Zmiana sposobu prezentacji
Miasto otoczone ściekiem
wydającym bezwonny smród grzechów nigdy nie zasypia, jest żywe od zawsze na
zawsze aż do czasów przemian. Ze wzgórza roztacza się nad nim łuna która oczom
zwykłego przechodnia pozwala widzieć wszystko na różowo, dzięki temu żyje,
karmi się energią przyjezdnych a strażników utrzymuje przy życiu tylko po to
aby nikt nie dowiedział się jak wygląda naprawdę. Miasto oddycha zapachem ulic
napawając się nim latem aby w zimie móc pogrążyć się w iluzorycznym śnie. Ulice
tego miasta żyją, każda kostka brukowa każda postawiona kamienica, kościół,
uczelnia, sklep, tytoniowe budki posiadają własne tchnienie. Tchnienie jest tak
ciche że ludzie przechodząc zagłuszają je stukotem obcasów o posadzkę,
rozmowami o serialach, plotkach rodzinnych, politycznych perturbacjach. Miasto
zna to od dawna, śmiejąc się z własnych dzieci pobłaża im w tych snach na
jawie, próbach realizacji marzeń i w nocy zsyła na nich kolejne pragnienia
przepływające strumieniem po rynnach w okna wskakując i głowy mieszkańców
zasypując obrazami śpiących przygotowuje do kolejnego dnia dla nich, dla
siebie, dla świata.
Gdy spojrzy się na nie bliżej,
jak by przez szkiełko powiększające i zarazem rozpraszające światło na tysiące
różnych kolorów można dojrzeć każdą pojedynczą dusze. Nie tylko dojrzeć (...)
--- cały tekst ---
Przyglądając się światu zza szyby mam przed oczami kolorowe
obrazki, obrazki te zmieniają się, zaczynają wirować co raz to nowe, co raz to
szybciej. Wszystko co mnie otacza wydaje się emanować jakimś nieziemskim
ciepłem bijącym z wewnątrz na zewnątrz z zewnątrz do wewnątrz. Cała historia
zaczęła się gdy w ręku człowieka znalazł się kamień i zamiast uderzyć gołą
dłonią, uderzył czymś co pozwalało mi wydobywać mąkę z ziaren. Chleb zwany
powszednim wszystko co było z nim związane, przyczynił się do tego że drugi
człowiek stracił życie. Teraz po tylu wiekach w końcu budzę się do życia,
nazywają mnie różnie, każdy inaczej, każdy widzi mnie w inny sposób, każdy
myśli o mnie tylko tyle ile pozwala mu na to jego kultura. Czasem wystarczy
jedno słowo aby otworzyć oczy, zazwyczaj jednak wiąże się to ze żmudnym
dochodzeniem do głosu aby jeden człowiek mógł wyobrazić sobie kalejdoskop swoich własnych wspomnień w których w jakiś
sposób zawsze byłem żywy. Gdy wchodzi się na górę po wielu latach, wiekach,
tysiącleciach snu w mroku, w którym pomimo wszystko jest miejsce na odrobinę
światła i ciepła którego wręcz się dotyka tylko po to aby spróbować uchwycić je
na moment, stopień po stopniu, mijając
dusze po duszy widząc tych upadłych i tych najjaśniejszych i brnąc do światła
--- cały tekst ---
Nastał czas na ostateczną konsekwencję wypicia za późno kawy.
Po pierwsze nie mogłem zasnąć, myśląc o głupich cipach które chcą mnie wyjebać
z pracy za to tylko i wyłącznie że nie przyszedłem bo się zapiłem. No cóż to w
końcu nie moja wina że musiałem wziąć leki przeciwbólowe a pić też trzeba było,
ergo szybciej kopnęło przy i tak słabej głowie jaką posiadam. Jednak konsekwencją za późnego wypicia kawy
jest to że właśnie piszę, bo kurwa nie mogę zasnąć. Właśnie sobie wyobrażałem
jak wchodzę do klubu z tabletem w reku i opisuję całą sytuację pod
kryptonimem ‘gonzo’ idąc za wzorem Huntera
Stoctona Thompsona jebanego pierwowzoru całego gówna które nam narobiło w
głowie Las Vegas Parano i Wher The Buffalos Roam czy kurwa jakoś tak, nie chce
mi się sprawdzać i tak wszyscy wiedzą o
co chodzi. Przechodzę już w skrajny stan grafomani, przeraża mnie to osobiście,
choć w gruncie rzeczy jak można inaczej określić Balzaka przed 30, różnica jest
tylko taka że zarabiał na tym pieniądze. Gdybym spiął dupę i zaczął napierdalać
to może też by mi wyszło to może po 50 mógł bym cały czas chodzić najebany i
wstawać po 3 dniach snu. W gruncie rzeczy uwielbiam spać, sen jest chyba
jedynym stanem w którym znajduje się mój organizm dającym mi chwile
wytchnienia. Przejebane muszą mieć Ci (...)
--- cały tekst ---
