Rozlało sie to słonko w ulic labiryncie,
pijany jestem wiosną - dziadek po absyncie.
I zdrowie nagle wraca i wesołość w głowie,
jak nie kochać mam wiosny, no niech mi ktoś powie!
Nasza Arabska w słońcu, aż do Afrykańskiej,
pozłociło też mury, płoty Marokańskiej
i Egipską pomknęło to wiosenne słońce.
Obmywają z piór ptaki promienie gorące.
Patrzy, trymając w dziobie gałązkę topoli
szara wrona, przesuwa swoje znalezisko,
spokojna, bo za płotem kundelek swawoli,
spoglądając na pana, patyk trzyma w pysku.
Huśtawki rozbujały się niosąc maluchy,
najpierw w przestworza niebios a później spadanie,
na balkonie sie suszą becik i pieluchy,
ten pejzaż do jesieni pewnie pozostanie.
Wybiorę się na spacer po naszych uliczkach,
uroku by dodali wraz z konikiem bryczka,
lecz w końcu żyję teraz w dobie samochodu,
za wiosną się nie zmienia to uczucie głodu.
No właśnie, żyjemy w "dobie samochodu", ale i w "dobie pampersa", gdzie Pan widział te schnące pieluchy?
zgłoś
Drogi Waldku, chyba się trochę czepiasz. Nie jest powiedziane o jakim czasie jest wiersz, nie jest też napisane do czego włascicielka balkonu używa pieluchy tetrowej. Więcej wyobraźni. Pozdrawiam.
zgłoś
Masz rację, Ryszardzie, nie wiem co mnie tak te trzy lata temu podpaliło.
zgłoś