Gruby fuj nazwał mnie chrajerem
Przygasał jak świeca
którą stawialiśmy z babcią na parapecie
obok figurki Matki Boskiej w czasie burzy
po każdym ciosie
robił się mniejszy
by w końcu stać się robakiem
którego można zgnieść i opluć
płomień świecy dygotał od przeciągu
nieszczelnego drewnianego okna
on truchlał i drętwiał
od początku przegrywał
z własną fizjologią neurologią
apetytem na podroby
po ostatnim gongu
z tornistra wyleciały wszystkie kredki
a poszło o głupią bułkę z pasztetem
czerwone twarze porównałbym
do rozgrzanego mięśnia sercowego.
no i wróciłeś świetnym wierszem - to luuuubię:)
zgłoś
apetytem na salceson - tak bym dała, by nie powtarzać pasztetu:)
zgłoś
Dziękuje za uwagi, już poprawione. Pasztet zamieniłem na podroby
zgłoś
świetne te podroby, Łukaszku:))
zgłoś
salceson też nie byłby zły, ale już tam...
zgłoś
Łukaszek? O! A ja mogę? Chyba mam prawo, bo zaczynam dzienny przegląd od Pana wierszy (i od Gabrysi oczywiście)
zgłoś
Dziękuję Wando. Co za pytanie, oczywiście że tak. Łukaszek lubi być głaskany jak każdy miś..
zgłoś
ten dobry jest - od tytułu, aż po kropkę :)
zgłoś