green
WSZYSTKIE PRACE Poezja (2) Proza (1)
O autorze Znajomi (9)

Zmiana sposobu prezentacji

7 czerwca 2011

poezja

green
green

ciążenie

jestem mężczyzną. to nic, że czasami zakładam sukienki,
koronkową bieliznę. jestem nim. na rękę siłuję się
z wyzwaniami – nie zawsze przegrywam, choć ciągną mnie
w dół ołowiem, ze śrutu strzelają jak do ptactwa – to ja, myśliwy,
łapię chwile. nic, że ślepo i zwykle trafiam w półśrodki.
bywam samcem, cieszę się zdobyczą. ja, mężczyzna
nie chłopczyk, nie mam czasu na sentymenty. wieczorem

jestem kobietą. bywa, że płaczę.

5 czerwca 2011

poezja

green
green

se-lekcja naturalna

Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw.  Albert Einstein

nauczyłam się kręcić włosy na wałki, zwijać rolety.
nie chronię przed wścibskimi szarości dnia. dobrze
komponuje się z kolorem zza okna.

z mojej perspektywy widzę nieoswojonych
mężczyzn. rozchylających ramiona, by zamknąć dzikie
kobiety. czekają w stadach na przewodnika,
selekcja wybierze te pasujące. najlepiej

jest z punktu widzenia żyrafy, ona zagląda
przez szyby pierwszych pięter. widzi więcej.
oswaja świat. cokolwiek mogłoby to znaczyć.

3 czerwca 2011

proza

green
green

filiżanka

Była Niewielka. To określenie idealnie do niej pasowało.On zaś był wysokim, szczupłym mężczyzną. Mieścił ją w dłoniach. Nie parzył dobrej
kawy o poranku, ale za to, w długie wyspiarskie wieczory, odwdzięczał się pełną
aromatu herbatą z rozgrzewającym imbirem czy cierpką cytryną. Czasami
czerwienił się hibiskus w angielskiej porcelanie.

Mieszkali w małym domku na obrzeżach Bath. Skrawek ziemi za domem był azylem i
koił po ciężkim dniu. Nadszedł czas chryzantem. Jesień rozpanoszyła się na dobre.

Esencja nabierała malinowego smaku. Ukojenie rozchodziło się po zmęczonym
ciele.
Lubił te chwile. Dotykał jej, gładził każde zagłębienie nieskazitelnej materii.
Miał wrażenie, że lepi nowe życie, kiedy oddawała nagromadzone ciepło. Mrużył
oczy i widział, jak liczy piegi na jego plecach, układając policzek między
łopatkami. Zwykle pachniał trawą cytrynową i tytoniem.

Rozświetlała odosobnienie, gdy wiatr dobijał się zza okien. Słuchała z takim
wdziękiem, jakby rozumiała wszystkie niuanse ludzkich uczuć.

Był talerzykiem od kompletu. Drugą połówką odnalezioną na końcu świata.

Oddalony od niej, choćby na kilka dni, nieustannie wyobrażał sobie, jak tuli ją
do snu. Zamyka
w ramionach i daje to, czego nie dał odczuć żadnej kobiecie.

Byli


--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się