Ostatnia wieczerza. Dwa tysiące lat później

w pewnej chwili
poczułem to samo
co wtedy
gdy dzieliłem chleb
chociaż teraz
nikt nie kupił nawet
najtańszego wina
więc nie ma czego
rozlewać
do wiecznie niedomytych
musztardówek
nie ma tez sensu
przebijanie boku włócznią
bo dwa razy
nie wchodzi się do tej
samej rany
 
dziś podnosi głowę
ten sam zew
kiedy dzielę pączki i
czerwoną lemoniadę
mimo iż
Tabita tradycyjnie nie
smaży już frytek
Szymon Trędowaty jak
zwykle wpada w korki przy zjeździe z autostrady
a Łazarz od pewnego
czasu znacząco chowa dłonie
pod białym
prześcieradłem
 
żaden przytomny
faryzeusz
nie śmie zadawać
egzystencjalnych pytań
typu
czy to jest robota dla
zegarmistrza

 
niedługo zacznie działać
drapieżny podszept
Sigmunta Freuda –
bakałarza z Koryntu

Jarosław Trześniewski
25 lutego 2011 o 10:35

Bardzo.

zgłoś

Withkacy
25 lutego 2011 o 10:37

Bardzo na tak.

zgłoś

An - Anna Awsiukiewicz
25 lutego 2011 o 10:41

Świetny :) Fajnie się czyta-:)

zgłoś

JoT Eff
25 lutego 2011 o 10:45

mnie też się podoba, chociaż mi utrudnia czytanie wersyfikacja.

zgłoś

Waldemar Kazubek
25 lutego 2011 o 11:05

Żeby coś takiego napisać trzeba być nie w ciemię bitym.

zgłoś

Jarosław Trześniewski
25 lutego 2011 o 11:10

Waldku poczytaj Dzienniki Wojtka. o jest dopiero uczta.

zgłoś

Wanda Szczypiorska
25 lutego 2011 o 11:13

Doskonały wiersz. Jak to dobrze, że wylazł Pan z tej niewdzięcznej Nieszuflady

zgłoś

Slawrys
25 lutego 2011 o 14:19

Świetnie to napisałeś, daje do myślenia nad wspólczsnością, jedynie dodał bym tu coś w stylu..........a Judasz już nie osamotniny nikt nie musi płacić srebrników, w ramach rywalizacji sprzeda cię każdy

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się