22 lipca 2012

ROZCZAROWANIE (1z4)

Panna Annabella

Bezlitosny, sierpniowy skwar obudził Annabellę wczesnym porankiem. Spojrzała na ręczny zegarek, zwisający beztrosko z poniszczonego nocnego stolika, dochodziła szósta. Przeciągnęła się w zaduchu oparów drogiego wina, poczuła wciąż jeszcze mocny zapach męskich perfum i starczego potu. Była zbyt zmęczona by się ruszyć, wieczorne ćwiczenia fizyczne dały jej się bardziej we znaki, niż poranny upał. Utkwiła martwe spojrzenie w uchylonym oknie, przez które do środka dostawał się gwar krakowskiej ulicy. Westchnęła w dezaprobacie dla ludzi robiących tyle hałasu zapewne o nic i zrzuciła z siebie wygniecione, lniane prześcieradło. Jej przyklejona do ciała jedwabna koszula, sprawiała wrażenie namalowanej sprayem, a rozrzucone dookoła zarumienionej twarzy, ciemne włosy tylko dodawały uroku. Wiedziała o tym. Leniwie zwlekła się z łóżka, słysząc jak zgiełk dochodzący z kiosku na dole przybiera na sile i emocjach

Najpierw stanęła za firanką upewniając się, że Robert, taksówkarz korporacyjny nie parkuje na postoju po drugiej stronie ulicy. Ich znajomość urwała się gdy tylko poprosił Anabellę o zwrot równowartości trzech kursów, na które dawał się naciągnąć zawsze gdy tylko robiła do niego maślane oczy. Okolica była jednak czysta.

Anabella jednym ruchem ręki wpuściła do pokoju gęste, parzące powietrze, a za nim zapach świeżych jagodzianek. Przymknęła oczy na wspomnienie wakacji w Paryżu, którym towarzyszyła woń świeżych bigli i croissantów, podawanych co rano przez tłustą Rosjankę na Placu Vendome. Po chwili spochmurniała przypominając sobie jak obleśny francuski hazardzista bił ją pasem dla zabawy, a matka przez trzy długie lata udawała, że tego nie widzi. Potrząsając ze wstrętem głową, odsunęła od siebie tamte wspomnienia, koncentrując się na ludziach debatujących pod jej oknem. 

Każda osoba trzymała w ręku poranną gazetę, wymachując nią w podnieceniu. Zwróciła uwagę na ekspresje twarzy, mimika tłumu wskazywała na silne emocje, oburzenia i smutku zarazem. Przez ciekawość żałowała, że nie słyszy tej zaciekłej dysputy, ale jej mieszkanie znajdowało się za wysoko. Nie przejęła się tym zbytnio i ruszyła w stronę łazienki, by odbyć poranna toaletę.

Pozostawiwszy rozrzucone kosmetyki pod prysznicem, rozczesała długie, lśniące od wody włosy, następnie szczoteczką do zębów poprawiła poszarpane, gęste brwi, uśmiechając się zachęcająco do swojego odbicia w lustrze. Miała dwadzieścia cztery lata, była najpiękniejsza w swoim życiu. Jej ciemna karnacja i powabna figura działały na mężczyzn niczym miód na pszczoły. Annabella zdawała sobie z tego sprawę, wiedziała, że jej wybór nie może okazać się przypadkowy. Matka od dziecka powtarzała, że w życiu najważniejsze jest szczęście, a nic nie zapewni go tak skutecznie jak otoczenie pięknych przedmiotów.

Anabella, była pojętną uczennicą, pomimo złego kontaktu z matką, traktowała ją jak wyrocznię, choć mając już siedemnaście lat wiedziała, że przerosła ją w tym fachu. Kobieta, która oddała część swoich genów i mądrości owej heroinie była za młodu modelką. Jeszcze jako nastolatka wyjechała do Włoch by tam zdobywać szczyty modeling’u. Niestety popełniła karygodny mezalians, zakochując się w przystojnym Włochu, pracującym w kawiarni serwującej wyjątkowo mocne espresso. Wciągu kilku miesięcy zaszła w ciąże, z żalem rozstając się z wybiegiem, nie mogła jednak pozwolić sobie na małżeństwo z jeszcze biedniejszym od siebie mężczyzną. Wyjechała z Mediolanu bez pożegnania, nie informując kochanka o powodzie ucieczki. Annabella znała tą historię i całkowicie rozumiała postępowanie matki, ale była też wdzięczna ojcu za geny, które umożliwiały jej wykorzystywanie mężczyzn do swoich celów.

 Nakładanie subtelnego make-up’u, składającego się z delikatnej warstwy brązowego tuszu i błyszczyka wcieranego w usta i policzki, przerwało głośne walenie do drzwi łazienki. To był Alexander, współlokator. Alex i Bella poznali się na studiach, on pochodził z zamożnej rodziny, idealnie nadając się na towarzysza wymagającej bohaterki, ona nieprzerwalnie knuła jak uwieźć kolejnego profesora, by dostać zaliczenie z nudnego przedmiotu. Gdy jego rodzina dowiedziała się o odmiennej orientacji syna, zabroniła mu wstępu do domu i odcięła dopływ gotówki. Aleksander doskonale poradził sobie bez pomocy. Inteligentny i ambitny skończył ekonomie i pracował teraz w jednej z dużych firm, zarabiając całkiem przyzwoite jak na debiutanta pieniądze. Mieszkał z Annabellą ponieważ czuł się za nią odpowiedzialny, zdawał sobie sprawę, że pozostawienie lolitki samej sobie, to jak niedokręcenie kurka w kuchence gazowej.

Annabella oczywiście nie płaciła za mieszkanie, nie dokładała się do jedzenia, ani rachunków. Uważała, że Alexander powinien być zaszczycony faktem, iż mieszka z nim tak piękna istota. Należności regulowała pozując mu do aktów, które malował hobbystycznie. Zazwyczaj nie trwało to dłużej niż trzydzieści minut. Bezczynne leżenie, w jednej pozycji nużyło Annabellę i jak twierdziła cierpło jej całe ciało. Dla wyrównania znalazła inny sposób, by zatrzymać przy sobie źródło tymczasowego utrzymania. Z powodu homoseksualizmu współlokatora, nie mogła z nim po prostu sypiać, więc od czasu do czasu robiła mu laskę. Zwłaszcza w tedy, gdy wściekał się za porozrzucane wszędzie fatałaszki, czy tabuny obcych mężczyzn których sprowadzała na noc.         

Z niesmakiem otworzyła drzwi, nie rozumiejąc gdzie mu się spieszyło. Skoro był taki świetny w swojej pracy, nikt nie zdyskredytowałby przecież za kilka spóźnień w tygodniu. Jej na pewno szef by nie zwolnił, bo była niezastąpiona, również w łóżku. –Pomyślała, wracając przed oblicze wielkiego, pękniętego zwierciadła.

Wybranek Annabelli nie zaliczał się do typu mężczyzn, z którymi miała zwyczaj sypiać dla zabawy, ponad dwukrotnie starszy, uchodził za idealny materiał na męża. Jego wiek nie stanowił żadnego problemu, już dawno zrozumiała jak ciężko o młodego milionera, nie przeszkadzał jej również fakt, że był żonaty. Uważała, iż każdy zasługuje na szczęście, skoro mężczyźni chcą mieć w łóżku piękne i młode kobiety, dla czego one nie miały by chcieć mieć bogatych i hojnych mężów. Taki właśnie był Edward, nigdy niczego jej nie skąpił. Miała mnóstwo drogich ubrań i butów, które podziwiał Alexander. Jadała w drogich restauracjach, a dłuższe weekendy spędzała w górach. Po mimo, iż poznali się w pracy, irytowało ją, że wciąż musiała pracować. Wakatowała jako zwykła sekretarka i uważała ten zawód za niegodny swojej urody. Powinna być co najmniej jakimś ważnym dyrektorem, kierownikiem, a najlepiej jakby nie musiała już w ogóle wstawać co rano i tłoczyć się w ciasnym autobusie, tylko po to by obijać się przez osiem godzin za pieniądze, które niewiele dla niej znaczyły. Jej wypłata była niczym, w porównaniu z tym co dostawała od szefa prywatnie, uwielbiała te prezenty, jego też lubiła, nawet. Czasem zastanawiała się czy nie szuka w nim ojca, którego nigdy nie miała, ale czy go kochała? Nie znała tego uczucia, ale wiedziała, że można się do niego zmusić jeśli wiąże się z nim jakaś większa korzyść. A więc kochała Edwarda za każdym razem gdy spoglądała na wielki szafir, na swoim zgrabnym palcu. Myślała w tedy; „Wytrzymaj jeszcze chwilę Bella, już niedługo zostawi tą neurotyczkę, a Ty zostaniesz panią wszystkiego i żadna paskuda z księgowości nie zwróci Ci nigdy więcej uwagi, że zgubiłaś jakiś tam ważny dokument”.

Mijając ją w drzwiach, Aleksander spojrzał podejrzliwie w lśniące od ekscytacji oczy, podejrzewał, że znowu coś uknuła. Nie potępiał jej za to, wiedział, że po prostu taka była, nie ze swojej winy, a przez sposób w jaki została wychowana. W końcu pijacka matka nie nauczyła jej niczego, prócz włażenia do lóżek bogatych dziadów. Zamykając za sobą drzwi od łazienki podał jej poranną gazetę, na której przeczytanie w prawdzie nie liczył. Miał jednak nadzieje, że choć krzykliwy tytuł zwróci jej uwagę.

Annabella rzuciła prasę na łóżko. Otwarła szafę i zaczęła przebierać w sukienkach (prezentach od Edwarda) zastanawiając się którą z nich dziś założy, by wzbudzić zazdrość we wszystkich brzydulach w firmie, pracując przy tym na pożądanie szefa, które miało przyspieszyć rozwód i zmianę jej pozycji społecznej.

Nie mogła dużej mieszkać w tej noże nad kioskiem, nawet jeśli za wszystko płacił Aleksander, musiała porzucić to życie gąsienicy i przeistoczyć się wreszcie w kolorowego motyla. To zostało jej przeznaczone w dniu, w którym poczęło ją dwoje pięknych ludzi. Nie dopuszczała do siebie myśli, że życie mogłoby potoczyć się inaczej.

Założyła zieloną, tandetną sukienkę w różowe kwiaty, która uwydatniała jej duże piersi i okrągłą pupę. Patrzyła lustro pełna samouwielbienia, naciągając palcami idealnie jeszcze gładką skórę twarzy. Wiedziała, że uroda przemija, a dni jej bezsprzecznego piękna mogą nagle odejść w zapomnienie. Czasem śniła o tym koszmary, budziła się w tedy, spocona i sięgała po lusterko stojące zawsze gdzieś pod ręką, upewniając się, że wciąż jest piękna i młoda.           

Usiadła na łóżku, by założyć złote szpilki wieńczące cały strój i podkreślić swoje zgrabne nogi. Pantofle, które wybrała, nie były stosowne na jazdę „bez trzymanki”, w przepełnionym hołotą autobusie. Postanowiła, więc się pośpieszyć i poprosić Alexandra o podwiezienie. Mogła przecież obiecać, że wieczorem, nim wyjdzie na spotkanie z Edwardem będzie mu pozowała do aktu, który leży od pół roku niedokończony z powodu wiecznego „jestem zajęta”. Uśmiechnęła się na swój spryt i przez głowę niczym przez sitko przeleciało jej słowo „wykorzystywać”. Zastanawiała się chwilę kto w jej układzie z Alexandrem jest wykorzystywany, a kto wykorzystującym. Poruszyła tylko ramionami i mimochodem rzuciła wzrokiem na gazetę.

 Boże, to okropne! - krzyknęła patrząc na nagłówek. Sięgnęła po gazetę, by pośpiesznie przelecieć oczami tekst. Mało czytała, uważała to za nużące i nieprzysparzające korzyści zajęcie. A wszystko co nie dawało korzyści Annabelli postrzegała jako  nieistotne. Ten artykuł był jednak wart uronienia kilkunastu sekund z jej cennego czasu.

Lady Diana, była dla niej ideałem kobiety i wzorem do naśladowania, od kiedy umiejętne usidliła księcia. Z czasem zaczęła nią gardzić, gdyż ta nie potrafiła utrzymać go przy sobie na zawsze. Ostatecznie po przeanalizowaniu ograniczeń jakie wiązały się z noszeniem korony, Annabella uznała, że miliarder jest lepszą opcją. A teraz Księżna nie żyła. To było straszne i takie smutne, przecież była młodą, piękną i uwielbianą przez paparazzi kobietą. Annabelli nie mieściło się w głowie jak ktoś tak wspaniały i znany mógł umrzeć w kwiecie wieku. Pomyślała w tedy o sobie, oczywiście nie o śmierci, ponieważ było to niemożliwe, by mogła umrzeć teraz, gdy jej życie zaczęło wreszcie wypełniać swoje przeznaczenie. Przyszła jej do głowy o wiele straszniejsza myśl od śmieci, a mianowicie, że mogłaby skończyć gorzej niż Lady Di, gdyby Edward ją porzucił. Załamałaby się, postarzała, a resztę swoich dni dopełniła w nędzy, obciągając fiuta beznadziejnemu gejowi, albo gorzej, wychodząc za czarującego biedaka.

Wybuchłam histerycznym płaczem, rzuciła gazetę na podłogę i zaczęła rozdzierać złotymi szpilkami od Prady.

                                                      




Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt

Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.


kontakt z redakcją






Zgłoś nadużycie

W pierwszej kolejności proszę rozważyć możliwość zablokowania konkretnego użytkownika za pomocą ikony ,
szczególnie w przypadku subiektywnej oceny sytuacji. Blokada dotyczyć będzie jedynie komentarzy pod własnymi pracami.
Globalne zgłoszenie uwzględniane będzie jedynie w przypadku oczywistego naruszenia regulaminu lub prawa,
o czym będzie decydowała administracja, bez konieczności informowania o swojej decyzji.

Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. zarejestruj się

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1