28 stycznia 2011

proza

JoT Eff
JoT Eff

Kartki z pamiętnika - Trzeci krawat

Zastanawiam się, czym kierował się w doborze krawatów. Dwa poprzednie były gorszej jakości i nie wytrzymały obciążenia. Ostatni wytrzymał. Z tego, co wytrzymał, zawsze był zadowolony. Krawat miał ciekawy deseń, ciepłe barwy i pasował w zasadzie do wszystkiego. Takie jedwabne, żakardowe krawaty tworzą najlepsi włoscy styliści. Ręczne szycie i wysokiej jakości wkład są gwarancją, że krawat długo zachowuję wyjątkowość.
Więc jakim kontem oceniał krawaty przy zakupie? Po względem fasonu, trendów w modzie, czy wytrzymałości? Wyobrażam sobie, jak w eleganckim salonie męskiej mody gładzi jedwabną strukturę materiału, a umysł niczym rzutnik wyświetla obrazy:
" ja w biurze", "ja na przyjęciu", "ja za drzwiami gościnnego pokoju".
 
   Potem myślę o jedwabnikach. Ile pracy kosztował jedwabnika taki krawat. Ile zawierał jedwabiu, który chroniłby gąsienice przed drapieżnikami podczas przepoczwarzania, i że nie spotkam jedwabnika na spacerze, bo dawno został udomowiony.
 
   Naturalny jedwab nadaje krawatom szlachetność i elegancję.
Niegdyś Chińczycy karali śmiercią za wywóz jedwabników z kraju, ale nie ma takiej kary, która by powstrzymała chciwość, więc przemycano jaja jedwabników i ich morwy w inne rejony świata, i w ten sposób Włosi uszyli ów krawat.
 
   Pierwszym narzędziem taty nie był jednak jedwab tylko kabel. Kabel od przenośnego
elektrycznego kaloryferka, którym dogrzewaliśmy łazienkę. Musiał jednak sprawić mu trudność węzeł. Nigdy nie był zuchem ani żeglarzem, albo kabel był za gruby. Za to wiązanie krawatów było umiejętnością, jeśli nie wrodzoną, to perfekcyjnie wyćwiczoną i najistotniejszym kryterium w doborze zięcia.
Pamiętaj - prawdziwy mężczyzna musi umieć wiązać krawat.
 
   Trzeci krawat był na tyle solidny, że dopiero po odcięciu trafił z ciałem do worka.
Lecz dlaczego najpierw użył dwóch słabszych krawatów?
Dlatego, że były brzydsze,? Czy słabsze?
Jaką logiką posługiwał się, wybierając mocny krawat dopiero za trzecim razem?
Może było mu szkoda tego pięknego, włoskiego, drogiego krawatu?
Po co niszczyć taki krawat?
A może miał nadzieję zaprezentować się w nim w trumnie?
Może myślał, że przyda się jeszcze mojemu bratu? Czy w ogóle o nim myślał?
Gdyby myślał zostawiłby wskazówki, a oprócz oświadczenia o zdrowych zmysłach niczego więcej na piśmie nie znaleźliśmy.
A może nie chciał czuć jak się rwie ten jego włoski szyk?
Zawsze tak troszczył się o rzeczy.
Pewnie wiedział, że właśnie ten go nie zawiedzie, a potrzebował poprzednich prób?
Takie preludium. Wstęp do większego dzieła. W końcu był również muzykiem.
 
Na elegancję też nie stawiał, raczej na wygodę, że tak powiem.
Powiesił się w granatowym dresie z adidasa.

JoT Eff
28 stycznia 2011 o 09:46

Taka wersyfikacja jest obowiązkowa, czy mogłam coś zrobić, żeby było normalnie?

zgłoś

JoT Eff
28 stycznia 2011 o 10:19

to jeszcze nie ta pożądana wersyfikacja, ale już jest znacznie lepiej.

zgłoś

Gabriela Kuźma
28 stycznia 2011 o 22:24

przygnębiające to opowiadanie :(

zgłoś

gabrysia cabaj
28 stycznia 2011 o 22:35

już w jakimś tekście o tym czytałam - pewnie wałkujesz temat / fajnie napisane, niby bez emocji a jednak

zgłoś

JoT Eff
29 stycznia 2011 o 09:02

Barnaba, nie wałkuję,jednorazowe podejście do tematu.

zgłoś

Wanda Szczypiorska
31 stycznia 2011 o 13:13

Edycja, to jest pewien tutejszy mankament. Jak by się człek nie starał, ile by czasu na to nie stracil, to i tak wersy się rozjadą. Ten tekst jest gniewny. Przede wszystkim.

zgłoś

JoT Eff
31 stycznia 2011 o 13:21

Pani Wando, on jako klocek lepiej się sprawdzał. Myślałam, żeby go usunąć z tego powodu, ale niech wisi:)

zgłoś

Wanda Szczypiorska
31 stycznia 2011 o 17:35

Kwestia przyzwyczajenia. Dobrze się czyta

zgłoś

Adrian Hyrsz
2 lutego 2011 o 10:20

Dobry pomysł na prozę - rekwizyt grający różne role. Sam coś takiego przemyciłem w "Dziadach" (kieliszek) i przemycę w jeszcze jednym opowiadaniu (pomysł już jest). A może stworzyła by Pani jakiś cykl z rekwizytami na pierwszym planie? Jeszcze trochę przerysowania i mogłaby z czegoś takiego wyjść rzecz kapitalna. Punktem wyjścia do opowiadania o człowieku rzecz, człowiek umiera, rzecz przetrwa. Przerysowanie w sensie: o przedmiocie z namaszczeniem, o człowieku niedbale, czyli tragiczne wydarzenie, śmierć na przykład, zostaje potraktowana małostkowo i staje się tutaj czymś zwyczajnym, nieciekawym, ledwie pretekstem, by dotrzeć do sedna, by skupić się na rekwizycie.

zgłoś

Adrian Hyrsz
2 lutego 2011 o 10:21

Czyli jeszcze mniej taty, jedno zdanie ledwie, śmierć i kropka, a o krawacie jak najwięcej.

zgłoś

Adrian Hyrsz
2 lutego 2011 o 10:28

Jak się Pani nie podejmie, to chyba sam podsunięty pomysł podkradnę: )

zgłoś

JoT Eff
2 lutego 2011 o 10:28

Dziękuję. Coś mi świta. Jest pomysł. Tak, pozbyć się zbędnego sentymentalizmu, wyobcować, niekoniecznie musi być to krawat, może być widelczyk od Marokańczyka albo jeszcze coś innego. Mam, co prawda wrażenie, że to już było, że gdzieś czytałam, ale skoro nie pamiętam wyraźnie, mogę się za to zabrać.

zgłoś

JoT Eff
2 lutego 2011 o 10:30

Możemy pisać razem, a osobno.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się