|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (235) Proza (17) Dziennik (8) Fotografia (74) Grafika (409) Książki (1)
Pocztówka poetycka (18) O autorze Znajomi (55) Kolekcje (1) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Trochę Pocosia- Pocoś i teoria prawdopodobieństwa
Prawdopodobnie wszystko nam się wydaje. Dźwięki tej harfy, czy wątek miłosny. Kochankowie, których spotykamy w powrotnej drodze do Imperium Zajączka - po coś się wydają. Spójrz Pocosiu, teoretycznie w tym miejscu nie powinni byli się zdarzyć.
- To jest całkiem prawdopodobne – kiwa głową Pocoś.
Wydaje mi się, że już wcześniej ich widziałam, gdzieś w wolnej przestrzeni.
- To jest całkiem prawdopodobne – potakuje po raz drugi Pocoś.
Czy to zbieg okoliczności? Czy przeznaczenie? Bo jeśli zbieg okoliczności, czy mieli jakikolwiek na niego wpływ? A, jeśli przeznaczenie, czy cokolwiek, co wcześniej zrobili, kim byli, gdzie mieszkali, ile mieli lat, miało jakieś znaczenie? Stało się tylko to, co miało się stać. Czy miłość jest jedynie ruletką? Kasynem, i czy to prawda, że kasyno zawsze wygrywa?
- To jest całkiem prawdopodobne – bezgranicznie cierpliwie odpowiada po raz trzeci. Mogłabym się w nim zakochać.
- To jest całkiem prawdopodobne.
Trochę Pocosia- gra z Pocosiem
- To zagraj ze mną – zaprasza do zabawy Pocoś i kładzie przede mną cztery monety.
- I co mam z nimi zrobić? – pytam, bo znam różne gry, ale tej akurat nie. Poza tym, nie spodziewałam się, że w Imperium Zajączka hazard jest dozwolony. Ciekawość bywa jednak silniejsza od powagi pierwszego kroku, który należy wykonać, zwłaszcza, gdy idzie się po maśle, żeby wziąć te cztery monety z pocosiowej dłoni.
Więc je wzięłam, i tak patrzę na nie i patrzę, a minę mam jedną z tych, z których czytają Pocosie.
- To jest Twój stan posiadania. A teraz go pomnóż. I już.
– Kawalarz jeden z tego Pocosia. Pomnożyć i już. No jasne. Jakie to proste. Tylko ciekawe jak dokonać cudownego pomnożenia czterech monet, gdy Kana napisana w innym miejscu.
- Wiara w Imperium Króliczka czyni cuda, ale najpierw pozbądź się czarnowidztwa, a następnie (...)
--- cały tekst ---
Trochę Pocosia- świat według Pocosiów
Jest doskonały i pełny. Nic w nim nie brakuje, wszystkiego mamy w świecie pod dostatkiem, że tylko brać i dawać. I właściwie bardzo mi się podoba pocosiowe objaśnianie świata, szczególnie wiosną, kiedy wokół się zieleni, wybuchają z ziemi krokusy, jest piątek, czy sobota i jest tak leniwie, tak bardzo leniwie, że nawet powietrze ciągnie się jak guma do żucia.
- Mógłbyś Pocosiu zostać Wielkim Mistrzem – dumam nad Pocosiem. Moglibyśmy posiedzieć w kwiatach lotosu na plantach. Wiesz gdzie? Tam, blisko pomnika „ Ku czci poległych”. I tak siedzielibyśmy i siedzieli, i nic nie mówili. Pewnie w niedługim czasie, ktoś by się do nas przysiadł. Najpierw jeden ktoś, później więcej ktosiów. I tak byśmy sobie z ktosiami medytowali niespiesznie. A gdyby tych ktosiów było już tak wiele i wielu, a wszyscy byliby głodni i spragnieni, bo ileż można medytować na czczo, to otworzyłabym małą budkę gastronomiczną „ Sałatka Pocosia i Zimne Napoje”. I mały hotelik „ Tanie Sny z Pocosiem”. I wiatę przeciwdeszczową „ Z Pocosiem nie zmokniesz”. Z miejscem na ognisko. I trochę większy hotelik „ Trochę Droższe Sny z Pocosiem”. Obok tego mniejszego. I byśmy zarobili Pocosiu na tym twoim objaśnianiu świata majątek. A ten majątek wydalibyśmy na podróże dookoła tego objaśnianego świata.
I ja cię bardzo proszę Pocosiu – tym razem nie pytaj (...)
--- cały tekst ---
Trochę Pocosia - Scarlett O’Hara
Tak przy okazji niespełnionych snów w Imperium Zajączka, nie sposób nie wspomnieć o tej kobiecie – Królowej Pucharów, jeśli już się pojawiła. Ileż wieczorów zastanawiałam się po co ona uganiała się za tym bladolicem Ashleyem? Atlanta płonie, do Tary daleko, a ona nic tylko Ashley i Ashley. Czy dlatego właśnie, że był nieosiągalny? Romantyczny? Delikatny? Bo przystojny, to on nie był. A już na pewno nie był zaradny. Więc po co, Pocosiu? I wyszminkowałam czerwoną pomadką usta, żeby pytanie zabrzmiało powabniej. I proszę, przydała się.
– Szczerze mówiąc, kochanie, nic mnie to nie obchodzi – teatralnym ruchem mój Pocoś założył kapelusz i odszedł – Nie zajmuję się psychoanalizą kobiet – jeszcze rzucił przez chropowate ramię. Oklaski dla Pocosia! Uwielbiam, kiedy udaje Rhetta Butlera. Ale skąd on wziął ten kapelusz? Pożyczył z czyjegoś niespełnionego snu?
I powiedziałam – Aha
Nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy.
Trochę Pocosia- niespełniony sen
W zajączku, a zajączek w dłoni. Cały mój. I tylko nijak nie widać Niespełnionego Snu. O czym on jest, chociaż zajączek prawie przeźroczysty, prawie pastelowy i prawie okrągły. Trzeba zajączka otworzyć. Ot, tak: przekręcić i już – doradził mi Pocoś – Kiedy go otworzysz sen wypłynie, i jeśli zechcesz, to się spełni. Natomiast, jeśli nie zechcesz, to już nigdy się tobie nie spełni, lecz zasili nowe i kolejne krajobrazy w tutejszej krainie. Decyzja należy do ciebie i nie można jej cofnąć. Jak to tak? To w Imperium Zajączka nie ma do trzech razy sztuka? – zmartwiłam się, że Pocosiowa historia wymyka mi się spod pióra. Ano, tak to jest, kiedy historia wymyka się spod pióra – potwierdził Pocoś.
Więc usiadłam, żeby się zastanowić, co zrobić. Otworzyć zajączka, czy nie otworzyć? I tak źle i tak niedobrze. A jeśli ten Niespełniony Sen, to jakiś koszmar? A, jeśli się mylę i jest całkiem odwrotnie? Zajączka wypełnia najpiękniejszy sen ze wszystkich moich sennych marzeń? Pomyślę o tym jutro – powiedziałam do Pocosia, jak Scarlett O’Hara, i włożyłam Niespełniony Sen do kieszonki na sercu, żeby się nie zgubił przypadkiem. Ech, dla zachowania symetrii przydałby się drugi zajączek, ale go nie było, tak jak i jutra, bo tam nie ma jutra.
Trochę Pocosia- Imperium Zajączka
Bo jakie Imperium Zajączka? Przecież jechaliśmy do Nikąd? – i nawet tego zdziwienia nie wyraziłam głośno. Podróżowałam przecież z Pocosiem, z którym wszystko może się w drodze wydarzyć, jak na przykład cisza na placu budowy metra o dziewiątej rano, czy tsunami w szklance, do połowy pełnej wody. Ale Pocoś nie zauważył mojego zdziwionego milczenia. Zapatrzył się w coś tak intensywnie, że i mnie udzieliło się jego zapatrzenie. Proszę sobie wyobrazić - przed nami stał potężny, bukszpanowy rydwan zaprzężony w cztery śnieżnobiałe jednorożce. Uff, nareszcie coś dla mnie pojawiło się w tej historii – bardzo się ucieszyłam i wyściskałam Pocosia po czubek Pocosia, bo uwielbiam jednorożce, gdy nagle z rydwanu coś wypadło i potoczyło się wprost pod moje stopy. Podniosłam. Okazało się, że to coś było prawie przeźroczystym, prawie pastelowym i prawie okrągłym zajączkiem.
W Imperium Zajączka mieszkają niespełnione sny. Ten jest twój - powiedział Pocoś – możesz zrobić z nim, co zechcesz, jeśli zechcesz. Oczywiście Pocosiu, a my to jesteśmy teraz w historii dla dzieci, czy dla dorosłych? – zapytałam grzecznie, gdyż naprawdę nie chciałam wypuścić z siebie złośliwca. Może się jeszcze kiedyś przydać. A, czy to jest dla ciebie jakaś zasadnicza różnica? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
I tego właśnie cholernie u Pocosi nie lubię.
Trochę Pocosia- że wszystko dzieje się przez sen
No nie wiem Pocosiu, nie wiem, ale po co wszystko dzieje się przez sen? – zapytałam lekko wątpiąc. Po co, to się jeszcze okaże – Pocoś przetarł zaspany pyszczek i otworzył tak szeroko oczy, że mógłby w nich pomieścić cały świat, lub przynajmniej ten pociąg, który w tym samym momencie się zatrzymał. Wysiedliśmy po coś. Stacja przywitała nas tablicą z nazwą miejscowości, i z miną kota z Cheshire. Pocoś przeturlał się obok mnie, czym narzucił mi właściwe tempo, bo Pocosie tak czasami mają, że się turlają, szczególnie wtedy, gdy są trochę zaniepokojone, co zresztą zdarza im się rzadko. Jednak tym razem Pocoś wyraźnie był niewyraźny. A któż tak chaotycznie rozsypał gwiazdy, że nie można żadnej uchwycić? – zamarudził - Trudno, będziemy podążać za tamtą- i wskazał kierunek taki mniej więcej. Po pewnym czasie, trudno powiedzieć czy długim, czy krótkim, gdyż w bezczasie idzie się trochę po maśle, pomyślałam, że wpadliśmy z Pocosiem po uszy w jakieś Science Fiction. I raczej żaden morał nas tu nie znajdzie. I nie zmartwiłam się, bo nie zdążyłam.
Trochę Pocosia- za piórkiem szpaka
Nagle zabrzmiało. Czeka nas wędrówka – powiedzieliśmy równocześnie, i na trzy Pocoś wskoczył do mojej torebki. Jedynego zresztą bagażu, jaki zabrałam ze sobą. Dobrze, że Pocosie bywają lekkie, kiedy nie bywają ciężkie, jak ciężkie Pocosie. I są małe, kiedy nie bywają wielkie. I są gładkie, kiedy nie bywają chropowate, bo mogłyby czasem poranić skórę, a co dopiero pończochy, które zwinęłam w kłębek i ułożyłam obok czerwonej szminki. Istnieją pewne rzeczy, z którymi trudno się rozstać. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą nam się przydać – wyszeptał Pocoś i zasnął. Nic dziwnego zresztą, to w końcu ja go niosłam i kołysałam w torebce przewieszonej przez ramię, a nie on mnie. Takiemu to dobrze. Za ostatnią jodłą zrobiło się ciemno, ale na chwilę, bo za moment przyjechał rozświetlony, jak bożonarodzeniowa choinka pociąg z wielgaśnym napisem na mordce: Nikąd. Naprawdę miło, że nie jakaś Bezdenna Otchłań, chociaż i tak okropnie pospolita nazwa miejscowości – pomyślałam i wsiadłam. Pociąg ruszył ospale, a Pocoś tłumaczył coś żywotnie po coś, lecz przez sen jakoś mało wyraźnie.
Trochę Pocosia- po co są miejsca, których nie znamy
A nie nudzą cię pytania zaczynające się od słów: po co ? – tym razem zapytał Pocoś. Chyba trochę nudzą, ale chciałam być przez moment, lub trzy strony porządną Anią. Żeby tak przynajmniej raz w życiu, od początku do końca, powędrować z planem, z jakimś wzorem pytań i odpowiedzi. Żeby zachować porządek, a uniknąć chaosu. Jak wszyscy normalni i porządni ludzie. Bo widzisz Pocosiu, porządni ludzie sprzątają porządnie kąty, żeby środek sam się posprzątał, a nawet porządnie pożerają papier, który wcześniej porządnie ułożyli, myją porządnie okna, po jednym oknie codziennie, i to w porządku alfabetycznym. Mieszają cukier w herbacie; trzy łyżeczki w prawo i trzy łyżeczki w lewo, i czeszą dywany, żeby frędzle leżały porządnie na podłodze. A wszystko to robią dlatego porządnie i w porządku, żeby zachować porządek w porządku dla porządku. Widzisz Pocosiu jakie to proste, jakie normalne, przyzwoite? I jak ci jest z tą wędrówką według planu? – nagle zainteresował się po coś. Nijak – zasępiłam się w tym stanowczo w zbyt znanym miejscu. No już, już, wystarczy – Pocoś pogłaskał mnie po ramieniu i fiknął koziołka, a może dwa – Idziemy dalej na skróty, na okrętkę, czy za piórkiem szpaka? – zawołał, ale już ze ścieżki za domem - Chodź, chodź, nie ma o czym płakać. Więc poszłam.
Trochę Pocosia- po co się spieszymy ?
Bo ludzie mają taki duży rozum, że nie mieści się w głowie – i Pocoś podrapał się po głowie.I ja podrapałam się po głowie. I Pocoś popukał się w czoło. I ja popukałam się w czoło. I podskoczył Pocoś jak piłeczka pingpongowa.A niech sobie skacze, jeśli lubi – pomyślałam. Bez przesady, jeszcze przez tydzień mam 46 lat i nie chce mi się skakać, jak piłeczka pingpongowa. I mu pozazdrościłam. I prawie się na niego obraziłam, że kiedy ja siedzę - on skacze. A kiedy ja się spieszę - on siedzi. Ale nikt mi nie obiecywał, że z Pocosiami życie będzie łatwiejsze. Jest inne, gdy zaprosimy je do siebie, co nie znaczy, że zmienia się od razu w plaster miodu. Że będzie nieustannie pachnieć lawendą, że wystarczy wypowiedzieć zaklęcie, i to bez pomyłki i po coś, a coś od razu się spełni. Nic z tych rzeczy, gdy czas przestaje istnieć. Nic z tych rzeczy. W bezczasie bywa się odosobnionym, co nie znaczy, że samotnym, bo Pocosie cały czas są blisko. To właśnie z nimi można udać się do miejsc, których nie znamy.
Trochę Pocosia - co to jest szczęście ?
Miałaś zapytać po co jest szczęście – upomina mnie Pocoś i wygrzebuje z chińskiej filiżanki, serdecznym palcem bitą śmietanę z rodzynkami. I dodaje, cały upaprany w deserze – szczęście jest po to, żeby smakowało. A nieszczęście ? – dopytuję uparcie. A nieszczęście jest po to, żeby zabolało, gdy coś się kończy – odpowiada Pocoś, ale ledwie go słyszę. Za deserem, za ostatnim rodzynkiem, za serdecznym palcem, cały wskoczył do filiżanki i rozpłynął się na jej dnie. Bo Pocosie gdzieś się rozpływają i czasami trzeba na nie długo czekać. A czasami nie. Zresztą, to nie jest takie ważne, ponieważ w ich towarzystwie czas przestaje istnieć, ale o tym dowiedziałam się dopiero wtedy, kiedy przestał istnieć. Wokół zrobiło się jasno i przejrzyście, a bita śmietana z rodzynkami smakowała tak pysznie, jak nigdy wcześniej w życiu. Jak długo można jeść jeden deser ? – zadziwiłam się sama do siebie, ale filiżanka milczała.
