17 czerwca 2010

poezja

Mariusz J.
Mariusz J.

Lekcja polskiego

Pamiętam jak mazałem szlaczki w jej zeszycie
w myślach ściągając kolorowe rajstopy.

romantyzm poznawaliśmy z dłońmi na kolanach
a inwokacji uczyłem się w przerwach
między ustami i pieprzykiem na piersi.
po lekcjach czytaliśmy nieznane księgi
od pana tadeusza.

pozytywizm był pracą u podstaw. na kanapie
rodziców przy głośnej muzyce. grała moją
lalkę a ja bartka zwycięzcę. praca organiczna
rozbudzała zmysły. nikt się nie spodziewał,

że tak szybko przerobimy młodą polskę
z pieluchami w rękach.

Pi.
17 czerwca 2010 o 09:31

dobre, bardzo dobre, soczyste... nawiedza mnie refleksja z własnych lat młodzieńczych, że gdybyż te cegły obowiązkowe upstrzone były większą gęstością tzw. momentów to łatwiej i chętniej byśmy się zaczytywali w Orzeszkowej, Reymoncie, Żeromskim... nierzadko parami... masz Mariuszu niezwykły talent przywoływania sugestywnych obrazów z własnej a jednak szerszej przeszłości... cenne i nostalgiczne.

zgłoś

Wanda Szczypiorska
17 czerwca 2010 o 09:41

No i po co pisać powieści, jak tu jest wszystko?

zgłoś

Jarosław Trześniewski
17 czerwca 2010 o 09:41

Wiesz, ze lubię ten wiersz:):) bardzo na tak:):)

zgłoś

Mirka Szychowiak
17 czerwca 2010 o 12:26

oj, ten bardzo pierwszorzędny

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się