pociąg do poznania z apaszką i Stachurą
przetoczyła się lokomotywa
z chrzęstem chitynowych pancerzy
w zębach mieli się coś o uzależnieniach
mijały dni bez nocy i pączkujących gwiazd
promienie zbierałeś w snopki
ustawiane w różnych miejscach domu
nie dawały spać
przy drodze uczepione
kwiatu paproci
nie znalazłeś
spokoju w chwilach
kiedy skwierczały pośladki
pod palcami
deszcz i wilgoć obejmowała wszystko
rozpostartym płótnem grzmiało
wskazówkami bez pocałunku
umierał dzień
zwyczajnie podniesiony
do rangi święta
Rozbijam obóz, na trochę zamieszkam.
zgłoś
trzeba było iść nad wrzosowisko/ upaść nisko / dno nie przynosi zagrożeń/ tylko dziurawe...
zgłoś
oj. (m)Alutka :) aż skwierczały ?
zgłoś
Tak!
zgłoś