12 sierpnia 2010

poezja

Paweł P.
Paweł P.

Dom w Bon Accord

Margaret była pomarszczonym słońcem, najstarszą z żywych

idąc do snu potrząsała kulę ze śnieżnymi płatkami

i zanim opadły, wykrzykiwała zawsze ten sam hymn

"Kto to idzie? To Margaret i Jim, to Margaret i Jim, to Margaret i Jim!"

jej wrzask nie dawał nam spać, ale Jim zasypiał chyba w jej pamięci

jej uśmiech nagle rzedł, kwiaty więdły, a na biurku

drewniane konie rozpasły się na plastikowych łąkach




Działała mi na nerwy, aż pewnego razu grzebiąc w jej rzeczach

znalazłem zdjęcie. W słomkowym kapeluszu, piękna kobieta

oparta o żywopłot, na którym zawisły wonne okruchy dnia.

zazdrościłem przez chwilę Jimowi, widząc jej obłęd, pasję i rozpacz

Nazajutrz jej łóżko było puste, a kucharz przypalił obiad


śmierć miała zapach fasolki po Bretońsku

Wanda Szczypiorska
12 sierpnia 2010 o 13:54

Piękny wiersz. Opowiedzieć o niewątpliwym dramacie z takim spokojem, to wielka sztuka.

zgłoś

Jarosław Trześniewski
12 sierpnia 2010 o 16:21

Ciekawe zakonczenie, pointa wymiata. Panie Pawle- bardzo dobry.

zgłoś

Mirka Szychowiak
13 sierpnia 2010 o 19:53

Bardzo dobry tekst, miłe rozczarowanie po "Długu", który, moim zdaniem wymaga "hospitalizacji"

zgłoś

xxxx
16 sierpnia 2010 o 19:20

potrafisz opowieśc zmieścić w wierszu bardzo piekny i smutny

zgłoś

Szel
20 sierpnia 2010 o 16:42

tak Pawle!! masz zdecydowanie wonne wiersze:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się