kiedy pojawił się owej nocy
właśnie zaczynały zakwitać
hiacynty narcyzy i tulipany
podrzucał do mojego ogródka bukiety
które koiły ziemię zmęczoną zimą
potem wchodził z zaglądającym do okna bzem
stawiał w wazonie słoneczniki
i czasem wieczorem budził
cudnym zapachem maciejki
odurzona błądziłam w gwiazdach
z księżycem byłam na ty
chmurom nadawałam kształty obrazów
co w sen wchodziły bez pukania
i z wiatrem śpiewałam w parkach
kładąc na złotych liściach westchnienia
*
powoli gubiły się zasuszone kwiaty
słoneczniki zawstydzone opuściły słońce
a księżyc nie miał czasu zaglądać
potem przyszła pani w kaloszach
siadając obok mnie na ławce powiedziała
że chętnie pożyczy parasola
teraz we dwie siedzimy
czekając na pierwsze przebiśniegi
Hmmm:) Ale piękne:) Gratuluję:) Jestem pod wrażeniem:)
zgłoś
Waldemarze, ha, ha, ha :). Też miałam przygodę z maciejką. Mając tylko pojęcie, że ładnie pachnie, posadziłam ją pod oknem w pracy. W dzień niestety, jej kwiaty nie wyglądały efektownie i śmiano się z mojego ogródka :). Zdarzało mi się jednak zostawać po godzinach lub przychodzić wcześniej i wtedy... Humor mi się poprawiał. Ma silną, przyjemną woń (bynajmniej, nie skarpetek) :).
zgłoś
Dzięki za wiersz wiosenny, mam już dość tej cholernej zimy
zgłoś
subtelnie :):*:*:*
zgłoś
Urokliwe to :) A tak przy okazji maciejki (mam mały kontakt z kwiatami, znam mało nazw i rzadko kupuję), ostatni raz słyszałem nazwę tego kwiatka wiele lat temu, gdy jako licealista zarabiałem na wakacje na budowie. Któregoś dnia w baraku, w którym się przebieraliśmy naskoczyłem na kolegę, żeby pozbył się brudnych skarpet, zarzucając mu, że zwyczajnie śmierdzą. Oponował, stwierdził nawet, że pachną. Na co odezwał się doświadczony murarz - "Bynajmniej nie maciejką" :)
zgłoś