Zmiana sposobu prezentacji

Pocztówka z Amsterdamu

Sterylną ciszę szpitalnego pokoju zakłóca cichy głos radia. Pieter van de Brick jest nieco skrępowany sytuacją, ale wie, że musi trzymać fason. Jego matka, Pauline Maria van de Brick, leży na łóżku i uśmiecha się do niego. Nie jest chora, jest po prostu, zwyczajnie, zmęczona życiem. Takie tam nieraz nic nie znaczące dolegliwości, nadciśnienie, żylaki, refluks od czasu do czasu (jak się czymś zdenerwuje) i nieraz bezsenność, to kiedy natrętne myśli o przyszłości. Po prostu, ogólnie, ma wszystkiego dość. Psycholog, doktor Anthonie Heinsius i jej ulubiony, postępowy pastor, doktor teologii, przy okazji trzykrotny zwycięzca maratonów tanecznych, Julius van Zuylen van Nijevelt, wytłumaczyli jej wszystko... Bez żadnych wątpliwości... Jest im bardzo wdzięczna.
- Trzeba zrobić miejsce młodym – zaczęła mawiać od pewnego czasu – Zresztą, ile można żyć, nikt nie jest wieczny przecież...
Pieter odwzajemnia uśmiech i siada na łóżku obok niej. Z papierowej torby wyjmuje jej ulubiony torcik czekoladowy. Matka ujmuje delikatnie jego rękę. Jest spokojna, opanowana...
Za godzinę, po tym jak się pożegnają, przyjdzie bardzo przystojny lekarz - metroseksualista, Michiel ten Hove i przyniesie szybko działający koktajl. Za cztery godziny osobiście stwierdzi zgon.
Pojutrze Pieter van de Brick odbierze jej ciało, by mogła godnie spocząć na (...)

--- cały tekst ---

Wariacja na temat zapisu w Dzienniku z 22 października 2011 albo Partykuły modalne

Wczesnym popołudniem przyszedł Adaś... Szedł do domu ze sklepu ogrodniczego, kupił wapno na działkę...
         Przyszedł, chociaż nie oczekiwałem niczyjej wizyty, chociaż nie chciałem niczyjej wizyty.
         Leżę nałykany na maxa relanium, hydroxizinum, ketonalu, nurofenu ultra forte i aspiryny. Kurewski do sześcianu ból zajął prawie cały mój mózg (podobno mózg nie boli), okupant pierdolony. Próbuję czytać Listy Joyce'a i Historię literatury arabskiej kogoś tam, tak na przemian. Wtedy dopada krótki sen, pólsen, ćwierćsen. Do tego jeszcze gra w węża na komórce... I znów.... Jednaósmasen, jednaszesnastasen, jednatrzydziestodrugasen...
         Przyszedł Adaś, zapukał. Sam bym się nie zwlókł z wyrka, żeby otworzyć, bo przy wstawaniu ból jebie najbardziej... Ola otworzyła.
         Adaś jest jednym z nielicznych, którzy nie opalają mnie z Gauloisesów, Chesterfieldów, Lucky Strike'ów czy zwykłych skrętów (nie mówię Neumannie czy Siedleckim, bo oni niepodlegli tytoniowi). On ma zawsze papierosy. Dziś wyciąga ruskie Viceroye i Jin Lingi.
         Rozmowa się nie klei. Adaś mówi, ja odpowiadam krótkimi partykułami albo wymuszonymi gestami rąk. Albo nic nie mówię. Mam jadowite halucynacje słuchowe i, chyba, wzrokowe. "Chyba", bo nie jestem pewny. gdzie się one kończą i zaczyna real, i vice (...)

--- cały tekst ---

Przedpołudniowy list Claire de Ténèbres do Jêrome’a d’Ermlanda

Jêrome...! Miło Cię widzieć, chociażby przez kartkę papieru. Oglądałam Twoje zdjęcia, bardzo ładny jesteś, podobasz mi się coraz bardziej i nie dziękuj Bardzo chciałabym spotkać się z Tobą, ale boję się, że znów mnie wystawisz, było mi z tego powodu przykro, nie mówiłam o tym Violette. Posłuchaj, ale to było i minęło, już mi złość przeszła. Pewnie niebawem będę u Violette, chce abym przyjechała Ale na pewno wszystko wróciło do normy i chcę Cię zobaczyć. Spotkajmy się, tylko gdzie, bo jeśli będziemy chcieli, miejsce się znajdzie, to na pewno, ale myślę, w jakim czasie? Gdybym zahaczyła o La Rochelle w drodze z Cherbourga, ale jak to zrobić? Tak na szybko teraz o tym myślę. Czas na szybki seks, ale on nie może być szybki. Chciałbyś? Bo ja, szczerze, chciałabym, tak szczerze, dawno tego nie robiłam. Jêrome! Ręce mi drżą teraz, ja Ci piszę prawdę, potrzebuję Cię do łóżka, prawdziwie, delikatnego i odpowiedzialnego, trochę się boję, bo nie chcę ciąży, ale chcę kochać się bez odpowiedzialności. Jêrome, kochanie, jestem teraz cała w emocjach, chodź do mnie, bądź. Jestem teraz sama, trochę obolała, ale myślę, ze nie byłoby źle. Przytuliłabym się do Ciebie, kochanie, nawet nie wiesz jak dużo mi tego trzeba, a chce się, że aż ciarki mnie przeszywają. Pobawimy się w takiego listowego cyberka, co? Nie chcesz? A może byś tak właśnie... Muskasz ustami moje włosy, uszy, całujesz w nosek, (...)

--- cały tekst ---

Stephen Edwin King przerywa czytanie jakiegoś starego artykułu Herberta Marcusego i idzie poszukać kilku tabletek aspiryny

Siedzieli vis – á – vis przy kuchennym stoliku, zanurzeni w oddechu dwudziestopięciowatowego światła zdezelowanej lampki. Jedno – wpatrzone w ognik papierosa, zakreślającego hiperbole między okolicą ust a brzegiem popielniczki; drugie - oburącz trzymając socjalistycznostołówkowy kubek, ze wzrokiem wbitym w czarną powierzchnię niedopitej kawy jak w zwierciadło Nostradamusa.
- No i jak tam...?
- Bywa...
          Siedzieli vis – á – vis przy kuchennym stoliku, zanurzeni w oddechu dwudziestopięciowatowego światła zdezelowanej lampki. Jedno – wpatrzone w ognik papierosa, zakreślającego hiperbole między okolicą ust a brzegiem popielniczki; drugie - oburącz trzymając socjalistycznostołówkowy kubek, ze wzrokiem wbitym w czarną powierzchnię niedopitej kawy jak w zwierciadło Nostradamusa.
- Z takimi nogami chodzisz w spodniach...
- Mamy tylko jedna szczoteczkę... Szczyt miłości...
          Siedzieli vis – á – vis przy kuchennym stoliku, zanurzeni w oddechu dwudziestopięciowatowego światła zdezelowanej lampki. Jedno – wpatrzone w ognik papierosa, zakreślającego hiperbole między okolicą ust a brzegiem popielniczki; drugie - oburącz trzymając socjalistycznostołówkowy kubek, ze wzrokiem wbitym w czarną powierzchnię niedopitej kawy jak w zwierciadło (...)

--- cały tekst ---

Rozmowa z Łukaszem na Wyspie, 19 IV 2012

- Skumasz to...  Siedzisz na słomianej macie, słuchasz nauk mistrza, jakiegoś Suzuki, Kawasaki czy innego Dae Woo, później pijesz zieloną herbatę i... osiągasz satori.
- I co dalej?
- Idziesz i sam nauczasz...
- A gdzie?
- A w pizdu...

Coś strasznie dziwnego, Phaidrosie

Czytając Barthkowsky'ego przypomniał sobie tekst zespołu The Prodigy No Good: Come on, who can, who can, can hear the bass drum?/You're no good for me/I don't need nobody/Don'tneed no – one/That's no good for me.    
         Miał wtedy trzydzieści jeden lat. Trzy miesiące temu umarł w Chorzowie Rysiek Riedel. Półtora miesiąca temu Polska dostała nową Ustawę Psychiatryczną. Na świecie furorę robi film Forrest Gump. Słuchał No Good bez opamiętania, do bólu każdego nerwu. Chodził z walkmanem i słuchawkami na uszach. Nawet w szkole zamiast lekcje prowadzić. Kiedyś kupił dwie paczki Cameli i poszedł, w cholerę, Towarową, w stronę Lubelskiej, później działek Na Wójtowej Roli. Rozpiął płaszcz, marynarkę, poluzował na maksa krawat i szedł pod wiatr i zamarzający deszcz. Sam nie wie dokąd doszedł. Ściemniło się doszczętnie, jak po pożarze fabryki świetlówek. Widział bluźniercze światła samochodów, mokrą czerń szosy...You're no good for me/I don't need nobody/Don't need no - one/That's no good for me... Nic więcej i nic mniej, skondensowany przekaz, był tym przekazem, był w tym przekazie, głosił ten przekaz, pił ten przekaz hektolitrami. Kręciło się w głowie, jezdnia skakała, jak kopulujące (...)

--- cały tekst ---

Cyniczni III

Uruchomił drugą komórkę. Tę, o której wiedziała Liza, miał wyłączoną. Włączy ją za kilka dni. Odnalazł numer Natalii i zadzwonił...
- Marek po tej stronie – powiedział, gdy odebrała.
- Czego chcesz? - burknęła
- Nic..., tak dzwonię...
- Chcesz przyjść?
- Mhm..., tak...
- Masz co palić?
- Mam...
- To stawiam wodę na herbatę... Czarny Earl Gray, tak?
- Przecież wiesz.
 
          Pod domem Lizy znalazł się o 9.07. Zadzwonił przyciskiem na domofonie. Po chwili, bez słowa z głośnika, drzwi zaskrzeczały i Marek je otworzył. Teraz windą na jedenaste piętro. Wiedział, że Liza nie pali, zakładał więc, iż mogą być wstręty z paleniem u niej w mieszkaniu. To zmusiło go do sięgnięcia po papierosa. Spalił go w windzie i zapetował na parapecie półpiętra między dziesiątym a jedenastym. Wreszcie nacisnął przycisk dzwonka przy drzwiach mieszkania numer 34. Rozległa się melodia z filmu Ojciec chrzestny...
        
         Natalia przyjęła go ubrana w męską piżamę i posadziła w wygodnym skórzanym fotelu. Ogromna filiżanka mocnego Earl Grey’a stała na stoliku.
- No to daj zapalić! – powiedziała zacierając dłonie
Marek położył na stoliku rozpakowaną paczkę Golden Americanów. Natalia wyjęła jednego, przypaliła i łapczywie zaciągnęła się...
- Nie chce mi (...)

--- cały tekst ---

Cyniczni II

Lizę poznał trzy lata temu. Wielki slam w pubie Wrona. On, Marek Batocki, zwyciężył... Jakieś kamery telewizyjne, jakiś wywiad dla radia... Zamówił mocną herbatę i colę...
- Gratuluję Panu...!
Podniósł leniwie oczy znad Wyborczej... i wybełkotał od niechcenia:                            
- Dziękuje...
- Czy mogę się dosiąść?
        Dopiero teraz omiótł ja wzrokiem. Wysoka platynowa blondynka z dużym biustem w czarnym golfie i dżinsach... Obcięta dość krótko... Kurze łapki pod oczami sugerowały co najmniej czterdzieści lat.
-Proszę..., będzie mi miło – powiedział bez przekonania.

        Nadjechało dwadzieścia sześć, a zaraz potem siedemnastka, do której Marek wskoczył. W autobusie pusto... Usiadł zaraz za kierowcą po prawej stronie.

        Przeszło godzinę tłumaczył Lizie ezoteryczny sens hinduskiej Księgi papugi. Ta słuchała go nie przerywając, od czasu do czasu popijając Warkę ze szklanki... Przed wyjściem z pubu wymienili się numerami komórek. Odprowadził ją do taksówki...
        Zadzwoniła nazajutrz wieczorem...

        Siedemnastka zatrzymała się w pobliżu kompleksu Szpitala Psychiatrycznego. Do planowej wizyty u doktor Aldony Krasnowskiej zostało mu już tylko kilka minut. Wizyta nie różniła się od wszystkich wcześniejszych. Pytania: - (...)

--- cały tekst ---

Cyniczni

... Andreas nie miał wiele szczęścia. Jego zastygłe ciało znalazł   gdzieś między Lükusen, Redigkainen a Göttkendorfem, ukrywający się przed wszystkim, co się rusza, Kriminalrat Friedrich Hermann Reichsfreiherr Tortilowicz von Batocki zu Friebe, jeden z wielu niemieckich rozbitków, dezerterów i maruderów, przemierzających południe prowincji Ostpreußen jeszcze przez jakiś czas po przejściu frontu. Przywłaszczył sobie notes w czarnej okładce i poplamiony brulion, nie mając pojęcia, na co natrafił. Do czasu...
                       *                   *                   *
 Die größte Stadt im polnischen Teil Ostpreußens. Anfang des XXI Jahrhunderts
       Marek obudził się z krzykiem, zlany potem... Znów ten facet owinięty kocem wyciągał go z rozpędzonego pociągu. Ile lat ten koszmar już... Można by się jakoś oswoić z nim, ale... Nad Markiem stała Liza w swoim przykrótkim, granatowym szlafroku.
- Znów to samo...? – spytała.
- Tak... - burknął pod nosem i odwrócił się do ściany.
- Marek, popatrz na mnie – Liza powiedziała prosząco.
        Marek wstał z wersalki i podszedł do okna, od którego szybko się cofnął. Widok z jedenastego piętra dławił go i rzucał na kolana bez tchu. Nawet jeśli to był widok na pobliskie lasy.
- Że musisz (...)

--- cały tekst ---

Oddać duszę...


Człowiek w swym repertuarze sygnałów lękowych prócz własnych ma te, które należą do historii całej ludzkości,

Antoni Kępińsk

Aby zapanować nad człowiekiem, trzeba sprawić, by zaczął się bać. Paulo Coelho, Demon i panna Prym
, Lęk

 
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy wcześniej spytać: Czy istnieje coś takiego, jak dusza? Czy istnieje ktoś taki, jak Satanaël? W sumie nie ma żadnych dowodów na to, że na pytania te można odpowiedzieć pozytywnie. Więc czy można oddać komuś coś, co nie istnieje, czy oddać coś komuś, kto nie istnieje, czy można oddać coś, co nie istnieje, komuś, kto nie istnieje? Więc pozostaje nam tylko zakład Pascala, nieco przewrotny w swojej treści, ale tylko tak można dalej o tym...

Oddać duszę Satanaëlowi, to wyrzec się zbawienia i Boga. Ale znów...: Czy Bóg istnieje? A może racje mają Ludwig Andreas Feuerbach czy Richard Dawkins? Chociaż nigdy nie wierzyłem w konsekwentny ateizm, bo czyż rak jakiejkolwiek formy bóstwa nie jest swoistym bóstwem? A zbawienie? Czy istnieje choć 0,000 000 000 001 pewności , że zostanę zbawiony i trafię do raju świadków Jehovy rodem ze Strażnicy? A w ogóle to, czy moja dusza stanowi o mojej tożsamości, jedyności, nieśmiertelności, czy jest (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się