21 listopada 2011

poezja

Ustinja21
Ustinja21

krajobraz drewniany

mój ojciec nigdy nie przeczytał pisma świętego
a póki plagi nawiedzały jego żołądek mówił nieco ciszej
 
chryzantemy dojrzały. obok imienia pojawił się
znicz.  nie obgryzaj paznokci, justynko
teraz niebo będzie nieco cięższe wyprostuj więc kark
 
mój ojciec tak niewiele mówił. a zęby miał twarde i życiowe.
przeszło czterdzieści lat udowadniał sobie potęgę niemieckiego słownictwa.
 
aż tu nagle przez drzwi weszła tak chamsko z zapalonym papierosem
i wszystko stało się wytłumaczalne. i życie miało mieć inny bieg.
dzieci według późniejszych metryk.
 
nocami siwiejemy samotnie do pustego płaczu otwartej biblii
 
 
21.11.2011r., Rz.

gabrysia cabaj
21 listopada 2011 o 15:28

bardzo liryczny krajobraz

zgłoś

sisey
30 listopada 2011 o 17:36

Tekst ok, ja tylko z podmiotem bym się wadził. Nie lubię liczby mnogiej. Zabieg umniejsza/unieważnia autora zapisu. Takie przynajmniej reguły obowiązywały od średniowiecza. Dodatkowo, pytam sam siebie, czy i ja? My, to jak wszyscy, więc odpowiedź twierdząca, a nie widzę siebie nad Biblią. Czemu nie Rigweda, przykładowo. Pozdrawiam.

zgłoś

ezo**
14 grudnia 2011 o 19:22

tak

zgłoś

agnieszka_n
17 grudnia 2011 o 18:54

smutno i prawdziwie. warto było przeczytać :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się