WSZYSTKIE PRACE Proza (5)
O autorze

10 października 2011

proza

Ja to ja
Ja to ja

Nie pukała, nie czekała na proszę, wchodziła...

Pamiętam kiedy przyszła, pamiętam jak wyglądała. Dokładnie pamiętam te wszystkie chwile kiedy była we mnie, kiedy była mną.

Przyszła nieporoszona, zresztą zawsze wpadała bez zapowiedzi, wchodziła bez pukania. Nigdy nie czekała na zwykłe: Proszę!

Chyba wiedziała, że jej nie chcę, chyba wiedziała, że nigdy nie zaprosiłabym jej z dobroci serca. Wchodziła taranem. Niszczyła wszystko wokół, rozwalała wszystkie światy - te mikro, te moje. Przychodziła w najgorszych chwilach. Była obok zawsze wtedy, kiedy upadałam. Przychdziła szybko, może nawet przybiegała, ale nie po to, aby pomóc mi wstać. Ona mnie pogrążała, wpychała w przepaść nicości, coraz głębiej i głębiej. Pozwalała mi się zatracać, zapadać w sobie. Pozwalała mi topić się w bezsensie szarych chwil. Pozwalała by ostrze cierpienia co dzień dźgało moje serce. Zawsze stała z boku, przatrzyła jak tarzałam się w błocie, patrzyła jak z bólu czołgałam się po ziemi. Śmiała się ze mnie, jak największy nikczemnik. Nie chciała podać ręki, nie chciała pomóc. Patrzyła w moje smutne oczy i syciła się moim smutkiem. Wysysała ze mnie ból. Wiedziała, że wyprodukuję go więcej i więcej...CZarna postać na tle szarości. Nie do końca śmierć, ale jej młodsza siostra. Taka przedśmierć, taka długotrwała agonia. Agonia przepełniona bólem, łzami, rozczarowaniem....

Kiedy wchodziła, wszystko nagle stawało się szare, czarne i ponure. Kiedy wpadała, otulała świat ciemną płachtą bezsensu. Ta jej twarz. Bałam się...Szydziła ze mnie i mojego bólu. Nie pozwalała mi wstać. Nikomu na to nie pozwalała. Lubiła, kiedy świat ogarniała wielka, niedająca się niczym wypełnić pustka. Wielka pustka....jakie to straszne uczucie. To było tak, jakby nagle wszystko przestało istnieć, jakby wszystko znikło. Jakby przepadło, a jednocześnie istniało gdzieś poza, poza wszystkim. To było tak, jakby ktoś co dzień wyrywał człowiekowi nadzieję, która była jego ostatnią deską ratunku, która była jednyną złudną pociechą. To było tak, jakby ktoś wciąż kpił z uczuć, gardził nimi. To było tak, jakby ktoś wyrywał serce, próbował oddzielić ciało od ducha.

Kiedy wchodziła, umierałam dla świata, dla siebie, dla ludzi...Znosiłam te chwile, przeżywałam je w milczeniu cicho łkając.

Czekałam aż odejdzie...

DEPRESJO! Pukaj i czekaj na .....Odejdź!

Wieśniak M
10 października 2011 o 19:39

to trudny temat..nie wiem czy to pisanie terapeutycze, czy efekt przemyśleń nad depresją. Masz w tekście kilka litrówek.Przejrzyj i sprawdź. też pisałem na ten temat. Jeśli jesteś ciekawa innego spojrzenia, to polecam swoją "sumę smutków"- pozdrawiam:)

zgłoś

Ja to ja
11 października 2011 o 11:59

To po części pisanie terapeutyczne, a także efekt przemyśleń...Wiem czym jest depresja, byłam nią, a raczej ona była we mnie. Pozdrawiam:)

zgłoś

issa
11 października 2011 o 07:44

Ano, deprecha. Jej okrucieństwo polega właśnie na pustoszeniu pamięci, myśli, zdolności do koncentracji, aż do pustki niewyobrażalnej dla innych. Kiedy depresja naprawdę dojrzeje, nie można już nic, więc i tworzyć dla świata nie można. Paradoks: być pozbawionym zdolności wyrażania, języka w stanie największego cierpienia, które właśnie najbardziej domaga się protestu, wysłowienia. I to okazuje się niemożliwe. Też, jak Wieśniak, nie wiem, czy to terapeutyczne, czy refleksyjne. Z autobiograficznych książek o depresji, które warto poznać, zapamiętałam między innymi "Dotyk ciemności" Styrona. Polecam. Dobrego.

zgłoś

Wanda Szczypiorska
11 października 2011 o 10:13

A jednak udało się opisać ten stan bardzo prawdziwie i to jest cenne

zgłoś

Ja to ja
11 października 2011 o 12:00

Prawdziwie, bo z doświadczenia. Dzięki za komentarz i pozdrawiam ciepło :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się