Ubywa wody, dni coraz bardziej śmiertelne,
krajobrazy płaczą samotnie. Kto będzie szczepił
i rozsiewał tę moc, zbierał krople, czemu nie ja?
Niczego nie można podzielić na pół, nic już nie chce
być całe i żywe. Co było moje, ktoś zabrał bez pytania.
Rzeczy znalezione, tylko to teraz mam. Wysuszony
pejzaż, puste rzeki i kilka wystraszonych ptaków
z objawami choroby sierocej. Jesteśmy tacy
niepodobni do wszystkiego, co kocham.
To już kolejny wiersz tutaj, pełen nie tyle nostalgii nawet, co wręcz tragizmu. I siedzi to w człowieku, który na zewnątrz wydaje się być żywiołem. ( A ten żywioł to, oczywiscie tylko mój domysł)
zgłoś
Ból, ujawniony, ma wlaściwości promieniotwórcze, moim zdaniem. Czasem trzeba go ukryć, żeby się nie rozmnażał. Myślę, że podmiot liryczny nie chce być nosicielem. Ani ja. dziękuję.
zgłoś