18 august 2011

poetry

Ponczillo
Ponczillo

Gruby fuj nazwał mnie chrajerem

Przygasał jak świeca
którą stawialiśmy z babcią na parapecie
obok figurki Matki Boskiej w czasie burzy
po każdym ciosie
robił się mniejszy
by w końcu stać się robakiem
którego można zgnieść i opluć
płomień świecy dygotał od przeciągu
nieszczelnego drewnianego okna
on truchlał i drętwiał
od początku przegrywał
z własną fizjologią neurologią
apetytem na podroby
po ostatnim gongu
z tornistra wyleciały wszystkie kredki
a poszło o głupią bułkę z pasztetem
czerwone twarze porównałbym
do rozgrzanego mięśnia sercowego.

gabrysia cabaj
18 august 2011 at 12:08

no i wróciłeś świetnym wierszem - to luuuubię:)

report

gabrysia cabaj
18 august 2011 at 12:11

apetytem na salceson - tak bym dała, by nie powtarzać pasztetu:)

report

Ponczillo
18 august 2011 at 13:22

Dziękuje za uwagi, już poprawione. Pasztet zamieniłem na podroby

report

gabrysia cabaj
18 august 2011 at 13:55

świetne te podroby, Łukaszku:))

report

Ponczillo
18 august 2011 at 14:43

salceson też nie byłby zły, ale już tam...

report

Wanda Szczypiorska
18 august 2011 at 14:03

Łukaszek? O! A ja mogę? Chyba mam prawo, bo zaczynam dzienny przegląd od Pana wierszy (i od Gabrysi oczywiście)

report

Ponczillo
18 august 2011 at 14:44

Dziękuję Wando. Co za pytanie, oczywiście że tak. Łukaszek lubi być głaskany jak każdy miś..

report

Kasiaballou vel Taki Tytoń
18 august 2011 at 18:10

ten dobry jest - od tytułu, aż po kropkę :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register