Moja łódź bezszelestnie dotarła do brzegu,
Charon bez słowa wskazał mi ląd.
Poszedłem wzdłuż plaży bez wiary,bez Boga,
obojętny na cienie i trupi swąd.
Wsłuchany w śpiew syren dotarłem do grobli
i przypomniałem sobie wnet,
o nieznanym uczuciu, co przez przypadek
za życie nie chciało przygarnąć mnie.
Stoję na skraju ostatniego brzegu,
skupionym wzrokiem lustruję dal.
Może ma miłość tu mnie odnajdzie
i już nie będzie tak bardzo żal.
Wiem, żę nieco ryzykuję wstawiając takie rymy częstochowskie ( szczególnie ten z drugiej zwrotki :), ale takie obrzydliwie tkliwi teksty kiedyś pisałem. A co najgorsze niektóre dalej lubię, jak ten powyżej.
zgłoś
nigdy nie wiem, czy to już ostani..
zgłoś