Zmiana sposobu prezentacji

7 września 2022

poezja

Bartłomiej Boruta
Bartłomiej Boruta

44

Dziś mam 44 lata
i nic
otworzyły się oczy niebieskie
i nic
robak sumienia przestał skrzeczeć
i jest cisza

było zielono, będzie biało
pejzaż daltonisty

Trzeba mi wrócić do źródła
"Na człowieka to ja się już nie nadaje
nie mam talentu do życia."

"Może się Pan przytulić do terminala"
Zbliżam się z przymusu

"Nie na takie loty Panowie,
nie na takie loty krojono nam skrzydła"

Tymczasem wiem już prawie wszystko
i mogę spokojnie pomilczeć.
a nawet pierwszy rzucić kamień
(...)

--- cały tekst ---

***

Powiedz to wreszcie, powiedz
we mnie to żyje, znasz odpowiedź
i mimo że wyciągam ręce
zawsze podliczysz mnie a konto
Zawsze na kredyt muszę kochać
zawsze coś sobie wyobrażam
że mam co chciałem
i że goręcej tylko Słońce



Wszystko mnie boli, wszystko
wolno mi tylko patrzeć w pustkę
może się wreszcie sobie przyznam
i na dno spojrzę
w palcach rozmienię złoty krążek
bo chcieć i nie móc
to drugie imię

Zapominam

Poprowadź mnie ku plażom jasnym i roztropnym
nad rozpustne akweny ustrojów doskonałych
Ona spogląda nerwowo
Znacząco wygina wiatrołomy palców
Czy źle Ci tutaj ze mną
w pałacowej ksenofobii ciała?
Bez rozbłysków, łomotów
bez skrzekliwego robaka sumienia?
Z moich ust wyfruwają trzy słowa
i giną wczepione w jej zlepione włosy
Zapominam..

***

Spróbuję raz jeszcze
zabliźnić złamane serce
wyprażonym chwilami szczęścia
cementem uczuć wyższych

Raz jeszcze zaprzeczę pragnieniom
grymas rozpaczy przykryję
kotarą wrodzonej godności
Uczepię się kurczowo
wywodu mądrych starców
rtęciobrodych alchemików ciała
Głosicieli teorii
"o podstawach chemicznych bólu odrzucenia"

Na szczęście wystarczy odejść
przekroczyć ostatni próg
Choć na chwilę wybrać tę drogę
do świata spowitego
tylko jedną barwą
barwą Jej oczu

Studium przebaczenia

Wiem, że zapomnisz każdy wyraz
Tak jak się zapomina liście

I w zakaźliwych strunach głosu
Odnajdziesz antyseptyk szlochu

Z obrazów barokowych mistrzów
Przyswoisz tkanki cząstki tłuszczu

Okryjesz nimi nagość myśli
Wstaniesz twarz zmyjesz
zbudzisz kota

***

Jeszcze nie pora by szukać przyczyny
Jeszcze do oczu podnoszę tę scenę
Usiadła napięta jak spłoszona nimfa
Ściskając kurczowo grudkę przeczucia

Długo patrzyliśmy sobie w oczy
Wsłuchani w koncert rozrywanej duszy
Zbrukane serce obmywały
kolejne fale cierpienia
aż stało się czyste,
doskonałe, marmurowe
Gotowe popękać w misterną mozaikę

Na zewnątrz wszystko było zwyczajne
Niebo nie spadło na nas z trzaskiem
Z ust płynęły słowa wyważone
Przykładna retoryka, celne argumenty
Nie sposób było uratować tej miłości

Galeony trumien

Nie lubię wiosny
gdy w grobach nieszczelnych
gorzka woda stoi
a po niej jak widma
podziemnych przestrzeni
Galeony trumien
bez załogi żywej
dryfują w ciemności

Na grotmaszcie krzyża
żałosne pajeczyny żagli
daremnie czekają ożywczych passatów
Ale jeden Człowiek
do masztu przybity
czeka by u Kresu
krzyknąc głośno - Ziemia

I tylko raz w roku
betonowy nieboskłon
przebijają ogniki św. Elma
zwiastując lodowy spokój

Pamięć

Czemu na mnie palisz opiumowe dymy
Czemu mnie oplatasz kadzidlaną wstęgą
Weź Ty lepiej moje listy, słowa, rymy
I z nich zrób kadzidło i podpal nade mną

Tego dymu właśnie bezcielesnych woni
Co z oczu łzy wyciska i za serce chwyta
Potrzebuję teraz gdym wszystko przetrwonił
I twarz moja od cieni jak od zmarszczek zryta

Teraz gdy się wrogami stają przyjaciele
I to com cenił w bilon się rozmienia
Niech się w tym wonnym zanurzę popiele
Myśli mych dawnych i głosów sumienia

Niech mnie ogarną na nowo poezje
Do żył niech przenikną słowa eteryczne
I zwalczą okrutną mych uczuć amnezję
Zmyją z oczu półcieni obrazy tragiczne

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się