Prócz tego co wwierca mi się w stopy, warkotu silnika, cisza.
W autobusie z miasta wu do miasta wu rozpoczęła się noc,
rozkładając wszystkich na fotelach w pozycji, w dupie to mam
czy wygodnej. Na twarzach zupełnie obcych ludzi maluje się spokój,
lekką ręką naniesiony przez jakiegoś Teokryta. Tuż za oknem pachną źdźbła posianego co dopiero siana.
Kierowca rutyniarz, bez zbędnych emocji, bez euforii wsiąka
w sielankowość trasy, mija drzewa, drzewa, drzewa i kilka drogowskazów,brnie do celu wytyczonego jasno z góry . Brak powodów, by w niego nie wierzyć, a nawet jeśli, to jak tu wysiąść,
w pół drogi.
Ładne, soczyste, wypełnione konkretem, dobrze brzmiące. Tak lubię.
zgłoś
trochę się rozgdakałeś od trzeciego wersu i zamiast wiersza wyszedł lurowaty budyń. nie wystygły.
zgłoś
Budyniowatość tego tworu jest celowa, myślałem że to widać jak na dłoni, w każdym razie zarzut jak najbardziej odpowiedni,gdyż jest to zabawa gatunkiem.
zgłoś
Mnie się podoba końcówka. Już spokojna... Pozdrawiam.
zgłoś
Niezłe.:) Pozdrawiam
zgłoś
Juz mówiłam kiedyś, że mi sie podoba. Teraz szczególnie druga część.
zgłoś
Dziękuję wszystkim za słowa:) się powtarza się powtarza, mój wpis pod panem Pi nie wiem czemu:/
zgłoś
widocznie chciałeś mi odpowiedzieć stereofonicznie... :) celową budyniowatość jako świadome działanie autora przyjmuję, akceptuję i już się nie czepiam :)
zgłoś
mnie się podoba... pozdrawiam:)
zgłoś