25 sierpnia 2010

poezja

Pi.
Pi.

i zstąpił duch

ten akurat poeta, zanim w okolicznościach chaosu
zadecydował, że wbrew regułom zostanie poetą, ten
poeta więc, potrafił niemiłosiernym schlaniem się

uczcić miękkie lądowanie papieża na skraju Okęcia.
w trakcie czczego profanum, poeta był zdegustowany,
że pomarszczony papa w coraz śmieszniejszej czapce

wybrał się na spacer do własnego kraju nad Wisłą,
dokładnie tego samego dnia, w którym przyszły poeta
zaplanował test wewnętrznych granic tabu i upodlenia.

to musiał być przecież znak! skrajnie podatny na znaki
(z telewizorów zstępował spiritus nadwiślańskiej ziemi),
wciąż niepoeta, szybował gładkimi jak pełne ducha szkło,

spiralami po krainach olśniewającej nieprzytomności.
jakimś cudem wszyscy byli szczęśliwi. kto by nie był? kac
dopiero wschodził, a historia ledwie zwiastowała czkawkę.

Wanda Szczypiorska
25 sierpnia 2010 o 15:32

Czy autor coś o tym wie? Czy mu ktoś się zwierzał? Nie nie, to żart. Wiersz doskonały.

zgłoś

stateless
25 sierpnia 2010 o 21:51

dla mnie również doskonały, aż bałam się odezwać:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się