Zmiana sposobu prezentacji
T. czyta 'Miłość w czasach zarazy' i pisze właściwie o niczym
Teodor do późna w nocy czytał 'Miłość w czasach zarazy', po raz piąty już chyba. Wróżbita Maciej ziewał leniwie na wizji, a on wciąż czytał, ryzykując somnambuliczną egzystencją dnia następnego.
Teodor lubi pierwsze zdanie powieści, to o zapachu gorzkich migdałów. Chociaż sam nie potrafi, cieszą go dopieszczone do bólu zdania. Może dlatego zawsze rozczulał go Joseph Grand z 'Dżumy'.
Czytał po raz piąty już chyba i po raz piąty skonstatował z dumą konkwistadora, że pan Gabriel powtórzył kilka tych samych wersów na początku i później gdzieś za połową. Takie małe rzeczy też cieszą Teodora. I cieszy też, że dwie ręce, dwie nogi, że krew płynie, jelita poruszają się perystaltycznie, a dwa gatunki aniołów żyją na ziemi- jak powiedziała mu kiedyś Piękna i Mądra Kobieta.
Pięknych i Mądrych Kobiet było w życiu Teodora kilka. Niektóre odpiękniały i odmądrzały z czasem. Jedna pojawia się periodycznie i jak efemeryda istnieje w curriculum vitae Teodora jeden dzień. Dzień i kilka ruchów skrzydłami jętki jednodniówki, które za każdym razem wywołują tajfun na Teodorowych antypodach.
Takie tajfuny też lubi Teodor, nie mniej niż Marqueza i zapach gorzkich migdałów.
Teodor otrząsnął się ze snu, jak pies i od niechcenia napisał kiepski wiersz o miłości w czasach zarazy. Nie jest poetą, ale i tak godzinę przestawiał słowa, nękany Syndromem (...)
--- cały tekst ---
Teodor chorował..., od jakichś kilkunastu lat. Objawy nie były dla Teodora
szczególnie dokuczliwe, ot, konieczność posłuchania czasem Kofty,
obejrzenia "Nieba nad Berlinem", przeczytania książki, której autorem
nie był Krzysio Ibisz.
Objawy nasilały się okresowo, zgodnie z wykresem sinusoidy, a może i innych funkcji, o których Teodor miał już pojęcie raczej mgliste, pomimo lat spędzonych nad stronami w kratkę i
siatkę milimetrową.
Swoje ekstremum osiągnęły tej jesieni, kiedy to Teodor z uporem zaczął wdeptywać butami w kałuże, a w przypadku braku chęci kontaktu ze światem zewnętrznym, budować kałuże w domu, z wody przegotowanej lub nieprzegotowanej i - drepcząc w nich w swoich japonkach z tesco - mruczeć: "Jak spleen, to spleen..".
Po kolejnej interwencji Sąsiadów z Dołu, Teodor postanowił zrobić ze sobą porządek.
Wyposażony w najnowsze osiągnięcia medycyny, czyli Google oraz znajomość seriali "Dr House" i "Szpital na peryferiach", w ciągu kilku sekund zdiagnozował swoją jednostkę chorobową. Zespół Nabytej Nadwrażliwości Na Otaczającą Rzeczywistość I Ostry Brak Odporności Na Działania Tejże. Po kilku chwilach stukania w brudne klawisze laptopa odnalazł Jedynie Właściwą Terapię. Nacisnął Ctrl+P i z uśmiechem położył się spać, myśląc: "Sorry Gregory H., znalazłem szybciej niż ty i to bez przerw na (...)
--- cały tekst ---
Teodor kroczył ulicą w Szaropaździernikowej saliwacji nieba,
z głową dumnie uniesioną jak Lenin na starej monochromatycznej kopii plakatu.
Kroczył..., duże słowo- pokraczał raczej. Pokraczał i pokraczał, deptając kałuże i swoje w nich odbicie - jak nakazywały mu reguły grafomańskiej metafory. Szara ulica, szare domy, bure drzewa nakrapiane szarością...
Gdyby był Hansem Christianem, wyczarowałby na rogu gówniarę, bawiącą się zapałką w przemarzniętych dłoniach. Nie był...
Więc szedł sobie w plwocinach aniołów i diabłów, trzymając w prawej ręce eskalibur XXI wieku - parasol z napisem Ikea Family, a w lewej zapalonego papierosa LM za 10,20, a może i za 11 złotych.
Na rogu ulicy zaczepił go pan Jurek w Białej Czapeczce Nike i Zielonej Kurtce. Pan Jurek w Białej Czapeczce Nike i Zielonej Kurtce zawsze zaczepia go gdzieś na rogu i robi to z wdziękiem Westalki. Mówi:" Panie kierowniku, ognia mam, daj no fajkę, ja zawsze częstuję , a te kurwy i chuje to tylko mówią że nie mają albo że ostatni, a ja zawsze częstuję jak mam". Teodor spotkał Jurka w Białej i Zielonej już wiele razy i wie,że nigdy, ale to nigdy, Jurek nie miał nawet ostatniego papierosa, że o pierwszym w nowej paczce nie wspomni. Fakt jeden niepodważalny -
zwracając honor Jurkowi - ogień Jurek ma zawsze. Co najmniej cztery paczki niedopalonych zapałek grzechoczą mu zawsze w kieszeniach, jak kości (...)
--- cały tekst ---
