23 lutego 2011

proza

JoT Eff
JoT Eff

Sułtan

Nawet teraz, po upływie trzech dziesięcioleci
wyraźnie pamiętam każdy szczegół krajobrazu,
zielony lasek jodłowy, miękkie linie horyzontu,
zapach skoszonej pszenicy, uporczywe szczekanie psa,
i piasek. Mnóstwo piasku. Hałdy piasku, doły piasku.
Ten żółty słoneczny piasek jest przekleństwem naszych dziadków
i wielką radością dzieci. Lepimy ogromne pałace.
Bawimy się w sułtana. Jestem kochanką sułtana.
Sułtan jest mniejszy o głowę, więc w sam raz dosięga piersi.
Błękit wznosi się wysoko, a mnie bolą oczy
od wypatrywania, czy ktoś nie przerwie sułtańskiej rozkoszy.




Już tam nie ma wykopalisk, nie ma piaskowych pałaców.
Stoi nowy dom, którego nie powstydziłby się sułtan.
Zatrzymuję samochód. Nawet marznący deszcz ze śniegiem
nie jest w stanie mnie powstrzymać, muszę natychmiast zapukać.
Pukam. Otwiera mi sułtan.

gabrysia cabaj
23 lutego 2011 o 10:40

bardzo fajny kawałek

zgłoś

JoT Eff
23 lutego 2011 o 11:04

dziękuję.

zgłoś

Gabriela Kuźma
23 lutego 2011 o 16:32

:) ojej,się uśmiechnęłam normalnie a dzień zaczynał się na prawdę beznadziejnie

zgłoś

JoT Eff
25 lutego 2011 o 17:35

Gabi, dziękuję za uśmiech!

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się