24 sierpnia 2011

poezja

Arwena
Arwena

załamanie pogodynki

bałagan świadczy za mnie. diabelski kocioł wrze. ogonowa na wątróbkach. nie ma warunków. pod stołem klejące miejsca moich słabości. jestem błędnie oznaczonym punktem stałym. w kierunku wyjścia pajęcze koszule w srebrną kratkę. fason roku na wybiegu między oknem a wyjściem. stop. okno to też wyjście. dla zdesperowanych much uginających się pod ciężarem tłustych skrzydeł.
 
wychodzę. cierpliwość drzew kojąca. wśród swoich refren myśli nie boli. niebo odrywa się chmurami. kto by kolan nie ugiął pod ich ciężarem. odpowiedzialność z metką. nic do siebie. nie dojeżdżają autobusy w miejsca gdzie przystanki osiwiały od ciągłych zmian pór roku. usiądę teraz w kosztownych bortach z wnętrza mojej skomplikowanej sytuacji. jeśli uznam że warto.

Wieśniak M
24 sierpnia 2011 o 15:22

Niebo czasem opada przytłaczając sprawy, idee, myśli, ale czasem wraca do gwiażdzistego nieba. Siedząc na przystanku bez autobusów mamy szansę załapać się naświtną okazję, do której autobus się nie umywa:))))

zgłoś

Arwena
24 sierpnia 2011 o 16:00

dziękuję W Wierny :)

zgłoś

Miladora
24 sierpnia 2011 o 17:47

Biorę, Arwenko. ;) Z małą sugestią - "teraz spada/teraz cała". A gdyby tak "właśnie spada"? Buziak. :)

zgłoś

Arwena
24 sierpnia 2011 o 20:09

zmieniłam zupełnie, coś mi tam nie grało.. dzięki Mi :))) buziak :)))

zgłoś

Kasiaballou vel Taki Tytoń
24 sierpnia 2011 o 18:26

kończę na "jeśli uznam". niezłe.

zgłoś

Arwena
24 sierpnia 2011 o 20:09

ok kasiu, niech będzie, o wiele lepiej :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się