ten kto zamki podpala i psy spuszcza na łowy
a potem z triumfem niesie łeb zabitego śpiewając
ten kto za dnia nosi białe rękawice
skrywając niecność dłoni wyrzeźbionej sztyletem
śpi spokojnie z czarną aureolą ciemności
nienasyconej pożogą
i w martwe oczy studni zaglada
gdzie zatopione ostrze uderza w kamienne spojrzenie
kiedy zmartwych otworzę serce chwycę wiatr
co od południa przygnał woń spalenizny
i wściekłe psy zakuję w łańcuchy
ciągnąc po czarnym niebie
sny rozerwę na strzępy a noc uczynię przyjaciółką
wierniejszą od kochanka i zgaszę gwiazdy
żeby już nigdy nie prowadziły do mnie
Wystarczy nie myć okien a gwiazdy zgasną. Wierszyk fajny. Pozdrawiam.
zgłoś
Nie myję, nie gasną (to tak obok wiersza, do komentarza, przepraszam Margot - wiersz za trudny - pozdrawiam)
zgłoś
Margot i to jest to, rozumiesz ;)
zgłoś
bene
zgłoś
Czyta sie jak basn. Śmierc nie ma dostępu do takiech wierszy:)
zgłoś