Modlę się przed siebie, głowa prosto,
oczy zamknięte; nie zamierzam kusić
wszystkiego, co mi się objawia.
Za dużo bogów na jednego człowieka.
Robię to w nocy, gdy najbardziej razi
światłość – linia obrony ciągnie się
wzdłuż powiek. Zesłana w siebie,
pozbawiona wzroku, modlę się na dotyk.
Wszystko, co pozaciera ślady, stanie się
armią zbawienia.
Dyscyplina, skupienie. Nic nie rozprasza. Wiersz od poczatku do końca, jak zwarta bryła. Każde słowo ma znaczemie takie, jakie miało mieć i jakie mieć powinno. Klasyk
zgłoś
Mirko gratuluje,pani Wanda powiedziała wszystko. Pozdrawiam
zgłoś