Zmiana sposobu prezentacji
POCZĄTEK
Z Julią poznaję się coraz lepiej. Mam wrażenie, że jestem na dobrej drodze. Zacząłem częściej przyjeżdżać na studia. Wszystko po to, żeby przebywać z nią dłużej. Mam wrażenie, że idealnie mnie wypełnia. Jest inteligentna i piękna. Wydaje się być szczera. Kilka razy spotkaliśmy się jeszcze u niej. Poznałem jej syna. Fajny chłopczyk. Powinien jednak wychowywać się z jakimś męskim wzorcem. Wydaje mi się, że za bardzo go niańczy. Ostatnio poprosił ją o coś do picia i od razu mu je podała. Ja natomiast musiałem trochę poczekać.
Dzisiaj postanowiłem powiedzieć jej o swoich uczuciach. Znaliśmy się już ze dwa miesiące Wysłałem jej wiadomość, że chce się spotkać i porozmawiać. W mojej wyobraźni ta scena wygląda mniej więcej tak: siadamy na ławce, Ja mówię jej o tym jak ją kocham, ona przytula się do mnie, a potem to wiadomo, idziemy do niej i kochamy się. Pomyślałem, że po zakończeniu zajęć odprowadzę ją i wtedy wszystko powiem i właśnie nadszedł ten moment. Zobaczyłem ją jak wychodzi z budynku.
-Poczekaj! - zawołałem. Zatrzymała się.
-Chciałeś porozmawiać. O czym? - teraz mój plan nie wydawał się już taki fajny. Zdałem sobie sprawę, że może mnie olać, odwrócić się i odejść, wyśmiać mnie.
-Tak, zaraz ci powiem. Chodź może usiądziemy tam. - wskazałem ręką ławkę przy fontannie. Dobre miejsce, takie romantyczne.
Usiedliśmy. (...)
--- cały tekst ---
Tę opowieść trzeba zacząć od tego, że nie jestem złym człowiekiem. Zawsze chciałem dobrze.
Marzyłem o pięknej żonie, która poda mi obiad,gdy wrócę z pracy oraz o dzieciach. Dla córki byłbym pierwszym mężczyzną, w którym się zakocha, a dla syna wzorem. Powinien chcieć być taki jak Ja. Zawsze wiedziałem, że jestem wyjątkowy, choć nie zawsze było wyjątkowo i dobrze. Chciałem pokazać innym co jest właściwe, a co nie jest. Dlaczego uważam, że mam prawo ich oceniać? Dużo obserwuję i wyciągam wnioski. Ludzie nie używają szarych komórek, nie myślą. Nie jestem złym człowiekiem. Po prostu staram się wskazać innym właściwa drogę.
Moja mama nie radziła sobie z moim ojcem. Upijał się i wszczynał awantury. Często musiałem stawać w jej obronie. Zdarzało się, że i Ja oberwałem. Chciałem ich chronić: mamę, brata i siostrę. Postanowiłem sobie, że nigdy nie będę taki jak ojciec. Będę lepszy.
W szkole szło mi raczej średnio. Nie mogłem się skupić, bo albo na dole trwała awantura, albo zastanawiałem się, kiedy się zacznie. Uczucie z karuzeli, gdy coś ściska żołądek podchodzący do gardła sprawiało , że za każdym razem przed wejściem do domu nasłuchiwałem krzyków. Gdy było cicho znaczyło, że jeszcze nie wrócił. Mama czasami siedziała w kuchni i płakała. Starała się tego nie pokazywać, ale Ja wiedziałem za każdym razem. Znałem sposób w jaki się wtedy poruszała. Nie (...)
--- cały tekst ---
Widziałam. Głowa bolała już trochę mniej, ale nadal mocno. Byłam w pokoju z jakąś dziewczynką, około siedem może osiem lat. Leżała naprzeciwko mnie. W dalszym ciągu nie mogłam usiąść ani oprzeć głowy. Od lekarza usłyszałam, że dzisiaj będą moi rodzice. Nikt nie chce powiedzieć mi, co z chłopcami. Udają, że nie słyszą pytańi traktują jak wariatkę. – A jeśli?- Nie mogę nawet pomyśleć, że coś im się mogło stać. Powinnam jednak wiedzieć. Ktoś powinien mi wszystko wyjaśnić. Dobrze, że chociaż będzie mama. Ona im powie i przekaże co się stało. Może wie co z Dominikiem.
Do Sali weszła pielęgniarka trzymając w rękach przezroczysty woreczek. Podeszła do mnie i zaczęła zmieniać kroplówkę.
- Jak się masz?, zapytała
- Dobrze, ale nadal boli mnie głowa. Dlaczego mam inny głos?
- Wcale nie masz.
Właśnie, odkąd mam siłę by mówić mój głos brzmi inaczej. Jakby delikatniej. Może tylko mi się wydaje, albo na skutek wypadku w moim mózgu zaszły jakieś zmiany. Nie szkodziło jednak zapytać.
Na korytarzu słychać było kroki. Do pokoju weszła przysadzista kobieta na szpilkach. Mimo sytuacji w jakiej się znalazłam uśmiechnęłam się pod nosem. Zawsze śmieszyło mnie to jak grubsze kobiety udawały szczupłe. Kobieta skinieniem głowy zawołała pielęgniarke, która kończyła prace przy mnie. Chwilę rozmawiały. Po chwili podeszła do mojego łóżka.Usiadła na (...)
--- cały tekst ---
Czułam, żecoś jest nie tak. Przeszkadzało mi wszystko. Piski i pikanie. Głosy. Za dnia donośne i przygnębiające, choć przedwczoraj było cicho; wręcz za cicho.
Obudziłam się, choć inni tego jeszcze nie wiedzą albo nie dają po sobie poznać. Na początku chciałam krzyczeć, ale nic nie wydobywało się z mojego gardła. Ciemność obejmowała mnie z każdej strony. Przeniki świadomości mieszały się ze wspomnieniem wypadku. Tym razem to nie sen. Przez powieki wciska się żółty kolor. To znaczy, że jest dzień. Muszę zadzwonić do Adama i powiedzieć mu gdzie jestem, co się stało. Dziwne, że ani razu razy nie słyszałam go przy sobie. Zmusiłam wszystkie siły żeby ruszyć ręką albo otworzyć oczy.
- Poruszyła się! Ruszyła palcem! Krzyknęła jakaś kobieta charkliwym głosem..
-Już będzie dobrze kochana - powiedział ktoś inny. – Zawiadomcie rodziców!
-Czemu rodziców? – pomyślałam, muszę się widzieć z mężem, z synem. Ale gardło miałam zaschnięte i słychać było tylko charkanie. W końcu wypowiedziałam – Dominik
- Kim jest Dominik? - zapytała kobieta o wyższym i delikatnieszym głosie.
W głowie huczało już sama nie wiem od czego. Do szału doprowadzało mnie pykanie które natarczywie wbijało się w mój umysł. Z początku myślałam że to kolejny z moich koszmarów, lecz tym razem naprawdę nie mogłam się ruszyć. Przede mną była tylko ciemność. Pomyślałam przez chwilę, że gdzieś czytałam o paraliżach sennych kiedy dotarły do mnie strzępy wydarzeń. Samochód- trzask – Dominik – jego krzyki – Adam i cisza. Cisza, która trwała do teraz. Pamiętam co się stało. Wypadek. A to by oznaczało, że jestem w szpitalu. Muszę się dowiedzieć gdzie są chłopcy i jak się czują. Próbowałam otworzyć usta i coś powiedzieć, jednak nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Zamiast tego docierały do mnie coraz nowsze odgłosy. Jakieś dziecko powiedziało „Halo”. Po chwili jakaś kobieta wbiegła do pomieszczenia i zaczęła krzyczeć, że ktoś odzyskuje świadomość. Już miałam podnieść głowę, wysilić się i powiedzieć że ja też ją odzyskałam zapytać o syna kiedy ciemność przede mną rozrosła się tak bardzo, że nie można byo od niej uciec. Powoli zatapiałam się w niej. Leciałam w przestrzeni.
Zgrzyt łamanej blachy, mieszał się z piskiem i krzykiem. Góra nagle stała się dołem. Dziwne, że w tej chwili zwróciłam uwagę na błękit i zieleń. Migały tak, jakby te kolory żyły i poruszały się wedle własnego uznania. Wiedziałam, że mieliśmy wypadek, że auto koziołkuje. Chciałam jednak dotknąć tych kolorów. Były takie piękne i wydawały się bezpieczne. Mój syn krzyczał. Nie widziałam go. Nie mogłam się ruszyć. Z trudem zmusiłam oczy do otwarcia. Na ścianie tańczyły jakieś cienie. Ciągle słyszałam wołanie dziecka. „Mamo! Mamo! „ Nie byłam już pewna czy to prawdziwy krzyk. A nawet czy to krzyk mojego dziecka. Zacisnęłam powieki najmocniej jak mogłam. Odwróciłam głowę. Spojrzałam na męża. Docierało do mnie że to sen. Typowy jak dla mnie. Wypadek, katastrofa albo koniec świata. Senniki i psychologowie interpretują takie sny jako lęk przed światem albo próbę zagłuszenia własnych, destrukcyjnych emocji przez podświadomość. Dla mnie były jak scenariusz filmu. Lubiłam je późnieć opowiadać. Czasem je spisywałam. Mąż z synem uważali to za niegroźne dziwactwo. Nieraz zapewniałam że sprzedam opowieść z mojego snu na scenariusz do filmu i zarobimy mnóstwo kasy. Budziło to śmiech w najlepszym wypadku litościwe kiwanie głową albo uśmieszek mówiący „ tak, tak i ty w to wierzysz”.
Adam spał obok mnie niewzruszony tym co przed chwilą działo się w mojej podświadomości. Na zegarku (...)
--- cały tekst ---
