|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (761) Proza (10) Dziennik (77) Fotografia (10) Grafika (18)
O autorze Znajomi (52) | |
Około godziny osiemnastej idę ze swoją suczynką na smyczy do sklepiku tytoniowego tuż przy Wiadukcie im. Powstańców Węgierskich 1956 (między skrzyżowaniem ulic: Kolejowej, Żeromskiego, Limanowskiego a Zientary - Malewskiej, z jednej strony, a placem Bema i ul. Partyzantów z drugiej). Wiążę psicę koło trafiki, kupuję codzienną porcję Gauloisesów i kilka cygaretek Neos Finos á 80 gr/sztuka. Wychodzę... Przed trafiką handel kwiatami cmentarnymi na najwyższych obrotach z turbodoładowaniem... Cena chryzantem (białych, żóltych, fioletowokardynalskich) - 18 złotych za doniczkę... Handlarze głośno dyskutują z sobą, przekrzykują się. Rozgrzani ćwiartką... Zapalam cygaretkę... Słyszę kwestię:
- Ciebie, facet, to chyba Bóg opuścił ...!
Cygaretka, jak na komendę, gaśnie...
Pisanie z pewną manierą. Zastanawiam się, jak to ocenić i głupieję...:)))
zgłoś
Lubię obrazki napisane w ten sposób tylko drażnią mnie wielokropki w masie. Czy wszystkie są tu konieczne? Pozdrawiam
zgłoś
Piękny obrazek, tylko ta wyliczanka nazw ulic- może zbędna?? A za tekst usłyszanyod jakiegoś buca nie tylko cygaretka gaśnie- aż ręce opadają :( Było coś odwarknąć! Aha- i jeszcze parę wielokropkópw zmieniłbym w kropki. Tyle. Fajny tekst.
zgłoś