Zmiana sposobu prezentacji
Dawno, a może jednak nie tak dawno temu. W lesie pachnącym lawendą i poranną rosą, mieszkała niezwykła istotka. Nie była zwykłą wróżką, choć miała delikatne skrzydełka mieniące się w blasku. Nie była też po prostu wiedźmą, choć nosiła kapelusz z zakręconym czubkiem i potrafiła warzyć mikstury w swoim małym kociołku. Była Wiedźmóżką, najmniejszą i najbardziej pogodną z całego magicznego rodu.
Mieszkała w chatce zrobionej z kory, liści i kamyków, tuż pod starym dębem. Każdego ranka otwierała okiennice, przez które wpadały promienie słońca, a jej skrzydełka rozbłyskiwały jak tęcza.
Aja, bo tak miała na imię, próbowała od dziecka czarów.
– Abrakadabra! – wołała jak prawdziwa wiedźma, mieszając w kociołku liście i krople rosy. Ale zamiast czarnej mgły z kociołka wydobywał się słodki zapach malin.
– Trylilaj! – mówiła jak wróżka, machając różdżką z brzozowej gałązki. Zamiast zaklęcia pojawiały się motyle, które tańczyły w powietrzu. Jej czary były inne – nie straszne, nie poważne, ale pełne radości i barw.
Czasami jednak Aja siadała na kamieniu nad strumykiem i wzdychała:
– Kim ja właściwie jestem? Wróżką? A może jednak Wiedźmą?
Cały czas dziewczynce przyglądał się Księżyc. Widząc zadumę Aji rzekł:
– Jesteś Wiedźmóżką. Łączysz to, co najpiękniejsze: mądrość wiedźm i serce wróżek.
Aja (...)
--- cały tekst ---
Czwarta po północy-godzina rozkoszy
Zanim otworzyła drzwi mieszkania spojrzała jeszcze raz na zegarek, była czwarta po północy. Wciąż w głowie szumiał jej szampan, który wypiła na nocy panieńskiej swojej przyjaciółki. Tej nocy przesadziła z alkoholem, świetowała a zarazem topiła swoje smutki.
Otóż trzy miesiące temu dowiedziała się, że jej narzeczony ma od roku romans z sekretarką. Nie myślała wtedy długo, od razu wsiadła do taksówki i pojechała prosto do biura. Zastała go w objęciach owej blond włosej harpii o długich nogach. Z furią w oczach podeszła do nich i wytargała ją za włosy, przy tym wyrywając kilka. Zaś jemu wbiła nozyk do papieru w jego niewielkie ze strachu przyrodzenie. Wspominając to uśmiechnęła się do siebie i czuła, że wkońcu jest panią swojego życia.
Wchodząc do mieszkania poczuła czyjąś obecność, nie przejęla się tym. Uznala, że rozum płata jej figle. Rozebrała się z wieczorowego stroju i weszła do sypialni w samej bieliźnie. Właśnie wtedy go zobaczyła. Stał przy oknie i wpatrywał się w jej smukłe ciało. Rozalia była brunetką o dużych zielonych oczach i porcelanowej twarzy. Mimo, iż była zgrabna, ku zaskoczeniu mężczyzny nosiła miseczkę “D”. Miała na sobie czarny koronkowy komplet, który uzupełniały podwiązki. W chwili, gdy przestała wpatrywac się w gościa, zrozumiała że stoi przed nim prawie naga. Szybko chwyciła szlafrok, który leżał na łóżku i okryła (...)
--- cały tekst ---
Milczała.
Milczała, bo wiedziała, że to jest złe.
Milczała, bo zrobiła coś tak intymnego.
Milczała, bo musiała, wiedziała że jeśli matka się dowie,
to ona zginie.
Milczała, bo bolało, gdy sobie to robiła.
Bolało całe ciało,
a wszędzie były kawałki skóry.
Skóry, która była jej częścią.
Bała się,
że matka może to zauważyć i zapytać o blizny na ciele,
a wtedy ona nie wytrzyma
i wszystko opowie, i wtedy zginie.
Wiedziała, ze zginie. Wiedziała, ze nie da sobie rady.
Widziała to w swoich oczach, kiedy brała coś ostrego,
cięła się i nie czuła bólu.
Wiedziała, ze to było złe. To było samo zło.
Ona była zła
i wyrządziła sobie zło, bo zrobiła to sama.
Nie mogła przestać milczeć.
