Jak co dzień

w porwanych majtkach dnia
zalewam resztki kawy
posłodzić nie mam czym
skończyły się ziemniaki

jestem czysty
jak i portfel pełen tlenu
z numerów telefonicznych
wytasowałem najbogatszą

przytachała torby
zakupów pełnych piwa

nastawiła pralkę
schłodziła zimnej wódy

odwirowałem ją ze wspomnień
po mężu pewnie geju

zrobiłem cztery razy dobrze
na wymuskanym łożu

kup mi jeszcze fajki
i jakieś pół litra

pomogłaś jak mogłaś

zaorałaś małą cipką  
tantiemowe pole

z zachwaszczonych myśli
zastrugałem ołówki

jeszcze ze dwa kliny
i napiszę wiersz

och misiu
nie pracuj dużo
dbaj o siebie

jak coś to dzwoń

i weź nie pisz
mus

Florian Konrad
21 grudnia 2011 o 22:02

nie pisze Pan źle, ale tamtararararam!- ogłaszam, że ,,porwane majtki dnia" są najgorszą metaforą, jaką w życiu czytałem. Gorzej, śmieszniej już się chyba nie da.

zgłoś

LadyC
21 grudnia 2011 o 22:33

jw

zgłoś

Jarosław Baprawski
21 grudnia 2011 o 22:29

...ja takie lubię:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się