14 lipca 2010

poezja

Pi.
Pi.

żona Lota

Sodoma jest jedna, choć widzisz ją w każdym.
zaprzecz i zmień pryzmat lub przeskaluj uczciwość
na dostępną dla mojego rodzaju. zgaś światłość,

a będziesz samotny z własnego wyboru. muzyka
polifonicznej hosanny i bałamutne modlitwy z ajpoda
nie zastąpią ci krnąbrnych zabawek. to nie twoja

wina. to nie twoja bardzo wielka wina. dojrzeliśmy
do asertywności na pokaz, więc zabierz tombakowe
aureolki. asceza nie stała się moim rajem. witalność?

nadstawiałam ciała na szum pokus i wdychałam je
pełnymi biodrami. oczyszczona czy nie, i tak nie będę
pierwsza na listach poszukiwania cnót. nikim bardziej

i nikim mniej, niż odarty z imienia grzech. ja mam siłę
stawiania tez o twojej domniemanej dobroci, gdy z błota
wygrzebuję monetę. mam czelność określania wniosków,

gdy rozsiewasz nowotwory zbyt blisko. ikony pękają,
jak słone gałki oczne, tej która się zawsze odwróci,
bo nie nawykłam wierzyć na słowo. zwłaszcza twoje.

Szel
14 lipca 2010 o 00:45

zdecydowany brak lekkosci w wierszu Pi. ocenilam go na plus za sens i piekne metafory ktorym moglbys obdzielic kilka wierszy!

zgłoś

Mirka Szychowiak
14 lipca 2010 o 13:34

tego nie dałeś. uinhalowana - brzydactwo. dobrze jest

zgłoś

Pi.
14 lipca 2010 o 14:51

tego ci nie dałem bo się zawieruszył. odwieruszył się gdy już noc była głucha... a potem sobie pomyślałem że tych co znasz to już nie będziesz trumlować. to masz nieznany do trumlowania. z "uinhalowanej" najpierw byłem zadowolony, teraz mi jest z nią średnio ale poczekam jeszcze - może mi się jakiś wymiennik objawi...

zgłoś

Mirka Szychowiak
14 lipca 2010 o 15:25

ja dokleiłam do reszty to

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się