bałagan świadczy za mnie. diabelski kocioł wrze. ogonowa na wątróbkach. nie ma warunków. pod stołem klejące miejsca moich słabości. jestem błędnie oznaczonym punktem stałym. w kierunku wyjścia pajęcze koszule w srebrną kratkę. fason roku na wybiegu między oknem a wyjściem. stop. okno to też wyjście. dla zdesperowanych much uginających się pod ciężarem tłustych skrzydeł.
wychodzę. cierpliwość drzew kojąca. wśród swoich refren myśli nie boli. niebo odrywa się chmurami. kto by kolan nie ugiął pod ich ciężarem. odpowiedzialność z metką. nic do siebie. nie dojeżdżają autobusy w miejsca gdzie przystanki osiwiały od ciągłych zmian pór roku. usiądę teraz w kosztownych bortach z wnętrza mojej skomplikowanej sytuacji. jeśli uznam że warto.
Niebo czasem opada przytłaczając sprawy, idee, myśli, ale czasem wraca do gwiażdzistego nieba. Siedząc na przystanku bez autobusów mamy szansę załapać się naświtną okazję, do której autobus się nie umywa:))))
report
dziękuję W Wierny :)
report
Biorę, Arwenko. ;) Z małą sugestią - "teraz spada/teraz cała". A gdyby tak "właśnie spada"? Buziak. :)
report
zmieniłam zupełnie, coś mi tam nie grało.. dzięki Mi :))) buziak :)))
report
kończę na "jeśli uznam". niezłe.
report
ok kasiu, niech będzie, o wiele lepiej :)
report