Zmiana sposobu prezentacji
Wiedziałem
świat sie zapadnie
jak świszcząca gruźlicą
klatka piersiowa żebraka
Widziałem - tyle razy - miłość
proszącą o garść uczucia
rozpaczy dotykałem
chłodem porannej rosy
A teraz znalazłem drogę i stoję boso
czekając na przybycie
czarnego stada wron
pogrążonych w chaosie
1) Allegro giusto:
Moja babcia
tak przejęta
do Lichenia
w same święta
jedzie
by paść na kolana
datki zanieść
modły za nas
Ponoć tyle
tam młodzieży
i złodziei
i fałszerzy
Babciu, babciu
moja miła
portfel trzymaj
blisko siebie
bo ograbią cię pielgrzymi
którzy mogą być
w potrzebie...
(...)
--- cały tekst ---
Zmywam włosy łonowe
młodych mężczyzn i starców
lizolem
Pisuary mają podkrążone oczy
a mnie zabrakło już melodii
do czyszczenie ich pozostałości
U kobiet podpaski
o wiele brudniej w toalecie
tampony zatykają kratki ściekowe
a wentylator ma alergię
Na dworcu tałatajstwo
kręcą się tu zboczeńcy
placą podwójnie
zatem ich sie nie przyczepię.
-Ja panie w ten branży dwadzieścia lat...
-A co to za branża?
-Babka klozetowa.
(Opowiedziała mi swoją życiową historię)
Zakąska blaszana - roztargnienie
Maryjka usunęła
trzecią ciążę
jeszcze nikt nie wie
ale ona niesie sumienie
w torbie foliowej
bije serce ostatnim tchnieniem
myśli, że wszyscy
zaglądają
w jej oczy
podłym życiem przerażone
Na międzytorzu
patykiem grzebie
sumienie
po powrocie
pije
potajemnie
przełykając zakąskę
smarowaną losem
garb
na nogach z waty
(...)
--- cały tekst ---
Sine niebo wydarte jaskrawej toni
umiera
leżąc na moich kolanach
ze łzami w oczach...
(Kolejna kawa)
Ociera znój
z czoła szorstkiego
dzieci żywi
rentą starego
Została sama
żal w udach dusi
klnie na los złdny
choć życ już nie musi
Ten klient jest trzeci
los ją zadręczy
na imię ma Madonna
na chłopie
w "okrak" klęczy...
Pachnie bez w słoiku
kiedy go zrywałem
płakałaś, że
zabieram go jak sen
roztargnionym dzrzewom parku
łodygi sięgają dna
wrastając w blat
czereśniowego stołu
cieniem na tapczan spływają
moje nieczyste ręce
zbroczone
spontanicznym biciem serca...
Ich małżeństwo
to toksyczny związek
ciało leży za pieniądzie
przez dwa dni po dziesiątym
księżyc jest blady jak
przerażona cholery twarz
a oni milczą
rozgniatając językiem
życia parch
Są sąsiadami moimi
starczą boso w oknach smutnych
niekiedy przez kratkę wentylacyjną
słychać ich kłótnię...
Pani J z telewizji
wszczyna ból
bezradnych ciał
Jak na wysypisku sroka
dzrze sie między wronami
aż strach
Będzie wywlekać
trupa pamięci
pożali się matka na syna
poderżną zięcia
Pani J z telewizji
ma detonator w kieszeni
wystarczy dać znak
a na ekranie sie zapieni...
