojca, kosztem doczesnego życia i przygód, byle cofnąć czas.

Przestał winić swoją mamę, za to że go opuściła. Podjąłby naukę niemieckiego i odwiedził ją, ale na to już za późno.

A to wszystko dzięki Ani, której twarz chciał jeszcze zobaczyć tysiące razy, lecz nie było mu to dane. Będzie musiał odpowiedzieć za swój tragiczny występek. Jego przyszłość zawali się.

I naturalnie, nie spotka się ze swoim jedynym przyjacielem, Stefkiem. Wiele by dał, aby móc patrzeć, jak staje się wpływowym kupcem. Już nie miał mu nic za złe. Ich (...)

--- cały tekst ---

18 kwietnia 2014

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Cz.5

- Hipolit? To ty tak płakałeś? – zapytała Ania.

Chłopak w ogóle nie zwrócił na nią uwagi. Jakby jej nie widział. Weszła po schodach.

- Hipolit!

Młodzieniec drgnął, następnie na nią popatrzył.

- A, a, Ania? – Hipek rozpoznał dziewczynę, ale osłupienie nie minęło, jedynie zmniejszyło swoje objawy.

- Co się stało? – spytała z troską.

Chłopak nie odpowiedział, leniwie przeniósł wzrok z dziewczyny na budynek naprzeciwko.

- Hipolit?

Młodzieniec nie reagował. Apatia na powrót w pełni rozpanoszyła się w jego umyśle.

Ania z wysiłkiem poprawiła jego pozycję, z prawie leżącej do siedzącej, opierając go o drzwi budynku.

Zwróciła uwagę na jego zaczerwienione oczy oraz mokry kołnierz koszuli. Podejrzewała, iż coś się stało.

- Wszystko w porządku? Gdzie Stefek? Pokłóciliście się?

Na wspomnienie przyjaciela młodzieniec, jakby się przebudził. Zaczął szybko mrugać oczami, a jego ciało napięło się. Otrzeźwiał nagle.

Ania widząc to zapytała ponownie:

- Wszystko w porządku?

- Nic nie jest w porządku. – Hipolit podkurczył nogi, objął je rękoma, a głowę schował między kolana.

- Opowiedz.

- Nie chcesz tego słyszeć.

- Jeśli będę w stanie (...)

--- cały tekst ---

12 kwietnia 2014

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Cz.4

Temat przyjaciela na powrót pojawił się w głowie Hipolita, ponieważ zauważył go stojącego przy drzewie, rozmawiał z kimś.

Młodzieniec podszedł bliżej i chowając się za pniem dojrzał, że rozmówcą Stefana była Barbara.

Nie słyszał ich rozmowy. Ze sceny, która rozgrywała się przed nim wnioskował, że się kłócili.

Stali blisko siebie, a Basia zrobiła jeszcze krok w stronę Stefka, tak że ich twarze dzieliły ledwie centymetry, ale chłopak zareagował od razu i cofnął się.

Zaczął tłumaczyć coś dziewczynie, a ta nawet nie czekając aż skończy, znowu się do niego zbliżyła. Młodzieniec przestał mówić, a gdy chciała zrobić kolejny krok, Stefek wyciągnął ręce przed siebie i przytrzymał ją za barki.

Przez cienką bluzkę, którą miała na sobie, poczuła ciepło jego skóry. Zrobiła zalotną minę.

Delikatnie chwyciła jego ramiona i pocałowała wierzch prawej dłoni.

Stefek cofnął ręce, następnie pokiwał głową z dezaprobatą. Chciał coś powiedzieć, ale Basia podskoczyła do niego i pocałowała znienacka.

Młodzieniec odepchnął ją, wyraźnie niezadowolony.

- Co ty wyprawiasz dziewucho?

- Nie udawaj, że nie chcesz. – Dziewczyna oblizała wargi. – Jeszcze nie robiłam tego z Żydem.

Hipolit wyszedł na ścieżkę.

- Taki z ciebie (...)

--- cały tekst ---

1 kwietnia 2014

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Cz.3

Hipolit lubił dzień targowy, kiedy w mieście coś się działo, kiedy furmanki licznie przyjeżdżały na rynek, a ludzie tłumnie przemieszczali się po ulicach. Lecz gdy dzień ten nadejdzie, mimo ruchu i tłoku, Hipek nie będzie radosny.

Nastał początek końca przyjaźni ze Stefanem. Hipolit nie dowierzał jego słowom, iż jest niezagrożona. Był pewny, że kiedy Stefek podejmie naukę u ojca, ich przyjaźń będzie słabnąć, aż zniknie.

Ojciec Hipolita był cenionym szewcem w mieście. Pracował bardzo dużo i ciężko, by utrzymać dom i syna. Nie chciał już teraz zamęczać go robotą, by ten mógł korzystać z wolnego czasu i w pełni cieszyć się młodością. Na co nie mogła pozwolić sobie spora część jego rówieśników, ponieważ pomoc rodzicom absorbowała większość ich czasu.

Tata Hipka chciał tym samym zrekompensować brak drugiego rodzica w życiu syna. Lecz po co Hipolitowi wolny czas, skoro wkrótce nie będzie miał go z kim spędzać? Chłopak westchnął.

Włożył dłonie w kieszenie znoszonych spodni. Przy prawej ręce poczuł ostatnią gruszkę. Uwielbiał ten owoc, ale teraz najzwyczajniej nie miał ochoty go jeść.

Zamyślony ruszył chodnikiem. Minął rynek, na który niedługo zjadą się kupcy i handlarze. Po czym usiadł na schodach jednego z domów.

Zauważył, jak od zegarmistrza wyszła Ania, a z nią rodzice. Jako że patrzyła w (...)

--- cały tekst ---

28 marca 2014

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Cz.2

Hipek i Stefek zajadając się owocami maszerowali chodnikiem. Z obu stron szły dwa rzędy jednopiętrowych budynków, a po środku ciągnęła się szeroka, brukowana droga. Po której sporadycznie przejeżdżały konie, ciągnące wozy i bryczki.

Brzegi ulic porastały szeregi drzew, a bujna trawa wokół, jeszcze bardziej wzbogacała pejzaż. Wędrując którąś z alei, można było odnieść wrażenie, że miasto wybudowano w lesie. Bowiem wszechobecna zieleń nieprzerwanie towarzyszyła mieszkańcom, gdziekolwiek by poszli.

Hipek lubił, kiedy obok przejeżdżała furmanka, czy bryczka. Lubił dźwięk kopyt uderzających o brukowaną drogę. Znaczyło to, że ktoś coś robi, że coś się dzieje, miasto tętni. Nie przepadał za ciszą i bezruchem.

Hipolit wyciągnął z kieszeni ostatni owoc, kierując go w stronę Stefka zapytał:
- Gruszkę?
- Wiesz dobrze, że nie lubię gruszek i nie wiem, czemu zawsze to robisz.
- Bo lubię. – odparł z szerokim uśmiechem Hipek i schował owoc z powrotem do kieszeni.
- Cześć chłopcy. – Rozbrzmiał dziewczęcy głos, w którym słychać było niemiecki akcent.

Młodzieńcy odwrócili się.

- Ach, to ty Aniu, cześć. – Przywitał się Stefek.

Hipek nic nie powiedział, przeniósł jedynie wzrok z dziewczyny na budynek przed sobą.

Ania czekała, aż chłopak się z nią przywita, ale ten pozostawał (...)

--- cały tekst ---

26 marca 2014

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Cz.1

Stefek łapczywie zajadał się malinami, wręcz wpychał je sobie do ust. Uznał, że ma dosyć jasnoczerwonych owoców, wytarł buzię ręką i poszedł dalej.

Po drodze wziął z ziemi jabłko, chciał je włożyć do kieszeni, lecz obie były już wypchane owocami. Więc przetarł je o dziurawe spodnie i skosztował. Było odrobinę kwaśne, ale soczyste i pożywne. Następnie wolną dłonią chwycił kolejne.

- Hipek dalej. – pospieszył przyjaciela, który krzątał się wokół gruszy, w poszukiwaniu najlepszych kąsków.
- Jeszcze moment. Zaraz. – odpowiedział chłopak, popatrzył w górę rozglądając się po koronie drzewa, obfitej w dorodne gruszki.

Stefek po zjedzeniu jabłka, odrzucił ogryzek na ziemię. A kolejne trzymane w ręce, wytarł o spodnie, by chociaż w jakimś stopniu, pozbyć się piasku i brudu. Po czym ugryzł jabłko. Było o wiele smaczniejsze od poprzedniego, słodkie.

- Pospiesz się. – rzucił do Hipka. – W każdej chwili może przyjść… - Przerwał, bo usłyszał kroki.
Sprawnie przebiegł parę metrów, stanął przy furtce i wychylił głowę na dróżkę. W ich stronę szedł starszy mężczyzna. Stefek nawrócił się i lekko podniesionym głosem powiedział:
- Hipek, idzie stary Felek, szybko.

Nie usłyszał odpowiedzi. Pobiegł w stronę gruszy. A widząc już z kilku metrów, iż nikogo przy niej nie ma, doszedł do wniosku, (...)

--- cały tekst ---

9 marca 2014

proza

Nieodgadniony
Nieodgadniony

Opowiadanie..

- Zajęliśmy budynek Rady Narodowej. Radek z chłopakami polecą powiesić białą flagę, a ty wiesz co robić. – Powiedział Miron do Benka, a ten pospiesznie przepchnął się przez tłum ludzi, wyciągnął z kieszeni kredę i drukowanymi literami napisał na ścianie: „Mieszkanie do wynajęcia”.

Do młodzieńca podbiegł Radek, rzekł:
- Tutaj już nic nie zrobimy. W radiu mówili, że naszych przetrzymują w więzieniu. Ludzie dzielą się na dwie grupy. Większa idzie pod więzienie. Idziesz z nami?
- Jasne. – Odpowiedział z zapałem Benek.

Tysiące ludzi stanęło pod poznańską bastylią, po czym jak jeden mąż, wdarli się do więzienia.

- Psia mać! – Wykrzyczał Miron. – Nie ma ich. Nędzne ubole podpuściły nas. Jeszcze im pokażemy. Benek, Radek bierzcie się za dokumenty. Wydzierajcie, palcie, wyrzucajcie przez okna. Ja zajmę się sprzętem.

Miron wszedł do innego pomieszczenia. Wziął ze stołu radiostację. Porwały się kable. Z trudem dźwignął ciężką skrzynię nad głowę, po czym cisnął nią o podłogę. Urządzenie rozleciało się z trzaskiem. Następnie chwycił pobliski telefon, urwał słuchawkę i rzucił aparatem o ścianę.
---
Rozochoceni ludzie spod więzienia przedostali się pod gmach Urzędu Bezpieczeństwa. Rzucali w niego kamieniami, wznosili antysowieckie okrzyki.

Komuś w końcu puściły nerwy i z okien (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się