17 stycznia 2012
Apostoł obłędu
Lodowate objęcia drugiej strony. Tam gdzie nie sięgnie światło waszej dobroci.
Najciemniejszy zakątek nocy ukłoni sie przed skamieniałym dzieckiem z rozbitym kryształem na dłoni.
Pod kryptą świata spieszących donikąd, z rozkoszą na ustach umieram.
Bo jak nie kochać bólu, który ci bliższy, niż wszystkie wspomnienia z poszarpanego klasera?
Dokąd skierować kroki? Na powierzchni wyłapują bachory nadwrażliwej rozpustnicy,
synowie handlarza niewolników i przekupionej tombakiem Matki Znieczulicy.
Popycha mnie z błogosławieństwem zły duch wieczności,
jakby w mej głowie odrabiał pańszczyznę dla piekła. Wabik na dusze skaleczone smakiem chłosty.
Jad liżącego szyję stwora zastyga jak skorupa. Zmieniam skórę. Pancerz z opętania.
Jutro będę apostołem obłędu. Ale z dala od tego świata.
Moja droga to trud i ciężar. Niezdiagnozowane pragnienie nieistnienia,
pokocham jak swoje to dziecię. Wszystko będzie prostsze, gdy odetnę pępowinę powtórnego narodzenia.
Nie zliczę, który już raz jestem duchem, co zdechł na rękach cudzej tożsamości.
Tymczasem kolejny uśmiech ciskany w kąt dla statystyk. Fałsz przeżuwany z ohydą, by łatwiej wam było mnie kochać.
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
ais
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
dobrosław77
20 lutego 2026
violetta
20 lutego 2026
sam53
20 lutego 2026
Jaga
19 lutego 2026
wiesiek