23 czerwca 2010

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Falerno

Poncjusz Piłat, pomyłkowo zwany prokuratorem,
składa dłonie do modlitwy gdy wino staje się
zbyt cierpkie, nawet jak na jego martwe podniebienie.

Publiczne kaźnie mają swoje plusy, łatwiej zostać
sukinsynem, choć są tacy którym się zdaje, że
mycie rąk jest grzechem, bardzo intymnym.

Starcy szybko zapominają, demencja – ostatnia
matka, (a także pierwsza, jeśli przyjąć że wyznawcy
Gautamy mają rację) scałuje łzy i będzie lżejszą
niźli kilka metrów gliny nad śmiercią.

Panta rhei, podobno. Wszyscy z wolna zmieniamy
się w ziemię, więc chodzić należy ostrożnie, kilka
milionów oddechów, niektóre fetor ex ore na pewno,
i już będę miał jasność czy gdzieś się nie przyczaiła
herezja.

(Jeśli nawet, to trudno, ani wyżej nie podskoczę ani
nie przebiję głową. Mała prośba przed toastem,
nie mieszajmy go z wodą, barbarzyńca to tylko słowo.)

Na zdrowie.

Mirka Szychowiak
23 czerwca 2010 o 10:33

kawał porządnego wiersza bez dwóch zdań

zgłoś

Pi.
23 czerwca 2010 o 11:21

bez zmrużenia ócz biorę pierwszą część... od "pantareja" się zacinam...

zgłoś

Wanda Szczypiorska
23 czerwca 2010 o 12:31

Nie wiem czemu wiersz skojarzył mi się z powolnym, dostojnym tańcem. Już wiem - to rytm. A taniec, to taniec śmierci. Zwrotka od "Panta rhei" wydaje mi sie najbardziej jasna.

zgłoś

Jarosław Trześniewski
24 czerwca 2010 o 06:48

Dobry wiersz:) dodaje do ulubionych:):)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się