19 listopada 2011
Katedra
Miasto nierówno oddycha pełną
piersią spoconych kamienic.
Zawstydzeni cudzołożnicy z tęsknotą
zerkają na mszalny kielich.
Straceńcy dźwigają krzyże na swoje
nędzne golgoty.
O nierównej fakturze najtańszych
gatunków krajowych.
Czas spada głośną kaskadą na
rozjechane ulice.
Rozbity pędem kół podzwania o
szyby, latarnie, krawężniki.
Na przystankach zgromadzenia kobiet
o twarzach z szarego
papieru wymrukują różaniec próśb.
Zagubienie mężczyźni w teczkach ze
skaju dźwigają
cały swój świat. W zwalistych
kościołach gasną witraże.
Martwe łuki tonąc w półmroku nie
obiecują rozgrzeszeń,
tylko garść popiołu na głowy, lód
posadzki dla stóp.
Kiedy słowo zwolna zamiera w
czeluściach sklepienia
rozczesuje minione jak włosy. Coraz
rzadsze, niby naturalna
kolei rzeczy, jednak palce
drętwieją i więdną. Niczym język
nad ranem, w te bezgwiezdne, na
wpół zapomniane.
Jako sybaryta z wykształcenia
zasypiam z myślą, zupełnie
nie na miejscu. Piękne panie już
nie kochają poetów.
Szybko odchodzą przesycone zbyt
długą frazą westchnień
i oddechów.
13 stycznia 2026
wiesiek
13 stycznia 2026
tetu
13 stycznia 2026
sam53
12 stycznia 2026
absynt
12 stycznia 2026
wiesiek
12 stycznia 2026
AS
11 stycznia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 stycznia 2026
Jaga
11 stycznia 2026
smokjerzy
11 stycznia 2026
violetta