Oto początek kolejnego dnia. Oto plastikowa maska, odlana z kredytowego Banku Dusz.
Zbudzona, by przejść następny ciemny tunel. Dziś też nie zdarzy się cud.
Chowa Krzyż do kieszeni, choć nie pamięta po co.
Podobno pomaga. Przecena na słowa Proroków.
Pośpiesznie przemierza ulice. Tyle wokół historii, potrąca ramię niewolnika,
tylu niewolników. Znów nie otworzył się Portal. Podążamy donikąd.
System wymiotuje ostatkami śniadania,
obiad, kolacja. Puste daty dla nieujętego w słupkach Polaka.
Kromka chleba, byś miał siły uwierzyć we wszystko, co usłyszysz,
i ani trochę więcej! Tak łatwiej utrzymać naród w ryzach.
Pomięta kartka z listą obowiązków na wczoraj,
znów brakło czasu. Rzeczpospolita Polska.
Dobry wiersz, Sede. Spokojny, wyważony i jednocześnie bardzo wyrazisty. I prawdziwy. Można rzeczywiście zastanawiać się, czy to my chodzimy ulicami, czy tylko nasze maski – awatary. I gdzie i kim jesteśmy my sami. A teraz, jeżeli pozwolisz, mam sugestię – „Oto maska z plastiku, odlana z kredytowego” – „z” plastiku wpada na „z” kredytowego – może „plastikowa maska, odlana…”? Moim zdaniem brzmi płynniej. Masz jeszcze – „nie ujętego” – nieujętego. I – „uwierzyć we wszystko(,) co usłyszysz” – przecinek do uzupełnienia. Tak, wiem, prawdziwa ze mnie zaraza. :))) Miłego wieczoru. :)
zgłoś
byłam. czytam.
zgłoś
To jeszcze tylko daj kropkę na koniec i odlatuję definitywnie. :))) Bo mi była umknęła. ;)
zgłoś