Jest jak maleńka rzeka
wijący się potok
po zejściu z łagodnego stoku
wody już dawno odeszły
stąpasz teraz po suchym dnie
z którego wystają zdarte zęby kamieni
zwane nie wiedzieć czemu
kocimi łbami
pomiędzy nimi błyszczące blaszki
wódczanych nakrętek
jak monety wrzucone przed laty
w wartki nurt
Jesteś tu jedynym wędrowcem
zbiegasz ostrożnie po linii
łączącej duży i mały Rynek
po prawej ręce masz spękane dłonie
lichych kamienic
po lewej płotek równie lichy
za którym dziko panoszy się zieleń
Jest cicho i gorąco
czuć trawy i mocz
lecz wystarczy przystanąć na moment
aby pod słonecznym dachem
usłyszeć plaskanie bosych stóp
i miarowy rytm wybijany żołnierskim butem
Czyżby to miasto, to były Starachowice? Gdzieś na cmentarzu w Wierzbniku leży mój pradziadek. Wiersz ładny, pamiętam go. Spękane dłonie kamienic już mi nie przeszkadają.
zgłoś
Zgadłaś! Cieszę się, że Pamiętasz z nfsz. To niesamowite - dzisiaj byłem na tym kirkucie... Dzięki Wanda:)
zgłoś
Nie, to nie może być kirkut. Pradziadek miał mająteczek ziemski i pełnił jakąś honorową funkcję wśród okolicznej szlachty. Do Starachowic jeździłam na wakacje na ulicę Miłą i podrywałam chłopców nad Kamienną
zgłoś
Nie muszę zdradzać, jak to było dawno.
zgłoś
nie znam tego miasta czy ty Pawel malujesz obrazy? :)
zgłoś
Pawle - piękny wiersz.I bliskie mi okolice. Pozdrawiam :):)
zgłoś
Dzięki za dobre słowa. Oleśnica - żałuję, że tam nie byłem. sprawa do nadrobienia. Jarku - dzięki, ...znaczy się...Krajan?
zgłoś
nie mogę nadążyć w odkrywaniu perełek na trumlu. taki dokładny obraz nakreśliłeś pawle, że widzę wszystko jak na tej twojej spękanej dłoni.
zgłoś