31 stycznia 2011

proza

JoT Eff
JoT Eff

Nigdy nie mów nein.

Kurt mieszkał na poddaszu odnowionej kamienicy. Codziennie rano schodził i wypijał filiżankę espresso
u starego  Marokańczyka. Marsel serdecznie go witał, zbyt serdecznie, zbliżając policzek do policzka, ściskając Kurta całym sobą. Między innymi dzięki temu Kurt wiedział, co znaczy wielokulturowość.
Sam zawdzięczał mieszkanie nad Renem pochodzeniu trochę lepszemu, niż ma owczarek niemiecki. Wcześniej
próbował „na świadka Jehowego”, ale urodzenie jego dziadka na odpowiednim brzegu Przemszy załatwiło, prawie bez problemu, sprawę.
Kurt nigdy się nie ożenił, lubił różnorodność dań.
Lubił pozostawiać kubki smakowe w lekkim niedosycie. Panicznie też bał się dzieci. Nie lubił ich nawet
utrwalać na zdjęciach, choć fotografia była jego wielką
pasją, zaraz po muzyce, przez którą o mały włos nie zakochałby się, kiedyś tam, w czarnoskórej saksofonistce.

Maren. Maren była kobietą w czerwonym płaszczyku, oklepanym literacko i filmowo, ale pięknie układającym
się na jej sylwetce. Niosła białe lilie.
Kurt nie byłby sobą, gdyby po raz tysięczny
nie wyrecytował, tym razem po niemiecku,
że nigdy nie wzbaczyl by sobie, gdyby nie pozwoliła
się sfotografować.
Czarujący uśmiech, studiowany latami, okupiony wakacjami w mieście (bo tyle warte były porcelanowe koronki na zębach) i sprzęt, a szczególnie lśniący statyw - nie zadziałał.

Nein. Nein, w ustach biało-czerwonej kobiety brzmiało jak podwójna odmowa.
Kurt nie po to co rano prasuje przed wyjściem, raz jeszcze, białą koszulę od Bossa
i od trzydziestu lat szlifuje niemiecki, żeby
słyszeć nein.
Kurt nie po to kupił drogi sprzęt, i nie po to daje się oblizywać co dzień Marokańczykowi, którego jedyne cafes jest przy promenadzie, żeby jakaś
niemiecka (i tu pada kanonada wyzwisk, które najdosadniej brzmią po polsku) powiedziała
nein.
Kurt pchnął Maren widelczykiem, którym wcześniej grzebał w owocowym torciku. Widelczyk wszedł w
Maren jak w ciasto, ku zdziwieniu nawet samego Kurta. Pech czy widelczyk chciał, że znalazł jeden odsłonięty skrawek ciała, tuż poniżej trzeciego guziczka czerwonego płaszczyka.
Maren zdziwiona nawet nie krzyknęła.
Marokańczyk zdziwiony nawet nie krzyknął,
a Kurt zdążył zrobić zdjęcie zanim jeszcze Maren omdlona upuściła lilie.

Kurt opowiadał mi o tym wczoraj. Na dowód miał zdjęcie zdziwionej kobiety w czerwonym płaszczu. Miał też się bardzo dobrze, szczerzył swoje białe zęby.
Dzisiaj  jednak nie było Kurta, za to krążyła plotka, że aresztowała go policja, za zarejestrowane kamerą przemysłową kradzieże, z kasy cafes, starego Marokańczyka.

JoT Eff
31 stycznia 2011 o 19:57

Za wersyfikacje autor nie ponosi odpowiedzialności.

zgłoś

Oksana
31 stycznia 2011 o 20:21

Epicki smaczek - mogłaby być z tego epopeja :)

zgłoś

JoT Eff
31 stycznia 2011 o 20:34

Epopeja uchodźców ;-)

zgłoś

JoT Eff
31 stycznia 2011 o 21:04

niż miał owczarek niemiecki, być powinno.

zgłoś

Oksana
31 stycznia 2011 o 21:24

Skoro uchodźców,to od razu rangi wieszcza, a raczej wieszczki ;)

zgłoś

JoT Eff
1 lutego 2011 o 11:37

Edytuje to i edytuje, nie rozumiem dlaczego w oknie edycji tekst wyglada inaczej.

zgłoś

Wanda Szczypiorska
1 lutego 2011 o 12:30

Porobiły się eleganckie przerzutnie. A opowiadanie to klasyczny kryminał w miniaturze.

zgłoś

JoT Eff
1 lutego 2011 o 12:34

no wlasnie, tego sie obawialam, bo raczej chcialam o frustracji, kompleksach i beznadziejnym zyciu, ale sie nie poddam, udoskonale Kurta jak sie patrzy :)))))

zgłoś

JoT Eff
1 lutego 2011 o 12:35

no i lacie na Polakach :)

zgłoś

Wanda Szczypiorska
1 lutego 2011 o 12:37

Kryminały to czasami, a nawet czesto wielka literatura obyczajowa. Zawsze mam przy łóżku kryminał, jakby to nie brzmiało dwuznacznie.

zgłoś

JoT Eff
1 lutego 2011 o 12:49

hahaha, no tak :)))

zgłoś

Towarzysz ze strefy Ciszy
1 lutego 2011 o 15:13

jak dla mnie to to taka odmiana emigracyjnej brzytewki. cieszy mnie ze nie tylko ja potrafie wyluskac taich kurtow z rzeczywistosci. ale zeby z takimi detalami? hohohoho ;)

zgłoś

JoT Eff
2 lutego 2011 o 10:31

Dziękuję Towarzyszu.

zgłoś

JoT Eff
2 lutego 2011 o 10:51

Nie twierdzę, że jestem nieomylna, ale się przynajmniej staram. Tu niestety winę ponosi edytor tekstu. Przy pierwszym wklejaniu tekst nabrał niepożądanej formy, więc go edytowałam i znowu, bo w tym dziale, proszę samemu spróbować, by dać mi wiarę, tekst się dzieli, łączy jak chce, zniechęcona nie czytałam tekstu i nie zauważyłam. Bardzo dziękuję za uwagę, nawet nie przeszkadza mi sarkazm. Cieszę się z pana czujnego oka. To by było na tyle.

zgłoś

JoT Eff
2 lutego 2011 o 10:55

i proszę bez pani.

zgłoś

JoT Eff
2 lutego 2011 o 10:56

bo pani Kim Jo brzmi głupawo.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się