Zaśnieżone pętle autobusowe nie drażnią
spojówek. wracam do wędrówek palcem po albumie.
wyrosłem z krótkich portek, gdy pierwszy raz
ujrzałem kostuchę. namalowana na twarzy
dwunastolatki wyglądała niczym kleks w zeszycie.
mój kumpel też leży pod glebą, a tak wiele obiecywał
wszystkim z paczki pijących tanie wina.
słuchając muzyki lat osiedziesiątych myślę o podróżach.
odwiedzam piwnice, gdzie poznawaliśmy tajemnice
koleżanek. w zimie trudniej było rozpiąć stanik.
albo wiosenne cortlandy co kradliśmy z działek.
zawsze były kwaśne.
przyjaciel leży kilka metrów pod ziemią.
nie znam jego obecnego adresu.
następną wyprawę zadedykuję Marcinowi.
palcem po ścianie z papierosem w ręku.
Mariuszu kolejny bardzo na tak. pozdrawiam cieplo
zgłoś
zaczynamy łazić jak trzej królowie... mirra kadzidło i złoto :) wiersz zasłużył na pochwały. do trzech czwartych. końcówka (moim zdaniem) do pracy bo mimo charakterystycznego rytu pojawia się międlenie słów byle międlić. a to już sygnał ostrzegawczy. bez urazy oczywiście bo sygnalizuję mieliznę tam gdzie warto by siła tekstu była niepodważalna.
zgłoś
podobnie jak Pi. Odtłuścić, warto.
zgłoś