jest jak kapelusz
pozostawiony w metrze
przez imigranta, niecierpliwie
odczytującego nazwy kolejnych stacji.
Jak parasolka
połamana na wietrze
wrzucona przez biegnącą
kobietę do publicznego kosza.
Jak wino w bistro
niedopite przez dziewczynę,
która mrugnęła do chłopaka
i roześmiani poszli szukać pokoju na chwilę
w obskurnym arabskim hoteliku,
na plecach Galeries Lafayette.
Jak źle sklejona książka,
która rozpadła się przy czytaniu, gdzieś w środku -
kartki czekają na podłodze na ranne sprzątaczki.
niedokonczony wiersz jest jak papier czerpany z wyjatkowa faktora do zapisania:)
zgłoś
Trochę za dużo "jak "ale -OK.
zgłoś
sorki, trochę uzupełniłem zakończenie, dzięki za kom., pozdrawiam
zgłoś