villanella w promieniach słońca
kiedy słońce zachodzi wiedz że znowu wstanie
lub zza chmur wyjrzy chyłkiem by ci dzień wyzłocić
więc smutku swego miarą czyń nasze kochanie
ono zawsze powrotu gwarancją zostanie
dnia i nocy i nie wierz że nas osieroci
brak poranka wszak słońce znowu dla nas wstanie
bym mógł cię kochać czule na dnia powitanie
ciepłem całą wypełnić po nocnej zmarzłoci
radości swojej miarą czyń nasze kochanie
potem ufaj w dnia biegu w życia kruche trwanie
że godzin z ich radości czas nie ogołoci
a nadzieja jak słońce znowu dla nas wstanie
i będzie trwała wiecznie ponad umieranie
tylko w miłości naszej musisz się zatracić
nadziei swojej miarą czyń nasze kochanie
a kiedy na dni końcu tylko zasłuchanie
i w oczach iskra wiary kropelka wilgoci
kiedy człowiek umiera znów z martwych powstanie
są wschody i zachody i w nich nasze trwanie
sobą i światem wiarę pragniemy podnosić
kiedy słońce zachodzi wiemy że znów wstanie
więc wiary swojej miarą czyń nasze kochanie
Piękna villanella, Andrzeju. Nie jest łatwo napisać coś niebanalnego o miłości, a zwłaszcza zmieścić to w tej formie. Z przyjemnością przeczytałam. :) Ale ponieważ jestem czepiak, to tak cichutko zwrócę Ci uwagę, że jest o jedną zwrotkę za dużo - opuściłabym szóstą, zwłaszcza że nie ma w niej konsekwencji powtórzenia trzeciego wersu, jeżeli ma to być w pełni klasyczna willa. ;) Zwróć uwagę też na drugi wers ostatniej zwrotki - "ukwiecić" to mało zbliżony rym. Co byś powiedział na - "sobą i światem wiarę pragniemy podnosić"? Ale gratuluję - urzekła mnie ta opowieść i rytm trzymasz bezbłędny. Buźka za wiersz. :)
zgłoś
rym zmieniłem, bo kąsał. Nad wyrzuceniem zwrotki jeszcze pomyślę. Dziękuje Ci za pozytywny odbiór i rady. Jakby nie było, masz udział w tym wierszu, byłaś jego inspiracją. Pozdrawiam Cię.
zgłoś
Tu jest, dużo materiału na wiersz, nawet dwa. Poddaj go próbie czasu i dokonaj koniecznej kosmetyki. Pozdrawiam.
zgłoś
każdy wiersz kiedyś się poprawia, nie ma ideału od pierwszego pisania.
zgłoś