|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (1247) Proza (22) Dziennik (96) Fotografia (218)
Pocztówka poetycka (34) O autorze Znajomi (122) Kolekcje (4) | |
Bladoniebieski księżyc jak sęp przysiadł
na parapecie łagodnym poszumem wiatru
zachłannie przesluchując zdziwione okna
tam gdzie goreje pożądaniem pewna niewinność
wtapiają się w siebie figurki dwóch ciał
obdarowując cienie błogim zadowoleniem
lustra oczu błyskiem dają znaki tajemne
wslizgujący się pomiędzy słowa język
i dlonie buszując wsród szczytów topniejących
niechybnie spłoną
gdy słońce niechcący bladym świtem
księżyc bezwstydny z okien wypycha
on myśli ;jutro znów tu zawitam
Pierwsza zwrotka zachęciła mnie do przeczytania reszty. /lustra oczu błyskiem dają znaki tajemne/, szyk przestawny sprawia, że nie rozumiem, co podmiot chciał powiedzieć. Popraw również literówki i brak polskich liter. Jako całość bardzo podoba mi się ten księżyc jego bladość, szum, szmer i wszechobecność. Wiersz klimatyczny bardzo, ale jeszcze posiedziałbym nad nim.
zgłoś
"lustra oczu błyskiem dają znaki tajemne" - dla mnie akurat ten wers jest jak najbardziej zrozumiały... Nie wiem, nasuwa mi się tutaj zwierciadło Nostradamusa... Albo Johna Dee... Nostradamus widział w nim różne rzeczy, których w wiekszości nie rozumiał... Ale widział..., Były to swoiste znaki tajemne... Coś, co widzimy, a może nie do końca rozumiemy..., może w ogóle nie rozumiemy... Najwieksze wrażenie robi wers: "wslizgujący się pomiędzy słowa język"... W życiu przeczytałem wiele erotyków, wiele opisów pocałunków, lirycznych i epickich... Ale ten opis jest trafiony w sam Srodek... Te kilka słów mówią o prawdziwym pocałunku tyle, ile wszyscy romantycy razem wzięci... To jest wiersz o miłości, jednoczesnie, spełnionej i spełniającej się... Zgrabny, pozbawiony czułostkowości, za to pełen autentycznych emocji
zgłoś