Concerto d'hiver

Już nie dzikie koty, schodzą coraz niżej oswajać się

Słońce kaleczy zaśnieżone wzgórza, złazi
im skóra. Z rozmiękłych szczelin wyszła

do światła - zbiegnie kamiennym zboczem,
górskie rzeki uwolni, niech płyną

i będzie koncert spuszczony z łańcucha
- górne partie nie rozsadzą szczytów, a ty

z dala od krawędzi - zsuniesz się do niej
i będziesz jak prąd, jak ogień palący, może

nawet popłynie krew, kiedy jej dotkniesz.
Nie musisz kochać od razu, to się zdarza.

Tylko nic nie mów, tylko patrz, jak się toczy.

Jarosław Trześniewski
22 lipca 2010 o 07:57

Mirko i ty zmuzycznialas:):)Piekny wiersz,

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się