Pachnie bez w słoiku
kiedy go zrywałem
płakałaś, że
zabieram go jak sen
roztargnionym dzrzewom parku
łodygi sięgają dna
wrastając w blat
czereśniowego stołu
cieniem na tapczan spływają
moje nieczyste ręce
zbroczone
spontanicznym biciem serca...
Pięknie malujesz słowem :) wszystko mam przed oczami jak żywe
zgłoś
wiosna jest pewna - niepewny jest wiersz, taki niemal w "słoiku"; w poincie widoczna nieporadność autora co zrobić dalej - a można do szuflady; niech dojrzeje... J.S
zgłoś